wtorek, 6 lutego 2018

Milena Jesenská „Ponad nasze siły. Czesi, Żydzi i Niemcy. Wybór publicystyki z lat 1937-1939”

      Milena Jesenská znana jest obecnie z kilku różnych życiowych ról, ale z tej jednej, którą odgrywała przez niemal całe swe dorosłe życie, tak naprawdę nie jest znana. To znaczy, że każdy wie o jej zawodzie dziennikarki i związkach z praskimi gazetami, ale niewielu czytało jej artykuły. I oto wreszcie w formie książki pojawił się zbiór publicystyki Jesenskiej przetłumaczony na język polski. Od razu należy zaznaczyć, że jest to schyłkowa twórczość dziennikarki, a dodatkowo polski przekład jest tylko wyborem wydania czeskiego z 1997 roku. Trzeba się cieszyć z tego, co mamy, od czasu bowiem ukazania się w Polsce tekstów Jesenskiej w 2003 roku, „Ponad nasze siły” do dzisiaj pozostaje jedyną książką tej autorki wydaną w naszym kraju.
      Najistotniejszym tematem reportaży Jesenskiej są aktualne wydarzenia oraz ich skutki, dokonane bądź przyszłe (przewidywane). Krótko mówiąc, Milena pisze o polityce. Zapewne zastanawiacie się, czy kobieta może ciekawie, zajmująco pisać o polityce? Odpowiedź jest prosta i brzmi: oczywiście, że tak! Teksty Mileny Jesenskiej czyta się niczym relacje z wydarzeń, wzbogacone o punkt widzenia autorki i współczucie, jakim autorka obdarza emigrantów. 
      Reportaże zamieszczone są w książce chronologicznie, więc ich lektura obejmuje kolejne ważne wydarzenia polityczne, niepokoje w Kraju Sudetów, konferencję w Monachium, zajęcie Sudetenland, a następnie reszty Czechosłowacji przez hitlerowskie wojska. Ostatnie reportaże dotyczą odnalezienia się narodu czeskiego w nowo zaistniałej sytuacji. Kiedy Niemcy wkraczali do Czechosłowacji, broniący kraju żołnierze nie oddali nawet strzału; rada na przetrwanie okupacji jest podobna do postawy żołnierzy — należy robić swoje, zająć się przede wszystkim pracą i hodować w sobie dumę, że jest się Czechem. W ostatnim artykule Jesenská zastanawia się,  czym zajmą się zdemobilizowani żołnierze. Gdyby nie to, że opisywane zdarzenia  autentyczne, moglibyśmy mówić o czeskim humorze w przypadku przekwalifikowania się oficerów w rolników.
      Dramaturgia książki jest zgodna z opisywanymi wydarzeniami. Reportaże z Kraju Sudetów oraz dotyczące emigrantów z Niemiec noszą w sobie spore zasoby niepokoju. Groźba sytuacji sama w sobie budzi lęk; opisy prześladowań przeciwników przyłączenia Sudetenlandu do III Rzeszy budzą grozę. Do nieprzyjemnych należą także reportaże zajmujące się beznadziejnym losem uciekinierów z Niemiec. Objęci zakazem pracy, otrzymujący groszowe zapomogi i skąpe posiłki, nie mają szans na przyszłość i tkwią w marazmie, w beznadziei. Czytelnik ma wrażenie, że znalazł się w niebezpiecznej krainie, w której czai się zło, a nieprzewidywalny atak może nastąpić z którejkolwiek strony. Artykuły z września 1938 roku są już pełne dramatyzmu. Ludzie wychodzą na ulice, nad nimi wisi groźba wojny, w Monachium podpisywany jest zdradliwy dokument, Niemcy wkraczają do kraju