środa, 22 listopada 2017

Andrzej Bobkowski "Szkice piórkiem"

      O książce Bobkowskiego usłyszałem już bardzo dawno temu; czytając prenumerowane Zeszyty Literackie znalazłem w nich wzmianki o niezwykłej, jedynej w swoim rodzaju książce opisującej podróż rowerem w okupowanej Francji. Już sam temat i kontekst wzbudził moje ogromne zaciekawienie. Dopiero niedawno zakupiłem wreszcie książkę i przeczytałem jednym tchem.
       Andrzej Bobkowski, z wykształcenia ekonomista, latem 1939 roku wyemigrował do Francji, zamieszkał w Paryżu i tam zastał go wybuch wojny. W maju 1940 roku, kiedy Niemcy zbliżali się do Paryża, zaczął sporządzać notatki w dzienniku, które złożyły się na książkę opublikowaną dopiero w latach pięćdziesiątych przez paryski Instytut Literacki. Nie wiadomo przed czym Bobkowski uciekał z Polski, chociaż "Szkice piórkiem" mogą pośrednio odpowiedzieć na to pytanie. Szczególnie fragmenty porównujące przedwojenną Polskę z Francją mogą pomóc rozwikłać tę kwestię. Atmosfera ówczesnej Polski przytłaczała go, uwierały ograniczenia, nie czuł się wystarczająco wolny. Wolność była dla Bobkowskiego wartością nadrzędną i jest to wyczuwalne na każdej stronie francuskich zapisków z lat 1940-1944. Francja dawała mu więcej możliwości. Tu tez znalazł szczęście w okrutnych czasach.
      Opis sławetnej podróży rowerem przez południową Francję aż do samego Paryża zajmuje pierwszą część "Szkiców"; jest to fragment najobszerniejszy tematycznie. I chyba najpiękniejszy. Najwięcej tu swobody, radości, czerpania przyjemności z każdej chwili. Bobkowski w swoim dzienniku wychwala nie tylko wolność pod każdą postacią, jest również zagorzałym piewcą przyjemności, radości życia, drobnostek stanowiących jego koloryt. W późniejszych partiach książki pisanych już "stacjonarnie" w okupowanym Paryżu Bobkowski te dwie wartości przeciwstawia systemom totalitarnym, a także układom społecznym uniemożliwiającym ludziom dokonywania swobodnych wyborów i czerpania z życia należytej radości. W trakcie podróży autor pięknie opisuje otoczenie, swe wrażenia i przemyślenia, spotkania z ludźmi, przejazd przez Alpy, rozbijanie namiotu, pochłaniane butelki wina, czar ciepłych wieczorów.
      Nie znam drugiego tak idyllicznego obrazu życia pod okupacją. Na samym początku książki znajdziemy opisy paniki wywołanej przez zbliżanie się Niemców. Po ucieczce z Paryża Bobkowski opisuje nalot samolotów na wiejska drogę i dopiero pod sam koniec, gdy stolica Francji ma zostać wyzwolona strzelaniny uliczne. Pomiędzy tymi wydarzeniami nie odczuwa się faktu, że autor pisze swoje notatki w okupowanym kraju i że trwa wojna. Nie bezpośrednio, gdyż Bobkowski lubi analizować mapy i ruchy wojsk. jest to jednak teoria.
