piątek, 25 września 2009

46. "Kroki w chmurach" (2000)







"Dhaai akshar prem ke", reż. Raj Kanwar (Indie, 2000). W wyniku pomyłki Karan zostaje pzrez rodzinę Sahiby wzięty za jej męża Oboje nie potrafią się z tego wyplątać i brną w kłamstwo coraz dalej. Karan jest jednak związany z inną kobietą...
Jak to bywa w operze mydlanej, mamy do czynienie ze światem pozorów. Nic nie jest tu rzeczywiste i prawdziwe, wszystko pozorne i wystawne. Film indyjski nauczył się pokazywać pozory rzeczywistości w zachęcający, atrakcyjny sposób. Łączy w sobie wiele gatunków filmowych: melodramat, komedię, sensację, musical. Jak żadna chyba obecnie kinematografia na świecie, konematografia indyjska odwołuje sie do tradycji kina, tworząc pełne przepychu widowiska. W filmie na wszystko jest czas; prosta akcja jest opowiadana na różne, często wodewilowe sposoby, posuwa się do przodu, ale nie odczuwa przymusu jakichś rygorów, mamy więc sporo miłych dygresji, jak na przykład barwny korowód weselny na traktorach śpiewający chóralną miłosna piosenkę (jeśli ktoś myslał, że miłość może być wyznawana na traktorze jedynie w sowieckiej Rosji w latach 30-tych, ten tkwi w wielkim błędzie). Reżyser potrafi świetnie zbudować zarówno sytuacje melodramatyczne jak tez i dramatyczne. Pełnymi garściami czerpie się w tym filmie z istniejących w kulturze wzorców, archetypów, jest raz szekspirowsko, raz teledyskowo, innym razem egzystencjalnie, by za chwilę było kryminalnie. Wszystko to mieści się w jednej konwencji wodewilowego widowiska. Bardzo dobrze się to ogląda i jest mniej pretensjonalne od niektórych kultowych produkcji uesańskich, na pewno zaś mniej niesmaczne. Jesli ktoś ma pomylone pojęcie, co jest rozrywką lub zabawą, to powinien obejrzeć.
Muzyka to osobna sprawa. Film aż iskrzy się od piosenek. Muzyka jest wyśmienicie zaaranżowana i niezwykle różnorodna. Mamy więc współczesna muzyke indyjską, ale za chwilę pojawia się trąbka, gitara elektryczna, sitar, rzewna gitara akustyczna, saksofon. Kompozycje tworzą swoisty callage stylistyczny.