sobota, 27 maja 2017

Friedrich Kellner "Dziennik sprzeciwu. Tajne zapiski obywatela III Rzeszy"

Kellner w opozycji do narodowego socjalizmu w swoim pisanym do szuflady dzienniku krytykował wszelkie poczynania nazistów, rozszyfrowywał propagandę prasową, kpił z bonzów partyjnych. Jego dziennik jest obrazem czasów wojny, która Kellner zdecydowanie potępiał i już we wrześniu 1939 roku uznawał za przegraną. Można się z niej dowiedzieć najróżniejszych rzeczy, na przykład, że już w czasie napaści na Polskę wprowadzono w III Rzeszy kartki żywnościowe. Kellner potępiał także bierność Anglii i Francji, które to państwa obwiniał za niemieckie sukcesy militarne. Przytacza także wypowiedzi wielu ludzi, z którymi rozmawiał, i nie może wyjść ze zdumienia, jak bardzo ludzie są okłamywani, jak bezkrytycznie wierzą w propagandę. Bardzo ciekawe świadectwo historyczne.

Jerzy Pilch "Wiele demonów"

Mała miejscowość w Beskidach. Połowa lat pięćdziesiątych. W tajemniczych okolicznościach znika młodsza córka pastora, Ola. Książka jest wnikliwym opisem małej społeczności ze wskazaniem na wzajemne relacje i oddziaływanie. Doskonały język, wiele humoru. Jest też kryminałem, który nie spieszy się do rozwiązania zagadki, z zaskakującym zakończeniem. Duszny klimat, atmosfera pełna napięcia. Bohaterowie żywi, krwiści, wiarygodni, pełni emocji, charyzmy. Każdy coś skrywa, każdy ma swego demona. Nie wiadomo komu ufać, komu wierzyć. W książce mieszają się także światy: magiczny i realny. Natura ludzka jest przez Pilcha pod lupą obserwowana, opisywana i w nawet skomentowana. Każdy jest inny. Jest to także książka o miłości, a raczej o miłościach, jak potrafią się od siebie różnić. Pilch na[pisał ją w formie gawędy snutej przez naocznego obserwatora wydarzeń. Świetna powieść, jedna z lepszych, które ostatnio czytałem.

wtorek, 16 maja 2017

Stanisław Lem "Dzienniki gwiazdowe"

Jest to absolutne arcydzieło. Książka była pisana na przestrzeni niemal czterdziestu lat, od 1954 do 1993 roku, w którym Lem opisał ostatnia podróż Ijona Tichy'ego. Tichy to międzygwiezdny podróżnik odwiedzający planety we Wszechświecie. Spotyka na nich najprzeróżniejsze istoty o różnym stopniu rozwoju cywilizacyjnym, ale wszystkie obciążone są czysto ludzkimi wadami i przywarami. Pod płaszczykiem science-fiction Lem nieustannie przygląda się naszej cywilizacji i z niepokojem opisuje kierunki jej rozwoju. "Dzienniki gwiazdowe" pełne są aluzji do zimnej wojny, komunizmu, zachodniego konsumpcjonizmu, do bezmyślnego rozwoju techniki, przeludnienia. Doszukiwać się można zresztą najprzeróżniejszych aluzji. Zabawa jest przednia. Na jednej z planet Tichy styka się na przykład z wyszalniami, czyli z miejscami wyładowania złych emocji. Przygody Ijona Tichy'ego napisane są językiem niezwykle barwnym. Lem lubi bawić się słowem, jego znaczeniami, często je zmieniając. Uprawia też namiętnie słowotwórstwo. "Dzienniki" aż iskrzą się od nowych słów, w czym Lem przypomina Leśmiana. Lektura książki daje ogromną satysfakcję, bawi, w wielu momentach wywołuje kaskady śmiechu, jednocześnie dając sporo do myślenia. Można ją czytać na wielu poziomach i nigdy nie nuży, gdyż zawsze odkrywa się w niej coś nowego, co wcześniej umknęło uwadze czytelnika. Jest to książka z tych, do których zawsze się wraca. Pomysłowość Lema nie zna granic, podobnie jak jego fantazja. Już ogromna satysfakcję sprawia odszukiwanie nawiązań, a jest ich całą beczka. Od barona Münchhausena, przez Guliwera, Robinsona Crusoe, bajki Krasickiego, pamiętniki Paska, po współczesność. Czytając "Kongres futurologiczny" przestajemy się dziwić, że zawistny Philip K. Dick napisał na Lema donos do FBI, bo Lem pisarsko wyprzedził go o lata świetlne i to na jego własnym terenie. Ale nawet pominąwszy doszukiwania się nawiązań literackich, odnajdywanie w "Dziennikach gwiazdowych" dwuznaczności i aluzji do życia ludzi na planecie Ziemia ukrytych w świecie obcych, dziwnych cywilizacji daje czytelnikowi przednia zabawę. Dodawszy jeszcze niesamowitą porcję humoru czytelnik nie może nie być zadowolony z lektury przygód Ijona Tichy'ego. Rzadko polecam książki, gdyż uważam, że każdy posiada swój gust, swoje upodobania, dlatego zazwyczaj ograniczam się do w miarę obiektywnego opisu lektury, w tym wypadku jednak nie mogę, po prostu nie mogę się powstrzymać i muszę, naprawdę muszę Wam tę książkę polecić. Tłumaczy mnie fakt, że czynię to z czystym sercem i że wielu z was będzie mi jeszcze za to wdzięcznymi ;)