      Ostatni strony książki opisują powstanie paryskie, z tym, że jest to takie dziwne strzelanie i dziwna walka, gdyż Bobkowski wieczorami i tak wychodzi spokojnie na spacery razem z żoną Basią. Są to fragmenty o tyle gorzkie i przejmujące, gdyż Bobkowski ma świadomość różnicy pomiędzy tymi paryskimi zrywami wyzwoleńczymi, a trwającym w tym samym czasie krwawym powstaniem w Warszawie. Jest w tym porównaniu sporo ironii, poczucia bezradności, solidarności z Warszawą i złości. Zakończenie książki jest takim samym literackim majstersztykiem, jak opisywana podróż rowerem. Odmienny ciężar gatunkowy nie jest w stanie zmienić tego faktu.
      W dzienniku znajdziemy tez sporo opisów codziennego życia, wakacyjnych wyjazdów, problemów związanych z pracą Bobkowskiego, wrażeń z przeczytanych książek, obejrzanych filmów i teatralnych przedstawień. Sporo jest humoru, skupienia się soczewki na komizmie rzeczywistości, sporo też mniej lub bardziej dotkliwej ironii. Język i fraza są wspaniałe, potoczyste, klarowne, precyzyjne. ogromny jest zmysł obserwacji autora i niezwykła łatwość w przelewaniu myśli na papier. Nie bez przyczyny Bobkowski chciał przewrotnie nazwać swoje wspomnienia "Wojna i spokój", dowcipnie parafrazując tytuł znanego dzieła.
      Mniej ciekawe są rozważa nią na temat wojny, polityki i kondycji Francji, analiza przyczyn jej upadku i postaw obywateli. Bobkowski stara się także przewidywać powojenną rzeczywistość, często dosyć trafnie. Bobkowski często i zdecydowanie wyraża w dzienniku swoją niechęć do Rosji, do wschodniej mentalności. Nie jest też zwolennikiem polskiej skłonności do bezkrytycznego patriotyzmu, do rzucania się szabelkami na czołgi. Kultywuje natomiast indywidualizm, który cenił bardzo wysoko. Powyższe fragmenty zdecydowały zapewne o tym, że w Polsce "Szkice piórkiem" ukazały się w całości w oficjalnym wydaniu dopiero w 2007 roku.
      Nie wiem, w jakim stopniu Bobkowski poprawił tekst dziennika przed jego wydaniem w 1957 roku; mam wrażenie, że w kilku miejscach na pewno skorygował swoje wspomnienia. Tak czy inaczej "Szkice piórkiem" to książka niezwykłą, wciągająca, oryginalna, jedyna w swoim rodzaju. Niektórzy nazywają dziennik Andrzeja Bobkowskiego arcydziełem. Mówi się o nim, że jest jedną z najwybitniejszych polskich książek, które nie zostały do tej pory należycie docenione i czekają na swoje odkrycie, na popularność. Mam już to odkrycie za sobą i jestem zachwycony, teraz kolej na Was. Serdecznie zachęcam do przeczytania owych intrygujących zapisków z okupowanej Francji, do wejścia w głębinę tej lektury, w jej wielowymiarowość.