Sudetów, nowa fala emigrantów, w końcu marsz wojsk niemieckich na Pragę w marcu 1939 roku. Potem napięcie opada i Jesenská w swoich tekstach zaczyna nawoływać do pracy u podstaw, bo przecież przypomina to postawę naszych pozytywistów. Cztery teksty wyłamują się tematycznie. Pierwszy z nich dotyczy czeskiej partii komunistycznej po jej rozwiązaniu, drugi propagandy sowieckiej przez radio, trzeci opisuje ostatnie chwile życia Karela Čapkaczwarty — najbardziej filozoficzny — traktuje o chwalebnej postawie stania w miejscu.
      Zaznaczyć należy, że styl Jesenskiej jest bardzo klarowny, rzeczowy. Pisarka unika wielkich i szumnych słów. Sama zresztą pisze, że z tymi słowami na ustach wyrządzono już zbyt wiele zła. Sporadycznie decyduje się na metafory, lubuje się bardziej w rzeczowych opisach, chociaż zdarza się jej uzyskać czasem ton liryczny. Na pierwszy rzut oka tematy reportaży są same w sobie bardziej bolesne i palące, niż wynika to z tonu, jakim operuje Milena Jesenská. Ktoś przyzwyczajony do tonacji reportaży Swietłany Aleksijewicz może się zdziwić, czytając reportaże Jesenskiej. Pani Milena nie wyciska z czytelnika łez, bardziej apelując do wyobraźni, niż do uczuć. Jej artykuły pisane są zawsze w jakiejś sprawie, stoją na konkretnym stanowisku, które jest zawsze jasno określone, mimo że nigdy nie zostaje konkretnie nazwane. Owo stanowisko to humanitaryzm, zrozumienie, pomoc, udzielenie głosu bezradnym. Jesenská jest zawsze szlachetna i to jest piękne w jej reportażach. Człowiek stoi u niej w centrum zainteresowań. Jeden ze swoich reportaży kończy znamiennymi słowami: „Czy naprawdę kiedyś państwa będą się rozumiały między sobą tak, jak rozumieją się poszczególni ludzie? Czy padną granice między krajami, tak jak padają w kontaktach między ludźmi? Jak pięknie byłoby tego dożyć”.
      Niestety, w listopadzie 1939 roku Milena Jesenská zostaje aresztowana i ostatecznie trafiła do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, gdzie zmarła w maju 1944 roku. Świadomość, że czytelnik ma przed sobą ostatnie teksty wolnej kobiety, że każdy kolejny artykuł, każda następna data publikacji przybliża autorkę do końca, przed którym w swoich artykułach przestrzega, nadaje nowy wymiar reportażom Jesenskiej. Wymiar tragizmu i nieuchronności Losu. Książkę kończy dodatek z czerwca 1924 roku. Jest to nekrolog, jaki Milena Jesenská napisała po śmierci jej dawnego adoratora, człowieka, w którym wzbudziła miłość, którego pozbawiła lęku i któremu mogła odmienić całe życie, gdyby w odpowiednim czasie porzuciła dla niego męża-kobieciarza. Chodzi oczywiście o dr. Franza Kafkę. Milena pisze o nim z wielką przenikliwością, z ogromnym zrozumieniem i, mimo iż ów dodatek pozornie nie przystaje do tematyki reszty książki, stanowi jednak idealne podsumowanie; łączy bowiem ze sobą dwoje ludzi, nad których losem nieustannie czuwała bogini Ananke, równie nieuchronna, jak nieuchronne były prorocze wizje Kafki, które, gdy urzeczywistniły się, przyniosły koniec jego muzie, Milenie.
      
