sobota, 14 lipca 2018

„Gdy w szybie odbija się drzewo”



Gdy w szybie
Odbija się drzewo
Gdy w ulicy
Odbija się cień
Gdy w oczach
Odbija się noc
Gdy ręce
Przeżarte
Zmęczeniem
Gdy jutro
Przepełnia
Czekanie na
Niebyłe
Nienarodzone
Niemożliwe
Gdy północ dusi
Poprzedni dzień
Gdy świt przemienia się
W cichego mordercę
Gdy zapomniałeś
Gdy nie chcesz
Wiedzieć
Gdy przepełnia cię
Zbyt wiele trudnych
Decyzji
Gdy ogarnia cię
Bezruch
Gdy ty nie odbijasz się
W niczym
W nikim
Nigdzie
Gdy...

Gina Manès w filmie Jeana Epsteina "Wierne serce" ("Cœur fidèle", 1923)

piątek, 13 lipca 2018

„Przenikam przez ścianę”



Przenikam przez ścianę

Cegła przenika przeze mnie
Unoszę się w powietrzu
Płynę w przestrzeni
Nic mnie nie zatrzyma
Jestem jedwabiem
Na wietrze
Nieosiągalnym
Już
Dalekim
Jestem myślą
Której nie pomyślał
Nikt
I nigdy
Nie pomyśli
Sunę
Płynę
Błądzę
Dokąd?
Gdzie?
Po co?
Przecież
Na wieczność
Do końca czasu
Nikt mnie
Nie zobaczy
Nikt mnie nie dotknie

Zdjęcie: kadr z filmu "Wierne serce" Jeana Epsteina z 1923 r.

czwartek, 12 lipca 2018

151. „Aleja snajperów” [1997]

„Aleja snajperów”, reż. Michel Winterbottom [USA/Wielka Brytania, 1997] Reżyser, który nie unika trudnych tematów i tym razem stanął na wysokości zadania. Trudno oceniać taki film, tym bardziej że ta wojna była niestety częścią mojej młodości i sprawiła, że do dziś mam ambiwalentny stosunek do amerykańskich wojen, a każda kolejna utwierdza mnie jedynie w przekonaniu o ich wielkim cynizmie. Film wspaniale zmontowany z autentycznego materiału i fikcji. Porusza istotny problem zagrożenia, obawy o życie, bezsensowności wojny. Cierpienia pokazane jest na przykładzie dzieci z sierocińca, które stara się wyrwać z piekła oblężonego Sarajewa brytyjski dziennikarz. Wiele aspektów jest w tym filmie zaledwie zarysowanych, no ale są to przecież tematy na osobne filmy. Pogoń za dziennikarską sensacją, rozwód w rodzinie królewskiej jako temat ważniejszy od wojny w Bośni i wiele innych do wyłowienia z dialogów i scen filmu. Wiele drastycznych scen potęguje realizm. Na tle wojny kontrast sielskiego życia w Londynie. I piękna iskierka nadziei w postaci potrzeby uratowania Emiry, dziewięcioletniej dziewczynki, która straciła na wojnie rodziców, to budujący wątek filmu.

środa, 11 lipca 2018

„Kiedy dziecko śpi”



Kiedy dziecko śpi

Śni niezbadaną
Wędrówkę
Przez białe plamy
Zagubionych
W nieznanym map
Które prawdopodobnie
Nigdy nie istniały
A może były tylko
Przeoczeniem
Kartografów
Ich zawodowym
Zaniedbaniem


Śni wyobrażenia
Niewypowiedziane
Śni drogi
W niebywałe
I peregrynacje
W niepojętość
I spotkania
Z potencjalnym
Śni siebie
Nie siebie
Z kimś nie kimś
W gdzieś nie gdzieś
Może jest samo
A może nie

Kiedy dziecko śni
Ptak cicho dziobem
Przebiera liście drzewa
Milknie warkot silników
I huk tygrysich dział
Nagle nikną ludzie
Wojny
Miłości
Przestrzenie
Światy...

Matka
Widzi małe
Kruche ciałko
Przykryte kołderką
Ale nie wie gdzie
Jest jej dziecko
Nic nie wie o podróży
Pozbawionej opiekiDokąd zawędrowało
Gdy ona obierała
Ziemniaki

Thanks to emrahozaras from Pixaby for beautiful photo!