PS.  Ze zdjęć zamieszczonych na stronie internetowej poświęconej Andrzejowi Bobkowskiemu widać, że pisarz nie porzucił roweru i po zrealizowaniu swego marzenia, to jest wyjazdu daleko od  skompromitowanej kultury europejskiej, aż do Gwatemali, gdzie osiadł, nadal podróżował z pomocą dwóch kółek. Budował także modele samolotów i pisał. Pozostawił po sobie spory dorobek, między innymi dalszy ciąg notatek oraz bogatą epistolografię. Jest wiec co planować do dalszej lektury. :)
   

niedziela, 12 listopada 2017

Anna Kamińska "Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz"

























      Biografia napisana przez Annę Kamińską zaczyna się jak rasowy kryminał. Morderstwem. Budzi to w czytelniku w pewnym sensie konsternację. Jakże to? Przecież miała być opowieść o najlepszej polskiej alpinistce, a tu nagle, niespodziewanie... Spokojnie, spokojnie, wszystko jest na swoim miejscu. "Wanda" jest oczywiście biografią Wandy Rutkiewicz, to książka o alpinizmie, o pasji, o ambicji, ale jest to równocześnie książka o ryzyku, o balansowaniu na granicy życia i śmierci. Śmierć, która czai się i posiada różne oblicza. Czytelnik nie od razu orientuje się, ze na samym początku biografia dotyka kwestii nadrzędnej w życiu każdego alpinisty, ale autorka od samego początku oswaja czytelnika z ostatecznością.
      Kamińska napisała książkę rzetelną i przystępną. Być może alpiniści nie znajdą w niej niczego, o czym wcześniej by nie wiedzieli, ale i przeznaczeniem biografii było przedstawienie sylwetki Rutkiewicz szerszemu gronu odbiorców. To na pewno autorce się udało. "Wanda" nie nudzi w ani jednym momencie. Dla niektórych czytelników mankamentem może być częste wyprzedzanie wydarzeń. Takie wybieganie w przyszłość ma jednak swój urok. W końcu opowieść dotyczy spraw już dokonanych. Mnie to osobiście nie przeszkadzało.
      Książka Kamińskiej zawiera oczywiście najważniejsze informacje z życia Wandy Rutkiewicz, ale najważniejszy jest chyba portret charakterologiczny zilustrowany mnóstwem przykładów zachowania i postaw Rutkiewicz. Szalona ambicja to jedna z najbardziej charakterystycznych cech Rutkiewicz, dalej upór, podporządkowanie sobie ludzi, umiejętność wpływania na nich z pomocą różnych środków, z których uśmiech i czar działały najskuteczniej. Wanda Rutkiewicz była osoba towarzyską, jednak nie pozwalała się do siebie zbliżać na zbyt mała odległość. Pośród jej priorytetów własne cele zawsze stały o stopień wyżej od kontaktów z ludźmi; przyjaźniła się z każdym dopóki, dopóty nie kolidowało to z jej planami. Nie była więc osobą łatwa we współżyciu. Tylko zanim zapadnie wyrok, warto się zastanowić, ile osiągnięć ludzkości nie ujrzałoby światła dziennego, gdyby wynalazcy nie byli odporni na zewnętrzne naciski? Sądzę, że zadałem czysto retoryczne pytanie.


      



















   "Wanda" jest opowieścią o wspinaniu się w górę, zarówno dosłownie jak też i metaforycznie. Z każdą strona rosną góry, które zdobywa Rutkiewicz, rośnie prestiż, sława, ranga w środowisku górołazów, alpinistów, wreszcie himalaistów. Biografia pokazuje, w jak trudnych warunkach rodził się sukces, jak ciężko było o pieniądze potrzebne na wyprawy, o fachowy sprzęt. Na wyprawy w Himalaje początkowo ekipa jechała samochodem pożyczonym przez FSO przez pół świata. ileż trzeba było mieć samozaparcia i hartu ducha, by to wszystko przezwyciężyć i wygrać! Osiągnąć niebywały sukces.
     Mocna stroną "Wandy" są zawarte w biografii liczne wspomnienia znajomych, przyjaciół, które niezwykle wzbogacają portret Wandy Rutkiewicz jako człowieka, kobietę, szefa wyprawy, żonę, przyjaciółkę, członka rodziny. Czytelnik otrzymał do reki dobrze napisaną biografię ciekawej postaci, historię, jak w tytule sugeruje sama autorka. Jest to historia życia,w której główną role odgrywa śmierć, zawsze przyczajona wysoko w górach na śmiałków, którzy odważyli się je zdobywać, siejąca swoje bogate żniwa. Wanda Rutkiewicz nigdy nie wróciła ze swojej ostatniej wyprawy. Tak, ostatniej, definitywnej. Na zawsze zagubiona gdzieś w bezkresnej bieli, w nieznanym miejscu na niebotycznej wysokości, nigdy już nie powróciła, zaginął po niej ślad. Pozostały po Wandzie jej sukcesy i trwa jej legenda. Pozostała opowieść. Zachęcam do przeczytania tej fascynującej historii, która opowiada o niezwykłej kobiecie oraz o jej pasji.

   

niedziela, 5 listopada 2017

Franz Kafka "Aforyzmy z Zürau"






































"Nie miałem wcześniej pojęcia, dlaczego na pytania nie otrzymuję odpowiedzi; dzisiaj nie pojmuję, jak mogłem wierzyć, że mogę pytać. Ale przecież ja nie wierzyłem wcale, tylko pytałem."