Warto przeczytać tę książkę, warto poznać teksty Mileny Jesenskiej. Znajdziecie w nich tę atmosferę konkretnego wycinka czasu, której trudno szukać gdzie indziej. Znamy bowiem niewiele książek opowiadających o tamtych czasach, o fermencie panującym w Czechosłowacji tuż przed wojną. Mnie na myśl przychodzą jedynie fragmenty Obsługiwałem angielskiego króla Hrabala, ale to przecież proza o całkiem innym nastroju. „Ponad nasze siły” jest książką bogatszą, pełniejszą w fakty. Jest o wiele bardziej precyzyjna i bliska prawdzie. Bardzo polecam.

sobota, 3 lutego 2018

Jarosław Sawic "Budka Suflera - Memu miastu na do widzenia. Muzyka - miasto - ludzie"

     Budka Suflera jest zespołem, który łączy pokolenia słuchaczy, fanów, miłośników ich muzyki bądź przebojów. W trakcie swej kilkudziesięcioletniej kariery zespół z Lublina nagrał sporo świetnej, różnorodnej stylistycznie muzyki, wykreował wielu muzyków, z Janem Borysewiczem i Markiem Raduli na czele, oraz wspierał w karierze tak znane wokalistki, jak Urszula czy Iza Trojanowska. Wszystko to z najczęściej sporymi sukcesami. W 2014 roku zespół postanowił zakończyć swą działalność artystyczną. Na swym koncie miał pokoleniowe przeboje, złote płyty, milionową sprzedaż jednego albumu w jednym kraju, występ w Carnegie Hall; nie miał tylko jednego, a mianowicie obszernej, wnikliwej i profesjonalnej biografii. Zmieniło się to pod koniec 2017 roku z chwilą wydania przez wydawnictwo Pruszyński i Spółka książki Jarosława Sawica.
     Biografia zespołu autorstwa Sawica stanowi doskonałepodsumowanie działalności 
Budki Suflera. Oczywiście nie udało się autorowi zamieścić wszystkich informacji, ale gdyby  autor o tym nie wspominał (podkreślając na przykład niechęć do rozmowy Jerzego Janiszewskiego), czytelnik zapewne nie zorientowałby się, że czegoś mu brak. Bez wątpienia w trakcie lektury książki odczuwać można nawet swoisty przesyt, no bo czego w niej nie ma? Pytanie nieco retoryczne (o ile takie może być). W biografii Sawica mamy dokładnie opisaną każdą płytę (wcześniejsze wprawdzie są opisane wnikliwiej, ale to świadczy o ich wysokiej randze w dyskografii), znajdziemy w niej obszerne sylwetki wszystkich związanych z Budką Suflera ludzi, a nawet opowieści i gawędy o miejscach ważnych dla zespołu. Jest analiza tekstów, jest temat produkcji (a nawet opowieści o wielu okolicznościach powstawania piosenek i płyt), jest nawet próba zanalizowania wartości grafiki poszczególnych albumów. Chyba tylko malkontent może pokręcić nosem po lekturze monumentalnego dzieła Jarosława Sawica. Drugiej takiej książki trudno chyba szukać w Polsce.
     Budowa książki przypomina tkaninę, w której przetykają się trzy nici o różnych barwach, trzy motywy z wieloma odcieniami. Sam już podział tematyczny książki stanowi o jej odrębności. Narracja biegnie wiec trójtorowo. Rozdział poświęcony muzyce, a po nim portfolio muzyka, potem relacja z podróży w czasie i przestrzeni do lubelskiej kawiarenki sprzed lat. W ten sposób konstrukcja książki przypomina nieco bardziej uporządkowaną „Grę w klasy”, o czym wspomina w książce sam autor, wyrażając przy okazji nadzieję, że jego książkę można czytać na różne sposoby. O tak, bezsprzecznie można ją za drugim razem przeczytać inaczej, niż za pierwszym, a za trzecim inaczej, niż za drugim. Ciekawe, czy taki zabieg formalny może przynieść jakieś odkrycia w treści, nowe zestawienia znaczeń. Nie wiem, gdyż książkę czytałem w klasyczny linearny sposób. Niewątpliwie jest na to szansa. Ów podział tematyczny nie sprawdził się w moim przypadku w czasie czytania o nagrywaniu albumu „Ona przyszła prosto z chmur". Chciałem mianowicie dowiedzieć się już w tym fragmencie o związku zespołu z Anną Jantar, musiałem jednak poczekać na rozdział poświęcony współpracy zespołu z wokalistkami. Moja ciekawość została oczywiście zaspokojona, tyle że nie w tym momencie, w którym chciałem. Niemniej nie można mieć wszystkiego i jestem doskonale świadomy, że owo „niedociągnięcie” wzięło się obranej przez autora formy.