niedziela, 14 maja 2017

Vladimir Nabokov "Maszeńka"


Nabokov w przedziwny sposób uwielbia splatać ludzkie losy i już w jego debiutanckiej powieści "Maszeńka", opublikowanej w 1926 roku, jest to nad wyraz widoczne, a nawet - można tak rzec - stanowi kanwę książki. W berlińskim pensjonacie wdowy Dorn mieszkają rosyjscy emigranci, wśród nich Ganin i Ałfirow. Ałfiorow oczekuje przybycia żony, której nie widział ze względu na zawieruchę rewolucyjno-wojenną kilka lat. Ganin zamierza wkrótce opuścić Berlin i przenieść ię do Francji. Podekscytowany Ałfiorow pokazuje Ganinowi fotografię zony, w której ten, ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu - rozpoznaje swą młodzieńczą miłość, Maszeńkę. W myślach Ganina pojawia sie solidny zamęt, wspomnienia zaczynają mieszać się z rzeczywistością, a nawet dominować nad nią. Lew Ganin postanawia odebrać Ałfiorowi żonę, lub inaczej mówiąc odzyskać dawne uczucia, które tak w nim wezbrały.

"Maszeńka" jest powieścią niewielkich rozmiarów, co nie przeszkodziło Nabokovowi stworzyć misterna i pełną splątanych z sobą ludzkich losów książkę. Sam fakt umieszczenia w pensjonacie kilku bohaterów, którzy mimowolnie natykają się na siebie, prowadząc na małej przestrzeni swój emigrancki żywot, musi doprowadzić do efektu wzajemnego przenikania się. Małą przestrzeń posiada charakter klaustrofobiczny. Już otwarcie powieści ukazuje  Ganina i Ałfiorowa uwięzionych w windzie pozbawionej światła. Okna pensjonatu z jednaj strony wychodzą na kolejowe tory, tak ze Ganina nie opuszcza wrażenie, że pociągi przejeżdżają przez jego pokój. Na korytarzu wciąż się ktoś na kogoś natyka. Owe drobne szczegóły budują niepokojącą atmosferę "Maszeńki". Rzeczywistością Ganina jest wielkomiejski hałaśliwy Berlin, podczas gdy jego myśli sięgają do sielskiej i wiejskiej miejscowości wypoczynkowej nieopodal Petersburga, gdzie poznali się i pokochali z Maszeńką.