      Jest to pierwsze wydanie aforyzmów Franza Kafki, pisanych w czasie jego ośmiomiesięcznego popytu w Zürau, które uwzględnia kolejność nadaną im przez pisarza. Kafka zapisywał je na osobnych karteczkach, każdą numerując. Jest to również pierwsze pełne wydanie, poprzednie bowiem nie zawierały wszystkich stu dziewięciu krótkich tekstów. Max Brod pozwolił sobie pominąć kilka aforyzmów; zrobił to z nieznanych nam przyczyn, dopiero niedawno otrzymaliśmy pełne uporządkowane wydanie aforyzmów.
      Do Zürau Kafka pojechał po pierwszym krwotoku, po stwierdzeniu choroby, z poczuciem, że zostawia za sobą wszystko to, co go przytłaczało i ograniczało: pracę, obowiązki, dom rodzinny, Pragę. Pojechał na wieś w poczuciu świeżo uzyskanej wolności od tego wszystkiego. W źle ogrzewanym i nękanym w nocy przez myszy pokoju zaczyna pisać krótkie teksty. Ogólnie nazywane są aforyzmami, chociaż nie wszystkie mogą się do tej formy zaliczać.


"Fakt, że nie istnieje nic innego oprócz świata duchowego, odbiera nam nadzieję i daje pewność."



      Kafka zagłębia się w abstrakcyjne myśli, równocześnie interesując się życiem na wsi, delektując swobodą, oddaleniem od biura. W paradoksalny sposób, sobie właściwy, Kafka wyraża swoją nowa sytuację, jest szczęśliwy, po raz pierwszy od wielu lat, może od zawsze. Pisze o belce schodów, która dopiero używana może mieć poczucie istnienia. Rozkoszuje się swoim sam na sam z myślami nad kartka papieru i z wiecznym piórem labo z ołówkiem w ręku. Chyba jedyny raz w swojej twórczości podejmuje tematy biblijne, religijne pozbawione kontekstu żydostwa, przede wszystkim temat wygnania z Raju. Podjęty zostaje temat sztuki, jednak najwięcej chyba pisze Kafka o zagubieniu w świecie, w jego formach, o rozdarciu pomiędzy dobrem i złem, o grzechu. Najkrótszym tekstem jest chyba "Klatka poszła szukać ptaka", a jaki przekaz, ile treści, jaka możliwość interpretacji.


"Cel istnieje, ale nie ma drogi. To co nazywamy drogą, jest wahaniem."



      Kafka nie wiedział jeszcze w Zürau, dokąd zmierza jego los. Cieszył się pobytem na wsi ze swoją ukochana siostra Ottlą, jak to on zapraszał swych przyjaciół i rad był, że nie mogą go odwiedzić. Pisał do Pragi wiele listów, opisywał obszernie Maksowi Brodowi swoja walkę toczoną z hałasującymi nocą myszami, otrzymał doskonały powód do zerwania wieloletniego, głównie korespondencyjnego związku z Felicja Bauer i skwapliwie z niego skorzystał. Uzyskał warunki, by pisać i jedne z najbardziej wieloznacznych i wielowymiarowych tekstów, które kiedykolwiek stworzył. Czytając aforyzmy nieodparte jest poczucie obcowania z innym wymiarem, z myślą wyższą, a zarazem rozległą. Że wyobraźnia autora jest bezkresna. Nie zawsze wiadomo, co Kafka chciał przekazać, nie za pierwszym czytaniem. Konieczne jest powracanie, powtarzanie, ponawianie, wgryzanie się, ale warto, naprawdę warto spędzić czas nad krótkimi myślami Kafki, poznać świat od innej strony, doświadczyć odmiennego punktu widzenia.