     Sawic jest autorem niezwykle erudycyjnym, posiadającym ogromną wiedzę w zakresie nie tylko muzyki, ale kultury pod względem całościowym, niejako en masse, jeśli można się tak wyrazić. Jest to wyczuwalne w tekście biografii. Muszę przyznać, że język i styl autora to wisienką na torcie. Nawet jeśli ktoś nie przepada za muzyka Budki Suflera, to lektura już dla samego napawania się aluzjami i odniesieniami kulturowymi, sposób ich wplecenia w narrację, jest przyjemnością samą w sobie. Sawic nie stroni ani od kultury wyższej, ani od kolokwializmów. Powstała żywa, szczera treść o wielu odcieniach. Sawic potrafi być dowcipny, żartobliwy bądź śmiertelnie poważny, kiedy zachodzi potrzeba. O ludziach pisze ciepło, wnikliwie i raczej jest w swoich opiniach obiektywny. Może gdzieniegdzie wkrada się nuta ironii, ale przecież jakież to ludzkie! Sawic w każdym razie powstrzymuje się od krytykowania osób, które obecnie nie przyznają się do zespołu, w wielu miejscach podkreślając ich dawny wkład i zaangażowanie (vide Janiszewski). 
     W dużej mierze biografia Budki Suflera opiera się na przeprowadzonych przez autora rozmowach z ludźmi związanymi z zespołem. Opowieść autora jest, że tak rzeknę, wzmocniona solidną porcją wypowiedzi muzyków zespołu oraz ludzi z nim związanych nawet na krótko na przestrzeni tych kilku dekad działalności Budki Suflera. Poznajemy zespół oraz tyczące się go sprawy widziane wieloma oczyma z wielu punktów widzenia. Opowieści te mają jeszcze jedną zaletę. Zawierają mnóstwo anegdot, barwnych gawęd, bezcennych wspomnień. Dobrze stało się, że Sawic dopuścił do głosu tych wszystkich ludzi. Autor mógł przecież na podstawie przeprowadzonych rozmów sam opisać te wszystkie barwne i ciekawe historyjki, jednak nie zrobił tego, oddając głos świadkom wydarzeń, za co ode mnie wielki plus.
     Biografia Budki Suflera pióra Jarosława Sawica jest przepięknie wydana. Liczy ponad 800 stron, na których treść jest przepleciona ogromną ilością archiwalnych fotografii. Mimo iż nie wszystkie są doskonałej jakości, wszystkie posiadają bezcenną wartość historyczną. To jeszcze jedna, czwarta, nitka w tkaninie. Książkę można wertować, napawając się niezliczoną ilością zdjęć i czerpać z nich atmosferę minionych czasów. Dla niektórych będą to wspomnienia, dla innych będzie to jedyna możliwość nawiązania jakiegokolwiek kontaktu z przeszłością. Kiedy otrzymałem książkę, zanim zabrałem się do lektury, z niekłamaną rozkoszą przerzucałem jej kolejne strony, lubując się kolejnymi fotografiami. Wielka jest dbałość w tym wydawnictwie, jeśli chodzi o liternictwo, paginację stron, winiety, kompozycję stron itd.
     Budka Suflera zakończyła swoją działalność artystyczną w 2014 roku wielką trasą koncertową. Najważniejszym koncertem był dla zespołu występ dla lubelskiej publiczności. Paradoksalnie tytuł swojej książki zaczerpnął Sawic z tytułu jednej z wcześniejszych piosenek zespołu (czy to swoista prefiguracja?). Z Lublinem zespół pożegnał się na scenie, żegna się z nim także na kartach książki. Nie wyobrażam sobie, żeby muzycy zespołu kręcili nosami i byli w jakikolwiek sposób niezadowoleni z pracy Sawica, o tym chyba nie może być mowy! Monumentalne wydawnictwo spełnia wszelkie potrzeby fana zespołu. Najwięksi zawsze znajdą jakieś mankamenty, niedociągnięcia, ale to ich problem, gdyż o wszystkim nie da się napisać, a już na pewno wszystkiego dowiedzieć. Praca Sawica jest godna podziwu i zasługuje na należny szacunek. Autor stworzył bowiem jedyne w swoim rodzaju na polskim rynku wydawniczym kompendium wiedzy o zespole, drugiego takiego szukać u nas ze świecą. Napisał książkę bogatą w informacje, opinie, jednocześnie żywą, korelującą z kulturą, uniwersalną, gdyż przy okazji snucia historii zespołu, autor — co sugeruje zresztą podtytuł książki — opowiada również o ludziach oraz o miejscach. Nie ogranicza się do Lublina, nawet nie do Polski; można przeczytać w biografii także o miejscach i krajach, w których Budka Suflera koncertowała (NRD, RFN. USA, ZSRR, Węgry, a nawet Australia). Z mojego osobistego punktu widzenia, chociaż nie ze wszystkim się zgadzam (nie trawię płyty „Czas czekania, czas olśnienia”, za to bardzo lubię płytę „Noc”), uważam książkę Jarosława Sawica za zamkniętą całość. Polecam ją każdemu miłośnikowi muzyki, każdemu miłośnikowi słowa i każdemu ciekawemu czytelnikowi. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, a przecież i odkryje wiele, wiele rzeczy, o których nie wiedział.