Książka jest więc zbiorem kontrastów. Przeszłość i dzień dzisiejszy. Miasto i wieś. Pociągi w Berlinie i rower młodego Ganina na wiejskiej rosyjskiej drodze. Rodzinny dom i emigracja. Rzeczywistość i marzenie. I jeszcze kilka pomniejszych. Kontrastuje także sama forma książki, która raz sięga po ekspresjonizm i modernizm (opisy Berlina), innym razem stawiając na liryzm i sentymentalizm nawet (wspomnienia czasu spędzonego z Maszeńką na wsi). Ton powieści także rozpięty jest pomiędzy różne półtony, od groteski (owo zamknięcie w windzie nie jest niczym innym), przez tragizm, liryzm aż po beznamiętność ostatnich stron książki. Obok prozy w książkę Nabokov wplótł także fragmenty wierszy oraz listy Maszeńki do Ganina. Zabieg ten jak najbardziej ma w powieści swoje zastosowanie, gdyż uwypukla groteskowość i powikłanie losów.

Czy kilka dni Ganina spędzone w malignie, we wspomnieniu, w podekscytowaniu, w obłokach w oczekiwaniu na przyjazd Maszeńki doprowadzą do zmiany? Czy Ganin ucieknie z Maszeńką do Paryża? Jak zareaguje Maszeńka na widok Ganina witającego ją na peronie? Takie pytania nurtują podczas lektury książki Nabokova, który stworzył na jej kartach pozornie statyczna sytuację. Statyczną, gdyż akcja książki rozgrywa się przede wszystkim we wspomnieniach Ganina. Pozornie, ponieważ wspomnienia owe zmierzają ku realnemu celowi, który napędza teraz Ganina solidnie naelektryzowanego, że tak powiem, oczekiwaniem na przyjazd dawnej ukochanej. Nie do końca wiadomo, czy miłość wygasła. nie wiadomo, czy odżyje. nie jest powiedziane, jak zachowają się dawni kochankowie. I przez to napięcie czytelnik musi przejść wraz z przewracaniem kolejnych stron powieści. Nie sposób zadać sobie kilku pytań o to, jak opisana w książce sytuacja wpłynie na losy bohaterów. Czy miłość przetrwała? Czy to tylko wspomnienie na chwilę zawładnęło duszą stęsknioną za przeszłością? Wspomnienie dawnych dobrych czasów snute w wielkim obcym mieście położonym w odległym kraju, w którym przez ciasne pokoiki pędzą masywne i hałaśliwe parowozy.


czwartek, 11 maja 2017

Wiesław Myśliwski "Ostatnie rozdanie"

"(...) czas jak rzeka jak rzeka płynie, Unosząc w przeszłość tamte dni"

Czesław Niemen "Czas jak rzeka"


Pośród tylu spraw i rzeczy, które wypełniają nasze życie, kto z całą pewnością wskazać może bez wahania te najważniejsze? Czyż w chwili głębokiego zastanowienia nawet te najoczywistsze z nich nie sprawiają wrażenia względnych, ulotnych, zmiennych? To co wczoraj wydawało się oczywiste, dzisiaj sprawia wrażenie ambiwalencji. Co kiedyś było esencją, dziś może stracić na ważności. W swojej ostatniej jak na razie powieści "Ostatnie rozdanie" Wiesław Myśliwski przedstawia losy swego anonimowego bohatera, jego meandry, mielizny, zwroty, dzikie nurty i spokojne wody. Bohater ulega licznym przeobrażeniom; zmienia się jego światopogląd, sposób myślenia, tracą i zyskują na wartości coraz to nowe sprawy. Ów podmiot liryczny snujący wspomnienia wydarzeń i ludzi, zmagający się z własna pamięcią, przypomina drzewo w szczerym polu, które targane jest przez szalony wicher i podlega zmianom pór roku. Jego sytuacja jest więc dwoista: równocześnie jest w niej coś trwałego i zmiennego.

