środa, 23 września 2009

19. "The Crowd" (1928)














"The Crowd", reż. King Vidor [usa, 1928]. John Sims przybywa do Nowego Jorku w poszukiwaniu szczęścia, przepełniony wiara we własne siły i przekonany, że zostanie kimś wyjątkowym. Zaczyna biurową pracę i długo nie potrafi uwolnić się z jej monotonii. Poznaje dziewczynę, pobieraja się, ich życie staje się uwarunkowana społecznie igraszką...
Vidor nakręcił jeden z pierwszych filmów poświęconych alienacji człowieka pośród tłumu. Nie jest jednak w swoim zamierzeniu konsekwentny. Po zapierajacych dech w piersi scenach inspirowanych ewidentnie "Portierem z hotelu Atlantic" (strona wizualna, ruchoma kamera) i "Metropolis" (pracownicy biurowi jak kółko zębate w trybie wielkiej maszynerii), film się wycisza. Właściwie Vidor poprzestaje na wnikliwej obserwacji detali codziennego życia, wzlotów i upadków, radości i tragedii.W tej codzienności zatracają się ideały bohatera, John Sims niczego nie osiąga, a nawet z trudem udaje się mu utrzymać, to co już ma. Film pokazuje bez ogródek społeczny aspekt życia w wielkim bezdusznym mieście, w którym nie każdy jednak może zostać prezydentem czy Rockefellerem; mamy pokazaną bezpardonową walkę o pracę, pauperyzację, bezduszność. Sims nie jest jednak jedynie zagubiony w tłumie, jest też zagubiony wewnętrznie, słaby i omamiony uesańskim mitem sukcesu."Człowiek z tłumu" jest z pewnością dramatem, ale też w sporej mierze groteską i satyrą.