piątek, 25 września 2009

47. "Kodeks 46" (2003)






"Code 46", reż. Michael Winterbottom (Wlk. Brytania, 2003). W niedalekiej pzryszłości obywatele kontrolowani sa przez państwo, aż po regulacje urodzin oraz intymne stosunki. Państwo dba, aby nie powstawały genetyczne mezalianse, co reguluje tytułowy kodeks nr 46. Obywatele lepsi genetycznie żyją w metropolii, zaś gorsi - bez prawa wstępu do niej - na otaczającej nertopolię pustyni. William udaje się do Szanghaju w celu zbadania sprawy przecieku przepustek w ręce osób nieuprawnionyhc. Na miejscu poznaje Marię i to spotkanie odmienia jego życie...
Film świetny. Klimat - bomba. Współtworzą go rewelacyjna muzyka i zdjęcia. Nie jest to klasyczne science-fiction, fani takiego mogą odczuć rozczarowanie; film raczej opowiada o uczuciu dwojga ludzi w zindustrializowanym świecie; ich związek zdaje się być tak samo odhumanizowany, jak otaczająca ich rzeczywostość. Są też w filmie aluzje społeczne (podział na posiadąjących i nie posiadających możliwość wstepu do pewnych stref). Miałem wrażenie, że ów filmowy Szanghaj to przede wszystkim miasto, poza nim (długie zdjęcia z lotu ptaka jak w "Rekolekcjach na temat ciemności" Herzoga) to raczej pejzaże Bliskiego Wschodu.
Sen Samanthy Morton według mnie jak najbardziej na miejscu, bo to jest sugestia jej przeznaczenia. Być może jest to tez aluzja do "Nieba nad Berlinem", w którym Marion śni Damiela, by później spotkać go na jawie.
Cały film jest raczej chłodny, żeby nie rzec, że wręcz zimny, w swojej atmosferze i to może odrzucać widza łaknącego gorącej rozrywki, utrudniać odbiór. Dla mnie jest to jednak zaleta. Film leciał ostatnio na TVP Kultura pod tytułem "Pafagraf 46".