 

"Myśliwskie psy igrają na podwórzu, ale zwierzę, które gna ze swobodą przez las, nie wyrwie się im z potrzasku."

sobota, 21 października 2017

Dribble, drabble, droubble



"Noc"

Jesteś ciemna, jesteś powabna, jesteś smaczna, jesteś konieczna, jesteś rozkoszna, jesteś potrzebna do życia, jesteś wonna, jesteś gorąca, jesteś radością, jesteś chwilą wytchnienia, jesteś aromatyczna, jesteś mocna, ciemna jak noc, moja codzienna filiżanko czarnej kawy. Pobudzasz mnie do życia, do działania. Kocham pić ciebie nocą pochylony nad książką. Jesteś... Chrrrrr....
[21.X.2017 r.]

"Mogło być gorzej"

- Motyla noga! Ja cię kręcę! Jasna cholera! Do diaska! 
- Co się stało?
- Poszło się czesać, kurza stopa!
- Ale co się stało?
- Na psa urok!
- Uspokój się, do kroćset!
- Niech mnie drzwi ścisną!
- Powiesz wreszcie co się stało?
- Uciekł autobus!
- To nie powód, aby się tak denerwować!
- Tak myślisz, do stu piorunów?
- Oczywiście, przyjedzie następny. Mogło być gorzej.
- Ale nie jest, do jasnej Anielki, ten był ostatni!
- Kurna chata!
- No widzisz, musimy iść teraz przez twoje spóźnienie pieszo taki szmat drogi!
- Ja to pier..
[14.X.2017 r.]

"Mocniej, mówię, mocniej"  

Wiatr trzaskał go w twarz, lecz Jack natężał swe siły. 
- Mocniej, mówię, mocniej - dobiegał go zza burty w szumie fal i wiatru błagalny głos Rose - Mocniej, ciągnij mnie w górę! Plis!
Jack starał się jak mógł, lecz Rose jednak ważyła swoje, a on był tylko szczupłym młodzieńcem pozbawianym muskulatury. Czuł, że ciągnie w górę wszystkie zjedzone czekoladki.
Wtem statkiem zakołysał potężny wstrząs i Jack został wyrzucony z Rose za burtę. Wciąż trzymali się za ręce na szczycie lodowej góry patrząc, jak statek idzie na dno. Jack poczuł chłód i objął Rose.
- Mocniej, mówię, mocniej - szepnęła.
[16.IX.2017 r,]

niedziela, 8 października 2017

148. "Little Toys" [1933]






"Xiao wanyi" (Little Toys), reż. Yu Sun [Chiny, 1933]
Ech, im bardziej Ruan Lingyu na początku filmu się śmieje, tym bardziej potem płacze. A myślałem po pół godzinie, że to będzie film o kobiecie, która prowadzi manufakturę zabawek, którą student z Szanghaju będzie starał się uwieść, która ma mała kochaną córkę i gdy śpi, na łapy pieska zakłada się wełniane buciki, żeby jej nie obudzić. Sporo humorystycznych fragmentów sugerowało inny nastrój filmu. Także uwaga Ruan Lingyu grającą Siostrę Ye (tak mawiają na nią bliscy) o tym, że w Szanghaju produkuje się zabawki w fabrykach, że jest sporo zabawek zagranicznych, a u niej wszystko wykonuje się ręcznie i że nie ma szans z tym konkurować wskazywał, na inny przebieg fabuły. Myślałem sobie, że oto będzie chiński film o kobiecie sukcesu. Niestety wszystko pokrzyżował wybuch wojny chińsko-japońskiej i los wszystkich mieszkańców małej wioski, w której wyrabiało się zabawki i łowiło ryby, został wydany na pastwę wojny. Świat legł w gruzach, dosłownie i w przenośni. Zabawki (żołnierzyki, armaty, samoloty, czołgi, okręty) urosły do monstrualnych rozmiarów, siejąc grozę i zniszczenie. W tej wojennej części film ukazuje cierpienie, ale też hart ducha oraz opór stawiany japońskiemu najeźdźcy. Przyzwyczaiłem się już do tego, że filmy z wytwórni Lianhua Film Company przemycają do fabuły społeczne aspekty, tym razem także i patriotyczne. Dramatyczne losy Siostry Ye oraz jej najbliższych stanowią smutną historię; film przestrzega przed okropieństwami wojny, pokazuje zniszczenie i pustkę, które wojna niesie ze sobą i to jest chyba główne jego przesłanie