niedziela, 21 stycznia 2018

Evžen Boček „Dziennik kasztelana”

Wiktor jako kasztelan usiłuje sobie urządzić na nowo życie poza Pragą. Dręczą go demony przeszłości, a przede wszystkim małżeński kryzys. W nowym miejscu nie jest dane mu jednak zaznać spokoju. Pojawiają się nowe demony, stare dołączają do nich, pogłębia się przez to kryzys związku, wszystko to potęguje choroba córki. Książka napisana w formie dziennika, nie do końca wyjaśnia wszystkie wydarzenia, opisuje je jednak zajmująco, tak że chce się przejść już do następnej strony. Jest to powieść gotycka, a przynajmniej sprawia takie pozory. Posmak fantastyki, grozy i tajemnicy jest wyborny, a do tego dochodzą jeszcze konflikty ze światem realnym. Wiktor znalazł się w matni. Czy wydostanie się z niej? Gorąco polecam tę niewielką objętościowo książkę.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Wiersze, wierszyki




















"Kiedy..."

Kiedy zrobisz o jeden krok
za daleko
zbyt szybko
nie poczekasz na nikogo
niepotrzebnie
i sama wyruszysz
by poznać nieznane
bez bagażu i szminki
bezpowrotnie
za tobą zostanie wszystko
prócz ciebie
kika nut
echo
żegnaj
Dolores

"Nie pytaj"

Dawno temu
lecz kiedy?
Całkiem niedawno
lecz odkąd?
Przelotnie
lecz czy ostatecznie?
Wiecznie
lecz czy ciągle?
Ciągle
lecz czy z przerwami?
Na zawsze
lecz na jakie zawsze?
Jak mgnienie
lecz w którym momencie?
Momentalnie
lecz czy pamiętliwie?
Od narodzin po
śmierć
lecz czy to wystarcza?
Czy na pewno?
Po śmeirć
lecz czy ostatecznie?

"Na bezludnym wygnaniu"

Odpływaja lądy
oddalają się słońca i planety
bo zakochałem sie w tobie
niestety
Niestety bo z nikim sie nie spotykam
nic mnie nie interesuje
wyłącznie twej bliskości
poszukuję

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Krótkie podsumowanie ubiegłego roku








Krótkie podsumowanie ubiegłego roku. Przeczytanych/wysłuchanych 115 książek. O 8 mniej niż w ubiegłym roku. 49 przeczytanych (19 papierowych, 30 na czytniku), 66 wysłuchanych. Największe odkrycia to szwajcarski pisarz Robert Walser i nasz Wiesław Myśliwski. Zagłębiłem się w końcu w prozę Vladimira Nabokova. Rolanda Topora i Dmitrija Głuchowskiego; wszystko na bardzo dobrym/dobrym poziomie. Wielkim pozytywnym zaskoczeniem były „Szkice piórkiem" Andrzeja Bobkowskiego. Aleksijewicz, Zagajewski, Kafka, Waniek i Nesbo jak zawsze niezawodni. Wreszcie poznałem dwa cykle fantasy "Wiedźmina" Sapkowskiego i „Ziemiomorze" Le Guin. Sapkowski mnie oczarował, Le Guin niestety nie porwała. Ubiegły rok był także powrotem do książek Raymonda Chandlera, odnalazłem je nadal klimatycznymi i lekko ironicznymi. Przeczytałem kilka kryminałów, kilka esejów, trochę reportaży, nieco listów, odrobinę fabuły, coś z fantastyki. Rozpiętość gatunkowa jak widać spora. Także nastroje rozciągały się od ciężkiej do stawienia tematyki podejmowanej przez Aleksijewicz i Tochmana, po lekką, zabawna i błyskotliwą prozę Marty Kisiel. Przeczytałem za mało poezji! Największym rozczarowaniem okazał się „Norweski dziennik" Pilipiuka, przez tę książkę z trudem przebrnąłem. Zrecenzowałem dwie książki otrzymane bezpośrednio od autorów (Zuza Malinowska i Kate Buch, dziękuję i pozdrawiam!). Wciąż nie udało się nawiązać żadnej współpracy z jakimkolwiek wydawnictwem, nadal zatem pozostaję niezależnym i samotnym recenzentem. Nawiązałem za to wiele wspaniałych znajomości na forach poświęconych książkom. Wszystkich Was pozdrawiam, dziękuję, że mnie czytacie i że Was nie męczy mój dziwny styl, że wybaczacie mi wszystko, co ludzkie (przeklęte literówki), że jesteście, że jesteście, że jesteście ze mną i że jesteście dla wspaniałych książek. Dziękuję z całego serca. Wiem, może nie bywam zbyt kordialny i gadatliwy, ale czytelnik jest zawsze ważny. Czytelnik, czyli Wy. I zawsze cieszę się, kiedy komentujecie, lajkujecie moje recenzje, gdyż dzięki temu wiem, że nie robię czegoś całkiem niepotrzebnego, że nie pisze na próżno. Życzę Wam owocnego i dobrego roku 2018, w którym mają się spełnić Wasze życzenia i marzenia. Tak chcę i tak ma być! 