Pamięć odgrywa w powieści znacząca rolę. Myśliwski nie bez powodu rozpoczyna swoja powieść od próby uporządkowania przez bohatera notesu z adresami i numerami telefonów. Bohater staje przed syzyfową pracą wydobycia z pamięci ludzi i przyporządkowania ich do zanotowanych w notesie danych. Okazuje się, że posiada on zapisanych ludzi, którzy całkowicie wytarci zostali z pamięci. Taki notes, jako symbol życia, a może nawet metafora stanu świadomości, dobitnie świadczy o przewartościowaniach, jakim ulega każde życie. I jak nic innego dobitnie przemawia o banalnej prawdzie, że nie sposób nad wszystkim zapanować. Cóż zatem pozostało? Pogodzić się? Wziąć się za bary z pamięcią? Czyli z czym? Z własna słabością? Ulec i płynąć pogodzony ze stanem rzeczy?

Pozory istotności rzeczy i spaw są w książce Myśliwskiego aż nadto namacalne. Bohater nie wie do końca, kim jest, kim chce być, co ma robić. Chce zostać malarzem, ale gdy jak kość w gardle utkwi mu w martwym punkcie idea namalowania cierpiących wdów, porzuca pędzel i farby. Zwraca się za namową matki ku konkretnemu zawodowi krawca, ale i tu znowu nie może wyjść poza wstępną naukę prucia ubrań. Są jeszcze pomysły na zostanie szewcem i masarzem, ale i one umierają śmiercią naturalną. Zostaje biznesmenem. Czy jednak osiąga zadowolenie? Należy odpowiedzieć przecząco. Wprawdzie pojawiają się sukcesy, a wraz z nimi pieniądze, jednak jego samotność leży cieniem nad wszystkim co robi. Zdaje się, że jego działanie nie ma żadnego konkretnego celu, że wynika z potrzeby robienia czegoś, bo tak trzeba. W każdym razie wydaje się, że wszystko co robi, robi - jak śpiewali Beatlesi - for no one.

W życiu bohatera pojawiają się kobiety. I znowu są to związki, przelotne, przygodne, przyniesione przez wiatr i przez wiatr zmiecione. Wyjątkiem jest jego związek z Marią, który wprawdzie kończy się jak pozostałe związki - rozstaniem, którego przyczyn czytelnik nie poznaje - jednak posiada specyficzną i oryginalną kontynuację. Maria mianowicie pisze do bohatera przez pozostałą część jego życia listy pełne miłości. Bohater nie odpisuje na żaden z nich, co może świadczyć o tym, że listy owe powstają w jego wyobraźni i stanowią kompensację tego, czego nie dało uzyskać się w życiu rzeczywistym - prawdziwego uczucia. Maria wysyła swoje wyznania zawsze z jednego miejsca, z miasta, w którym się poznali, w którym się pokochali i w którym bohater książki urodził się i wychował. Wskazywałoby to na pewnego rodzaju tęsknotę za szczęśliwymi czasami młodości, za wieczną próbą powrotu do źródeł. 


"Ostatnie rozdanie" jest z pewnością książką podsumowującą twórczość Myśliwskiego. Napisana w formie luźnych wspomnień płynących niczym rzeka, ale nie wyłaniających się z niepamięci linearnie, wypełniona jest drobnymi sprawami, które są istotne dla każdego człowieka (takimi jak praca), sprawami większymi (miłość do matki i do kobiety, relacje z ludźmi), rzeczami banalnymi (gra w pokera). Znajdują się w niej znane już z poprzednich książek Myśliwskiego motywy przypadku, pozorów, zmienności, pamięci, korzeni, stosunku do egzystencji, miłości, sztuki, przewrotności losu, korelacji między przeszłością i teraźniejszością, historii, gry pozorów... Motywy wiejskie są mniej widoczne, co być może czyni powieść bardziej uniwersalną. Piękno prozy Myśliwskiego - nie mogę napisać większego komunału, ale i nie będzie to mijało się w najmniejszym stopniu z prawdą - jest wielkie. Maestria pisania o głębokich prawdach językiem konkretnym - nieodparta. I nawet jeśli - o czy jeszcze celowo nie wspomniałem, a co jest także bardzo namacalne w "Ostatnim rozdaniu" - ludzki los zmuszony zostanie do przekroczenia Lety, do bezpowrotnego przedostania się na drugą stronę, wówczas za każdym razem sięgając po twórczość Wiesława Myśliwskiego powracać będziemy mogli do przeszłości, do tamtych bohaterów, którzy w tak dogłębny sposób wyrazili siebie, do ich życia, do tamtych dni, które przeżyli, które w pamięci utraciły na wyrazistości i w których każdy z nas bez trudu może znaleźć chociaż część siebie.