147. "The Peach Girl" [1931]


















"Tao hua qi xue ji" (The Peach Girl), Wangcang Bu [Chiny, 1931]
Kolejny film wytwórni Lianhua Film Company, w której prym wiedzie znany już z innych filmów duel Ruan Lingyou i Raymond King. Film opowiada historię ich miłości, która zaczęła się sympatia już w czasach, kiedy byli dziećmi. Na przeszkodzie stoi jednak ich pozycja społeczna, on jest bowiem synem feudalnej właścicielki ziemskiej, ona córką rolnika i o wspólnej przyszłości mogą tylko pomarzyć. Ich miłość wywołuje sprzeciw nie tylko w klasie wyższej, dla której jest to mezalians, ale pełen dumy ojciec także nie chce dopuścić do społecznego awansu córki, ponieważ od setek lat uznawane jest to za coś niedopuszczalnego. Młodzi buntują się, co w pewnym momencie daje nawet nadzieję na powodzenie. Drabinka społeczna nie zamyka się na ukazaniu tylko tych dwóch warstw społecznych. Pojawiają się w filmie jeszcze złodzieje krów, całkowicie wyjęci spod prawa. Fakt, że napadają oni pasterzy w biały dzień dobitnie musi świadczyć o tym, że nie było co liczyć na interwencję organów odpowiedzialnych za pilnowanie porządku i pasterze sprawę obrony musieli brać w swoje ręce. Oba wątki, romantyczny i społeczny, są w filmie ze sobą nierozerwalne. Wangcang Bu pokazuje, że życie człowieka zależy od tego, w jakiej warstwie społeczeństw asie urodził i krytykuje ówcześnie podziały w społeczeństwie. Nie przeszkadza to w odebraniu filmu jako pięknej i smutnej miłosnej historii.
Piękne zdjęcia chińskiej prowincji. Muzykę napisał specjalista od tworzenia nowych podkładów do niemych filmów z zagubioną ścieżką dźwiękową, Donald Sosin.

sobota, 23 września 2017

Ostatnio przeczytane
































Coś nie mam ostatnio weny na pisanie recenzji. I uzbierało się tyle książek do opisania... :(


Agnieszka "Lisak "Miłość staropolska.Obyczaje, intrygi, skandale"
Autorka skupia się na temacie miłości bardzo szeroko rozumianej (bierze pod uwagę wszystkie możliwe aspekty), głównie przypatrując się królom i magnatom, ale nie omijając mieszczan i chłopów. Intrygi i skandale w tytule nieco przesadnie użyte, obyczaje już bardziej pasują do treści. bardzo ciekawe kompendium wiedzy na temat życia uczuciowego w dawnej Polsce. Z jednej strony nie można odeprzeć wrażenia, że książka jest poniekąd zbiorem faktów zebranych z innych książek o bardziej naukowym historycznym charakterze (liczne odnośniki do konkretnych tytułów), z drugiej jednak strony należy docenić trud, jaki był potrzebny, aby zebrać istotny materiał z nieprzebranych źródeł i uporządkować go w tak zgrabny, ciekawy i zajmujący w trakcie lektury sposób, w jaki zrobiła to pani Lisak. Polecam :)

Leopold Tyrmand "Cywilizacja komunizmu"
Książka wykpiwa i potępia komunizm, bazując na wielu konkretnych przykładach. Tyrmand jednak z lubością wyolbrzymia i przesadza, co jest działaniem celowym, by tym dobitniej potępić nienawidzony ustrój. Wygląda to często tak, jak gdyby autor chciał wyrównywać osobiste rachunki z systemem. Robi to w inteligentny sposób, używając błyskotliwego, trafnego, precyzyjnego języka, który wszakże lubi być prześmiewczy, złośliwy i groteskowy wobec tematu, nad którym się wlaśnie pochyla.