1. Swietłana Aliksiejewicz „Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości"
2. Jo Nesbo „owcy głów"
3. Jo Nesbo "Syn"
4. Charlotte Link „Echa winy"
5. Jake Chedwallader „PB3 Recycler"
6. Bożena Aksamit „Batory. Gwiazdy, skandale i miłości na transatlantyku"
7. Witold Gombrowicz „Wspomnienia polskie. Wędrówki po Argentynie"
8. Jerzy Stuhr „Tak sobie myślę..."
9. Dmitrij Głuchowski „Metro 2033"
10. Dmitrij Głuchowski „Metro 2034"
11. Wiesław Weiss „Pink Floyd. Szyderczy smiech i krzyk rozpaczy"
12. Dmitrij Głuchowski „Metro 2035":
13. Andrzej Pilipiuk „Norweski dziennik. Obce ścieżki"
14. Andrzej Pilipiuk „Norweski dziennik. Północny wiatr"
15. Jerzy Pilch „Zuza albo czas oddalenia"
16. Gustaw Holoubek „Wspomnienia z niepamięci"
17. Margaret Atwood „Ślepy zabójca"
18. Maciej Zembaty „Przygody wuja Alberta"
19. Jo Nesbo „Krew na śniegu"
20. Jo Nesbo „Więcej krwi"
21. Adam Wisniewski-Snerg „Robot"
22. Wiesław Mysliwski „Pałac"
23. Sławomir Mrożek „Dziennik powrotu"
24. Henryk Waniek „Jak Johannes Kepler jadąc do Żagania na Śląsk zahaczył o księżyc"
25. Wiesław Myśliwski „Kamień na kamieniu"
26. Aleksander Pope „Heloiza do Abejlara"
27. Wiesław Myśliwski „Widnokrąg"
28. Wiesław Myśliwski „Traktat o łuskaniu fasoli"
29. Laurence Sterne „Podróż sentymentalna przez Francję i Włochy"
30. William Szekspir „Opowieść zimowa:
31. Tomasz Mann „Czarodziejska góra"
32. Raymond Chandler „Wysokie okno"
33. Vladimir Nabokov „Pnin"
34. Aleksander Wat „Dziennik bez samogłosek"
35. Raymond Chandler „Żegnaj, laleczko"
36. Raymond Chandler „Tajemnica jeziora"
37. Hanna Kral „Dowody na istnienie"
38. Swietłana Aleksiejewicz „Czasy secondhandu. Koniec czerwonego człowieka"
39. Vladimir Nabokov „Śmiech w ciemności"
40. Raymond Chandler „Siostrzyczka"
41. Rainer Maria Rilke „Listy do Klary Rilke-Weshoff"
42. Raymond Chandler „Tajemnice Poodle Springs"
43. Raymond Chandler „Hiszpańska krew i inne opowiadania"
44. Stanisław Lem „Powrót z gwiazd"
45. Karl Ove Knausgaard „Moja walka 4"
46. Stanisław Lem „Eden"
47. Wiesław Myśliwski „Ostatnie rozdanie"
48. Vladimir Nabokov „Maszeńka"
49. Patrick Modiano „Katarzynka"
50. Stanisław Lem „Dzienniki gwiazdowe"
51. Vladimir Nabokov „Obrona Łużyna"
52. Jerzy Pilch „Więcej demonów"
53. Friedrich Kellner „Dziennik sprzeciwu. Tajne zapiski obywatela III Rzeszy"
54. Haruki Murakami „Po zmierzchu"
55. Robert Walser „Willa Pod Gwiazdą Wieczorną"
56. Zuza Malinowska „Złoty wąż"
57. Alfred Kubin „Po tamtej stronie"
58. Przemysław Słowiński „Urlike Meinhoff"
59. Fiodor Dostojewski „Biesy"
60. Franz Kafka „Proces'
61. Nadieżda Mandelsztam „Wspomnienia"
62. Szczepan Twardoch „Król"
63. Matsuo Basho „Z podróżnej sakwy"
64. Dejan Studjic „B jak Bauhaus"
65. Roland Topor „Dziennik paniczny"
66. Roland Topor „Najpiękniejsza para piersi na świecie"
67. Roland Topor „Cztery róże dla Lucienne"
68. Roland Topor „Święta księga cholernego Prutto"
69. Alejo Carpentier „Podróż do źródeł czasu"
70. Jo Nesbo „Pragnienie"
71. Marcin Wichta „Jak przestałem kochać design"
72. Marcus Zusak „Złodziejka książek"
73. Ota Pavel „Śmierć pięknych saren"
74. Ota Pavel „Jak spotkałem sie z rybami"
75. Agnieszka Lisak „Miłość staropolska. Obyczaje, intrygi, skandale"
76. Leopold Tyrmand „Cywilizacja komunizmu"
77. Jerzy Bralczyk „Przysłowia na każdy dzień"
78. Janusz Tazbir „Długi romans z muzą Klio"
79. Andrzej Sapkowski „Ostatnie życzenie"
80. Dejan Studjic „Język rzeczy"
81. Andrzej Sapkowski „Sezon burz"
82. Zośka Papużanka „On"
83. Andrzej Sapkowski „Miecz przeznaczenia"
84. Rupi Kaur „Mleko i miód"
85. Kate Buch „Naga prawda"
86. Franz Kafka „Aforyzmy z Zurau"
87. Franz Kafka „Listy d rodziny, przyjaciół i wydawców"
88. Andrzej Sapkowski „Krew elfów"
89. Andrzej Sapkowski „Czas pogardy"
90. Andrzej Sapkowski „Chrzest ognia"
91. Andrzej Sapkowski „Wieża Jaskółki"
92. Andrzej Sapkowski „Pani Jeziora"
93. "Haruki Murakami „Norwegian Wood"
94. Zdzisław Broński 'Uskok' „Pamiętnik (wrzesień 1939 - maj 1949)"
95. Kazuo Ishiguro „Nie opuszczaj mnie"
96. Anna Kamińska „Wanda"
97. Bela Hamvas „Filozofia wina"
98. Andrzej Makowiecki „Ja, Urbanator. Awantury muzyka jazzowego" 
99. Dmitrij Głuchowski „Witajcie w Rosji"
100.. Dmitrij Głuchowski „Fut,re"
101. Andrzej Bobkowski „Szkice piórkiem"
102. Czesław Miłosz/Jarosław Iwaszkiewicz „Portret podwójny"
103. Ursula Le Guin „Czarnoksiężnik z Archipelagu"
104. Ursula Le Guin „Grobowce Atuanu"
105. Ursula Le Guin „Najdalszy brzeg"
106. Ursula Le Guin „Tehanu"
107. Ursula Le Guin „Inny wiatr"
108. "Marta Kisiel „Dożywocie"
109. Wojciech Tochman „Dzisiaj narysujemy śmierć"
110. Adam Zagajewski „Lekka przesada"
111. Marta Kisiel „Siła niższa"
112. Marta Kisiel „Szaławiła"
113. Evžen Boček „Dziennik kasztelana"
114. Georges Perec „Rzeczy"
115. Stanisław Stabro „Na inne głosy rozpiszą nasz głos"
116. Justyna Kopińska „Polska odwraca oczy"