środa, 12 kwietnia 2017

Hanna Krall "Dowody na istnienie"

Doskonały reportaż Hanny Krall podejmujący temat Holocaustu, a dokładnie zajmujący się losami osób, które go przeżyły. Książka posiada formę opowieści rozbitej na epizody, które tematycznie łączą się w jedną całość. Bohaterami są anonimowi Żydzi, którzy zmuszenie zostali do ułożenia swego życia od podstaw, zupełnie na nowo i którzy w różny sposób radzili sobie bądź też nie z ciężarem, jaki przyszło im udźwignąć. Wielu z nich nie znało swoich rodzin; byli tak zwanymi dziećmi z walizek, ponieważ w walizkach zostali podrzuceni (lub porzuceni) przez pragnących ocalić ich życie rodziców, którymi kierowała nadzieja, że trafią na dobrych ludzi gotowych pomóc. Wielu z nich nie wiedziało nawet o swoim żydowskim pochodzeniu. Poszukują się wzajemnie po świecie, zamieszczając ogłoszenia w prasie z załączonymi - najczęściej jedynymi jakie posiadają - fotografiami. Dochodzi do pomyłek, gdyż czas zatarł już sporo w pamięci, w grę wchodzi także nadzieja i niepewność, a czasem tak silne pragnienie spotkania, że zdarzają się przypadki świadomego wprowadzenia w błąd, potwierdzenia o powinowactwie jedynie w celu zakończenia udręki. Wiele aryjskich matek zaadoptowało żydowskie dzieci i aż do śmierci traktowało je jak własne, nie wyobrażając sobie wyjawienia dzieciom prawdy. Czasem prawda wychodziła na jaw całkiem przypadkiem.

Historie skomplikowane, często nieprawdopodobne. Spaja je przede wszystkim konieczność stawienia twarzą w twarz z przyszłością. Trzeba nadal dźwigać swój ciężar przez życie. I nic nie jest w stanie zetrzeć w podświadomości pokładów okropieństw i okrucieństwa, jakiego ocaleni byli świadkami, które sami doświadczyli. Krall kreśli historie lekkim piórem, unikając wzbudzania w czytelniku bezpośrednich emocji. Pisarka zamiast grać na uczuciach czytelnika, podsuwa mu fakty, które mają za zadanie zmusić czytelnika do myślenia, a może i do empatii, jednak nie stosuje takich chwytów, jakich używa Swietłana Aleksijewicz, która swym opowiadaniem przygważdża czytelnika, osacza go, nie daje mu przestrzeni. Krall taką przestrzeń przed czytelnikiem otwiera. Umożliwia mu samodzielna decyzję o tym, co ma myśleć i czuć. Dlatego "Dowody na istnienie" to książka, którą czyta się w miarę łatwo, bez poczucia przygnębiającej wagi tematu, ale tez bez lekceważenia tej wagi. Nie przypadkiem wspomniałem o autorce "Ostatnich świadków", ponieważ książki Swietłany Aleksijewicz przychodziły mi często na myśl w czasie lektury reportażu Hanny Krall. Nie umiałem oprzeć się wrażeniu podobieństwa w celu i odmienności w tonie.