Jerzy Bralczyk 'Porzekadła na każdy dzień"
Cudowny zbiór porzekadeł na cały rok. Każde z nich jest zwięźle omówione przez autora, który doszukuje się drugiego dna, ukrytych sensów, wyciska wieloznaczność z wyrazów. Bardzo inteligentna i miejscami dowcipna zabawa językowa. Ta książka daje wiele radości z obcowania z błyskotliwymi analizami powiedzeń znanych każdemu z nas, odświeża je niejako, podaje nam na nowo, mówiąc: "Popatrzcie na to z tej nowej strony". Dowiadujemy się często, że wiele porzekadeł używaliśmy wprawdzie zgodnie z ich powszechnie przyjętym znaczeniem, jednak równie dobrze to znaczenie mogłoby być całkiem inne. Bardzo, bardzo gorąco polecam.. :)

Janusz Tazbir "Długi romans z muzą Klio"
Wielki polski badacz historii w zbiorze esejów opowiada o swoich początkach, o fascynacjach,  o problemach związanych z zawodem historyka, o prognozach na przyszłość. Temat zajmujący; nie każdy zdaje sobie sprawę ze stanu badań naukowych związanych z historią, z trudnościami, jaki spotykają badacza, z dostępem do zbiorów zagranicznych, ze zmiennością punktów widzenia w miarę pozyskiwania nowych materiałów źródłowych, z problemami związanymi z pisaniem prawdy w czasie komunizmu, z systemu przyznawania w Polsce tytułów naukowych i jak to wygląda dla porównania za granicą, z rynku wydawniczego prac naukowych i jak zmiana systemu w 1989 roku nań wpłynęła oraz z wielu, wielu innych jeszcze ciekawych kwestii związanych z tematem pisania prac naukowych z  zakresu historii.

Andrzej Sapkowski "Ostatnie życzenie"
Tom opowiadań o wiedźminie Geraltcie z Rivii; od tych opowiadań zaczyna się cała saga. Dowcipne, erudycyjne i barwne historyjki. Poziom ich nie jest równy. Nie wiem, czy Sapkowski w trakcie ich pisania planował już stworzenie całego cyklu, raczej jeszcze nie. Znajomośc jednak niezbędna dla każdego fana sagi, bo to sa jej początki.

Deyan Studjić "Język rzeczy"
Kolejna książka o dizajnie, o formie rzeczy, o najbardziej znanych klasycznych projektach, o rozwoju projektowania rzeczy, o dizajnie w modzie, w sztuce, w fabryce, w sklepie. Świetna lektura przybliżająca dziedzinę, która kształtuje naszą rzeczywistość. Studjić pisze jasno, rzeczowo, konkretnie. Uwagę zwraca zawsze na rzeczy istotne, przełomowe. Zajmuje go wzorzec, pierwszy projekt, archetyp, takie jak lampa kreślarska Anglepoise z 1932 roku, która określiła swą formę na długie dekady i dziś znana jest niemal każdemu jako lampa biurkowa (z książki dowiadujemy się też takiej ciekawostki, że zaprojektował ją... konstruktor samochodów). Ciekawostek jest znacznie więcej; wiedzieliście, że Armani projektował współcześnie mundury dla włoskich żołnierzy, podobnie jak Hugo Boss dla nazistów? bardzo dobra książka, którą polecam każdemu, kto żyje wśród przedmiotów. :)

Andrzej Sapkowski "Sezon burz"
Powieść o wiedźminie napisana jako ostatnia, ale opowiadając zdarzenia mające miejsce po tych opisanych w "Ostatnim życzeniu". Niezła, wartka, z licznymi aluzjami i odniesieniami kulturowymi (nawet do piosenki Wików :D ), z dramatycznymi, litycznymi, komicznymi i - niestety - zbyt rubasznymi momentami (ale do tych trzeba się u Sapkowskiego chyba przyzwyczaić). Podobno bazowa saga znacznie lepsza; aż boję się, czy nie doznam rozczarowania, po tak wysoko podnoszonej poprzeczce.