piątek, 29 grudnia 2017

Georges Perec „Rzeczy"























      Debiut pisarza wydany w 1965 roku. Upłynęło tak dużo czasu, a książka wydaje się, że nie tylko nie postarzała się, ale obecnie jest chyba jeszcze bardziej aktualna. Zmieniło się przez pół wieku wiele, przede wszystkim zmienił się na lepsze standard życia. Szczególnie praca w agencji reklamowej postrzegana jest za atrakcyjną finansowo. Nie zmieniło się jednak podejście do stanu posiadania, człowiek chce zawsze zwiększyć swój stan posiadania, wspiąć się o kolejny szczebel w górę.
      Bohaterowie książki Pereca to bardzo młode małżeństwo, które zajmuje się prowadzeniem ankiet dla agencji reklamowych na ulicach Paryża. Jest to praca żmudna, niestabilna, gdyż żywot agencji bywa krótkotrwały, praca dobrze płatna, jednak nie aż tak dobrze, by znacznie podnieść status społeczny Sylwii i Jerome'a. Oni marzą o świecie wyższym, o ekskluzywnych angielskich strojach, o markach, o antykach z paryskich antykwariatów, o zamożności, o milionach. 
      Książka posiada interesująca afabularną formę. Autor stosuje opis sytuacji, a także rejestruje momenty zmian. Bohaterowie są poddani wiwisekcji pod kątem ich stosunku do świata materialnego, zestawieni z własnymi możliwościami, porównani do bohaterów ze świata ich tęsknych wejrzeń. Perec doszukuje się tęsknoty za zamożnością — dziś nazwalibyśmy to snobizmem — w ich postawie życiowej, w kręgu przyjaciół, w poglądach politycznych, w upodobaniach do muzyki i filmu. Na niewielu stronach udało się autorowi w dogłębny sposób zanalizować postawę bohaterów, unikając przy tym jakiegokolwiek wartościowania.
      Zakończenie książki wskazuje na nieuchronność pewnych działań. Można przez jakiś czas unikać konieczności i żyć z głową w chmurach, jednak na pewno przyjdzie czas schylić się ku ziemi i zapomnieć o niebie. Życie jest tu i teraz, nie gdzieś w mglistej przyszłości. I nie wszystko można w życiu mieć. Trzeba zadowolić się czasem tym, co jest, zamiast marzyć o tym, co dostępne jest zaledwie nielicznym ludziom na ziemi. 
      Przewrotnością autora jest fakt, że jego bohaterowie pracują w dziedzinie reklamy, która nakręca u ludzi potrzebę posiadania i życia ponad stan. Różnica między połową lat 60-tych a współczesnością nie jest wcale taka ogromna. Dziś ludzie są być może bardziej skupieni na karierze i mniej interesuje ich muzyka, być może ich dochody pozwalają na bardziej luksusowe życie, jednak nadal dalecy są od beztroskiego pławienia się w milionach i mogą tylko o tym beznadziejnie marzyć. Mogą się też obudzić i skorygować oczekiwania z możliwościami. Jak wolą. Zawsze jest wybór, z którego mogą skorzystać.

sobota, 16 grudnia 2017

Wojciech Tochman "Dzisiaj narysujemy śmierć"