O Holocauście napisano już wiele, kto wie, czy nie wyeksplorowano tego tematu do granic możliwości. Pisano o nim w najprzeróżniejszej formie, od lapidarnych opowiadań (Borowski) po opasłe opracowania i analizy (Friedlander). fakty i ich chronologia są obecnie - że się tak wyrażę - kanoniczne; każdy kulturalny człowiek zna nie tylko wydarzenia, ale i jest świadomy ich znaczenia (pomijam wrogim milczeniem tych, dla których akceptacja Holocaustu jest obecnie wyrazem odradzających się tu i ówdzie złowrogich ideologii). Oprócz faktów znane są także bezlitosne i przerażające liczby, trudne do pojęcia i do zaakceptowania (lecz daremnie, ponieważ wszystko się już dokonało). W tym gąszczu literatury najciekawszymi pozycjami są właśnie te, które przybliżają los zwykłych ludzi, mówią o ich uczuciach, o strachu, o zagubieniu, o tym wszystkim, co działo się, kotłowało i rozsiewało ból oraz przerażenie w środku człowieka. Dane en masse oczywiście także potrafią zadać bolesny cios, jednak kiedy zdejmie się zasłonę anonimowości, wkracza się w zupełnie inny wymiar, w którym statystyka zastąpiona zostaje współczuciem. I taką książkę napisała Hanna Krall, o ludziach z własnymi nazwiskami i historiami.

sobota, 8 kwietnia 2017

Raymond Chandler "Żegnaj, laleczko"

Philip Marlowe w swej drugiej odsłonie, gdyż jest to druga książka, w której Raymond Chandlera umieścił go jako bohatera. Książka z 1940 roku, napisana jeszcze przed przystąpieniem Stanów Zjednoczonych do wojny. W Los Angeles trwa jednak jawna wojna dobra ze złem, w której Marlowe zdecydował się wziąć udział, kiedy obrał zawód prywatnego detektywa. Marlowe jest samotnym myśliwym, tropicielem do wynajęcia za pieniądze, jednak posiada w sobie kodeks moralny i kiedy ktoś proponuje mu śledztwo, zaznacza, że weźmie je tylko w takim wypadku, gdy sprawa nie będzie niezgodna z prawem. Jego zawód jest traktowany pobłażliwie przez policjantów, którzy ironizują na jego temat, jakoby był człowiekiem od spraw rozwodowych. Marlowe jest impregnowany na tego typu opinie, to człowiek, który robi swoje i nie schodzi z raz obranej drogi. Można powiedzieć o nim wiele, ale nie to, że pozbawiony jest charakteru.

Jego działaniem często rządzi przypadek. W ten sposób zaczyna się jedna z najgłośniejszych książek Chandlera "Żegnaj, laleczko". Marlowe wybiera się do dzielnicy LA w celu odszukania zaginionego fryzjera, ale potężny mężczyzna zaciąga go siłą do baru i tam detektyw staje się mimowolnym świadkiem awantury, która kończy się zabójstwem. Policja w trakcie przesłuchania radzi mu, aby trzymał się od sprawy z daleka, to jednak nie leży w naturze Marlowe'a. No i człowiek, który powiedział o sobie, że "kłopoty to moja specjalność", pakuje się w sam ich środek. Dalszy rozwój wypadków jest do przeczytania w książce Chandlera i nie ma sensu go opisywać. Warto jednak zwrócić na kilka rzeczy z drugiej warstwy powieści.

Pierwsza z nich, to wszechobecność zła. W książkach Chandlera trudno o spotkanie z naprawdę prawym człowiekiem. Każdy bohater ma na sumieniu coś przeskrobanego. Płotki interesują Marlowe'a przede wszystkim w kategorii przydatności do prowadzonej aktualnie sprawy. Najczęściej z pomocą kilku dolarów bohater otrzymuje poszukiwane informacje. Nie spotkał jeszcze nieprzekupnego człowieka. Spotyka za to ludzi uzależnionych od władzy pieniądza, zniewolonych przez alkohol bądź narkotyki. Większość bohaterów nosi ze sobą pistolet, co świadczy nie tylko o ich niezgodnej z prawem działalności, ale przede wszystkim mówi o środowisku, w którym działają, o jego zawsze niebezpiecznym charakterze. Czytając książki Chandlera - już o tym pisałem w poprzedniej recenzji - ma się wrażenie otoczenia przez wszechobecny mrok. Nie sposób odszukać nawet mglistego światełka w tunelu. Na kartach tych książek panuje poczucie beznadziei i niewiary w człowieka, który u Chandlera jest skorumpowany, bezwzględny, przebiegły, egoistyczny i zdolny do najgorszego. Czasem motywem działania bywa miłość, jednak zawsze okazuje się, że czai się za nią zdrada, morderstwo, pragnienie zysku. Wobec tej wszechobecności zła, nie można mieć zastrzeżeń do łatwości, z jaka Marlowe pakuje się w kolejne kłopoty, bo wydaje się, że nie ma strony, w która obróciwszy się, nie czaiła się jakaś nieodkryta jeszcze mroczna tajemnica.