Zośka Papużanka "On"
Historia chłopca o ksywie Śpik, który jest lekko opóźniony w rozwoju. Opowiedziana z perspektywy otoczenia (stad tytuł "On" wskazuje na spojrzenie z zewnątrz). Równocześnie jest to opowieść o życiu w komunie, bardzo gruntowny obraz życia w tym systemie. O realizmie mogę zaświadczyć osobiście, bo wszystko to pamiętam z autopsji; Papużanka opisuje bowiem lata mojego dzieciństwa i większość opisanych zdarzeń miało miejsce w niejednym domu, w niejednej szkole, zdarzyło się po prostu  niejednemu Książka to także eksperyment formalny, w którym bohater poddawany jest działaniu oświatowych czynników, co wpływa na język narracji. Tytuł filmu Alaina Resnais "Życie jest powieścią" doskonale oddaje ducha inteligentnej i błyskotliwej książki  Papużanki ("Szopka" podobno jeszcze lepsza powieścią jest).

Andrzej Sapkowski "Miecz przeznaczenia"
Kolejny zbiór opowiadań o wiedźminie z Rivii, sześć historii, z których dwie ostatnie bezpośrednio zapowiadają "Krew elfów". "Miecz przeznaczenia" to moim zdaniem najlepsze opowiadanie o wiedźminie, chociaż to z dopplerem tez niczego sobie. Sapkowski doskonale równoważy składniki, potrafiąc wzruszyć, rozśmieszyć i podekscytować czytelnika. W jakiś magiczny sposób - pewnie używając magii - przywiązuje czytelnika do swoich bohaterów, tak że ciężko się z nimi rozstawać po zakończeniu kolejnej opowieści. Na całe szczęście jeszcze aż pięć powieści przede mną! :)

Rupi Kaur "Mleko i miód"

Dwujęzyczny zbiór poezji. Poezja. Ale czy te kompozycje słowne są już poezją? Czy ta krótka forma każdego utworu, to w pełni wiersz? Moim zdaniem to raczej lapidarne fragmenty upoetycznionej prozy, sprawiające wrażenie skrawków, urywków, strzępów z jakieś całości. Ale całością jest niewątpliwie tomik "Mleko i miód", w skład którego wchodzą, całością są tematyczne części książki. Czytając jedna po drugiej, te małe kompozycje tworzą większa całość. Osobiście jestem skłonny nie dyskutować nad kwestią formy, gdyż treść niesie w tym przypadku konkretny przekaz jak gdyby górujący nad formą. Kaur opisuje kobiece uczucia, stany, zakochanie, porzucenie, oczekiwanie, cierpienie, radość. Treść jest ładunkiem wybuchowym, który w trakcie lektury na pewno eksploduje wiele razy, powodując liczne wybuchy emocji. Surowa, prosta i bardzo bezpośrednia forma skrywa wiele uczuć i stanów emocjonalnych. Każdy z nas to wszystko zna, doświadczył tego niejednokrotnie. Można tę książkę czytać jako historię obcej kobiety, historię woman i n love, można ja też czytać jako historie siebie samej/samego, gdyż mimo że są to wyznania kobiety, doświadczył je jak juz wspomniałem każdy niezależnie od płci. Wiersze to, czy nie wiersze, lektura ich zapewnia sporo wrażeń, wzruszeń, zamyśleń, wspomnień...


Teraz czytam "Emmę" Jane Austen e-book), listy Kafki (ciągle - papier).i słucham Sapkowskiego "Krew elfów" (audiobook).