      Czasem pustka w głowie nie jest oznaką stanu faktycznego. Może na przykład świadczyć o nieumiejętności zebrania myśli po jakimś traumatycznym przeżyciu. Kiedy wydarzy się coś, z czym nie potarfimy sobie poradzić, na co nie mamy wpływu, co nami wstrząsnęło, co zburzyło dotychczasowy porządek naszych wyobrażeń o świecie, wówczas możemy mieć trudności z zebraniem myśli. Po przeczytaniu książki Tochmana odczułem tego rodzaju pustkę. Przez długi czas zdawało się, że staram się wyprzeć to, co przed chwilą czytając przyjmowałem w siebie, ponieważ nie potrafiłem tego udźwignąć. Jest to zbyt wielki cięzar.
      Autor pojechał do Rwandy kilkanaście lat po ludobójstwie, które w 1994 roku wstrząsnęło światem. Nie pojechał tam rozgrzebywać ran, chociaż rozmowy, które prowadzi, wypełnione są bólem, Wspomnienie tragicznych wydarzeń wciąż żyje w świadkach, zarówno w ocalałych jak i oprawcach. Nie są od tego wolne następne pokolenia. Tochman rozmawia z wieloma osobami; na jego prośbę snują one wspomnienia tamtych wydarzeń. Rozmowy nie należą do łatwych. Świadkowie nie zawsze chcą o wszystkim mówić, nie chcą pamiętać, chociaż nie mogą zapomnieć. Poprzez ich słowa płynie rzeka bólu, niesprawiedliwośći, cierpienia, nieszcześcia, strachu, mroku, śmierci.
      W swojej książce Wojciech Tochman bez trudu osiąga nieprzyjemny dla czytelnika poziom dyskomfortu na podobieństwo tekstów Swietłany Aliksiejewicz. Tematem ksiażki jest pozornie krajobraz po bitwie, portret Rwandy kilkanaście lat po tragicznych wydarzeniach. Pozornie, gdyż narracja reportażu nieustannie powraca do kwietnia 1994 roku, stając sie także opowieścią o samym ludobójstwie. Przeszłość i przyszłość nigdy nie bywają od siebie rozdzielone, ale w tym przypadku jak rzadko kiedy są ze soba nierozerwalne.
      Tochman przybliża czytelnikowi przyczyny wydarzeń, tło społeczne i ekonomiczne. Czytelnik może zapoznać sie z pobieżnym, lecz konkretnym, rysem historycznym, który pomaga zrozumieć przyczyny rzezi Tutsi. Najbardziej przejmują jednak zwierzenia ocalałych z ludobójstwa, którzy opowiadają o swoich losach i doświadczeniach. O tym, w jaki sposób ocaleli i jak z bliska oglądali przemoc i śmierć. Przeraża brak sprawiedliwosci, gdyż dzisiaj kaci mieszkają spokojnie obok ocalałych. Wielu z nich ma się dobrze, gdyż nikt ich po latach nie oskarżył. Czasem trudno zapamiętać będąc jako swiadek jeszcze małym dzieckiem kogoś z grupy kilkudziesięciu mężczyzn obcinającym rodzicom głowy, gwałcących zbiorowo matki i siostry. Straszna jest myśl o obojętności świata w 1994 roku, bo przeciez nikt nie pośpieszył na pomoc, Amerykanie nie wysłali swoich wojsk, a obecne z Rwandzie siły ONZ nie interweniowały.
      Z pomoca wyszukiwarki internetowej sprawdziłem trafność wyszukiwania tytułu książki Tochmana. Najlepiej pozycjonowane są oferty handlowe ksiągarń internetowych, a w nich uderza wszędzie niemal ten sam powielony metodą kopiuj-wklej opis "Dzisiaj narysujemy śmierć". Odbiegające od schematu opisy niestety są na nim oparte i zdają się być wariantem tego najczęściej powielanego ze strony wydawcy. Tekst "Opowieść o tym, jakie konsekwencje niesie ludobójstwo nie tylko dla sprawców i ofiar, ale przede wszystkim dla nas - świadków" brzmi jak ponury refren, jak gdyby zabrakło refleksji. Nie będę go powielać. Moim zdaniem każdy musi indywidualnie zmierzyc się z tym trudnym tematem. Trzeba przemóc pustkę w głowie i w sercu, przezwycieżyć niemoc, dobyć głosu, własnego i analitycznego. Tak, pozostaniemy bezradni i przytłoczeni ciężarem tamtych wydarzeń, niczego nie zmienimy, nie naprawiy, nikogo nie przywrócimy do życia, ale nie możemy pozostać obojętni.

Wielkie podziekowania należą się autorce bloga Bookiecik za inspirację!