„Zawołaj mnie po imieniu”



Zawołaj mnie po imieniu

Wydobądź mnie
Z jaskini zagubienia
O lustrzanych
Ścianach
Napraw
Ulecz
Uratuj
Łatwo się
Skaleczyć
O ostre krawędzie
Spraw
Powiedz mi ty
Intymnie
Jak bliski szept
Ciepłych warg
Powiedz ty
Jak szum
Sukienki
W ramionach
Wiatru
Powiedz me imię
Jak ziemia mówi morzu
Znam cię od zawsze
Od zawsze
Od zawsze...

Free-Photos (Pixabay) - thanks for photo!

niedziela, 8 lipca 2018

„Na miękkich wargach”



Na miękkich wargach

Perła śliny po tym
Jak przeszedł tamtędy
Pan słów i rozkoszy
Wilgotne lśnienie
Pieprz i sól w oczach
Zmartwychwstanie
W spełnieniu
Wybawienie

W połowie obecna
W połowie nie ty
Obca i nowa
Cała zanurzona
W chmurze pościeli
Czekasz aż z sufitu nocy
Spadnie na ciebie
Drapieżny ptak
I otoczy skrzydłami
Twe odwieczne żądanie
Prośbę i skomlenie
Urzeczenie
Przywołanie

I łzy jego ciała
Zroszą twoje piękno
I w cieple jego głosu
Powielą się wieki
Niech się stanie
Półprzymknięte powieki
Święto niech nastąpi
Grzesznych obcowanie
W tobie czeka ziarno
Z nim przybędzie siewca
W tętna oszalałym galopie
W oddechu bezrozumnym pędzie
Niech tak się stanie
Niech tak będzie

sobota, 7 lipca 2018

„Małego miasteczka uliczkami”





Małego miasteczka
Uliczkami
Wśród kamiennych
Cieni i markiz
Kolorowych
Pomiędzy
Niezliczoną kartoteką
Zwyczajnych spraw
W mijaniu się
Ludzi i promieni
Słońca
Opadających
Spomiędzy chmur
Jak uśmiechnięte
Puszyste zwierzątka
I w trakcie
Nieskończonej
W górę wędrówki
Katedry trzech palców
Wskazującego
Środkowego i serdecznego
Z tęsknoty za dotykiem
Absolutu

Pod ptaków lotem
Skrzydeł migotaniem
Piór skokiem
W przepaść
Aby miękko wtulić się
W poduszkę ziemi
niepojętą traw
Matematykę
W cieple rozmowy
W urzekającej melodii
Pierwszego razu
Szły obok siebieDwie dziewczyny
Przyciskając książki
Do piersi i obejmując
Jasnymi spojrzeniami
Nową i ostateczną
I odradzającą się
Rzeczywistość
Tego małego
Miasteczka
Zagubionego
W teraźniejszości
Tych dwóch dziewczyn
W tak cudny dzień

„Nad kawiarnią”
























Nad kawiarnią
Rozlała się mocna
Aromatyczna noc
Wymieszana mlecznym
Pyłem gwiazd
Pośród wilgotne
Cienie
Nie zaśnie
Samotne serce

Dym papierosa
Gryzie gardło
Szarzy się cicho
Drwi z grawitacji
Owija wstążką światło
Czerwonej lampki wina

Upojenie i rozpacz
Wczoraj i dziś
Bliskie sobie
Syjamskie
Lecz z innych planet
Z wymiarów odległych
Rozpoznasz je tylko
Gdy zajrzysz w oczy
Lecz powiek wrota
Zamknięte

Jedwabny wiatr
Oparł się cicho
O gęstwinę rozpaczy
O brzask upojenia
I wyjął z kieszeni
Ciężki aromat
Lepkiego cienia
Spowił go dym
I zwały milczenia
Nie zaśnie
Opuszczone serce

czwartek, 5 lipca 2018

„Mów do mnie myśli”