Druga z nich, jest natury społecznej, dla której wydawałoby się nie ma miejsca w czarnym kryminale. Chandler lubi jednak urozmaicać swoje książki o przeróżne aspekty. W "Żegnaj, laleczko"podjęty jest problem rasizmu. W lokalu, w którym Marlowe znalazł się zaciągnięty przez myszkę Malloya zostaje zabity Murzyn. W dalszej części powieści Chandler robi liczne aluzje do stosunku społeczeństwa i opinii publicznej wobec takich zdarzeń. Marlowe'a przeglądającego następnego dnia gazetę wcale nie dziwi, że nie ma w niej ani słowa o zabójstwie Murzyna. Podczas przesłuchania poznaje także stosunek policji, która nie będzie przykładała się do odszukania winnego śmierci Murzyna uznając, że jest to zbyt trudne zadanie w tak ogromnym mieście jakim jest Los Angeles w stosunku do błahości zdarzenia. Chandler w książce próbuje przeciwstawić się tego typu postawie, dając tym samym wyraz swej niezgody na rasizm i związaną z nim nierówność.

Trzecia z nich to życiowa postawa, jaką Marlow przyjmuje wobec rzeczywistości. Pozbawiony jest jakichkolwiek złudzeń, w jakim świecie żyje. Jest już na tyle doświadczony przez sprawy, które prowadził i nie daje się zwieść na jakiekolwiek pozory. Musi się jakoś bronić. najprostszym sposobem jest jego upodobanie do alkoholu i tytoniu. jest uzależniony od whisky, pali papierosa za papierosem, ale lubi tez zwolnic i zapalić fajkę, a jak wiadomo fajka, to celebracja, nabijanie, leniwe pykanie, czas poza czasem. Inną odskocznią Marlowe'a od rzeczywistości sa szachy. wieczorami nad szklaneczka lubuje się w analizowaniu rozgrywek. Jak na detektywa jest tez człowiekiem inteligentnym i oczytanym. Jednego z policjantów nazywa Hemingwayem, ale ulubionym pisarzem Marlowe'a jest Szekspir. "Żegnaj. laleczko, jak chyba żadna inna książka Chandlera naszpikowana jest aluzjami do twórczości poety ze Stradfordu nad Avonem. No i w końcu chyba najbardziej charakterystyczną cecha Marlowe'a w jego stosunku do rzeczywistości jest cięta ironia, sarkazm i cynizm. W obronie własnego poczucia godności i w celu nie zatracenia się w mrokach przestępczego świata, Marlowe dystansuje się używając tych cech w swoich wypowiedziach; w omawianej książce jest tego chyba najwięcej z wszystkich powieści, którymi bohaterem jest Philipe Marlowe. Oprócz wyżej wzmiankowanej funkcji odgrodzenia się od zła tego świata, wypowiedzi Marlowe;'a niezwykle ubarwiają książki Chandlera; czeka się na nie z niezwykłą niecierpliwością.

Przed przystąpieniem do napisania niniejszej recenzji miałem poważne obawy, o czym pisać,żeby nie powtórzyć się z poprzednimi recenzjami książek Chandlera, które w końcu na upartego można uznać za podobne do siebie. Ja wole jednak mówić o nich, że są niezwykle spójne. Okazało się, że się rozpisałem,. Jednak czytając każdą kolejną książkę Raymonda Chandlera, odkrywa się w niej jakiś aspekt nieobecny w innych jego książkach. Zawsze warto poszukiwać, zawsze opłaca się poszukiwać. Nawet wśród wydawałoby się tego, co oczywiste. Miłej lektury.