Mów do mnie myśli
Mów do mnie słowa
Mów mi wspomnienia
Mów mi proroctwa
Mów do mnie gestem
Mów do mnie ruchem
Mów do mnie ciałem
Mów obecnością
Mów do mnie szybko
Mów do mnie wolno
Mów do mnie głośno
Mów do mnie szeptem
Mów mi o wszystkim
Mów mi o niczym
Mów swym spojrzeniem
Mów mi zamgleniem
Mów mi radością
Mów mi czułością
Mów mi rozkoszą
Mów mi omdleniem
Mów do mnie wiosną
Mów mi jesienią
Mów do mnie słońcem
Mów do mnie deszczem

Mów mi tęsknotą
Mów upojeniem
Mów zaufaniem
I mów olśnieniem
Ja będę słuchać
W słuch się zamienię
Mów sobą całą
Do spętanego
milczeniem

Dziękuję za zdjęcie Pexel/ Pixabay!



środa, 4 lipca 2018

"Połóż swą dłoń"



Połóż swą dłoń
na mym pragnieniu
swe usta przyłóż
do mego drgania
swym wzrokiem powiedź
przez moje skurcze
przeczesz mnie ruchem
w moim otwarciu
rozkołysz mnie swymi
tęsknoty kwiatami
mocno mnie spętaj
sznurem twej potrzeby
o swoje trzyj mnie
chropawe zamglenie
wpuść mnie w wędrówkę
przez królestwa twoje
co z tego są świata
co są spoza niego


Dziękuję StockSnap za zdjęcie!

poniedziałek, 2 lipca 2018

Tadeusz Konwicki „Kalendarz i klepsydra”


































Znużony nieco swymi dotychczasowymi prozatorskimi dokonaniami autor postanowił napisać dla odmiany dziennik. Trafiło na rok 1974. Jednak wszyscy chcący poznać bieżące wydarzenia w tym roku z życia autora, niech raczej porzucą swe oczekiwania i przestawią się na cos zupełnie innego. Nawet forma dziennika jest bowiem jedynie umowna. Konwicki nie stosuje dat, posługuje się jedynie z pomocą podania aktualnego dnia tygodnia, mnożą się więc czwartki, soboty, poniedziałki, środy. Wiele zapisków to dygresyjne wędrówki poprzez najróżniejsze obszary literatury, filmu, wspomnień, rozważań na najróżniejsze tematy. Książka napisana snadnie, często wręcz kolokwialnie, barwnie ujmująca tematy, często z ogromną dozą humoru, czasem z potężną szczyptą goryczy. Wiele w „Kalendarzu i klepsydrze” wspomnień o ludziach, ciepło o Wilhelmie Machu, z dozą ironii o Stanisławie Dygacie. Nieprzypadkowo na okładce książki patrzy na nas ogromny rozleniwiony kot. To kot Iwan, który trafił do rodziny Konwickiego od państwa Iwaszkiewiczów; perypetie związane z jego pobytem w rodzinie to najśmieszniejsze fragmenty książki (chociaż nie zawsze są one do śmiechu). Konwicki wspomina swą młodość, Kolonię pod Wilnem, ludzi z tamtych stron. Opisuje swe podróże, między innymi do USA, ZSRR, Chin, Węgier i do krainy młodości. Pisze o swoich książkach i o swoich filmach. Wspomina znajomych. Ta luźna forma niezmiernie mi odpowiada. Jest to asumpt do wyrywkowych powrotów do książki, do odnajdywania co ciekawszych fragmentów i smakowania się nimi. A znajduje się ich w książce Konwickiego sporo. Od historii rabowania niemieckich transportów w czasie okupacji, po anegdoty związane z ambasadorowaniem polskiej kinematografii za granicą, albo komedio dramatycznej historii wizy potrzebnej do wyjazdu do Berlina Zachodniego. O nudzie w trakcie lektury nie ma mowy, jest za to sporo powiedziane w sposób interesujący, intrygujący, skłaniający do myślenia, bawiący. Każdy z fragmentów tekstu Konwickiego o odmiennym od pozostałych charakterze składa się na wielobarwną i różnorodną mozaikę, tworząc całość wyrywkową i fragmentaryczną, za to zajmującą, intrygującą, nawet prowokującą do polemiki, gdyż Konwicki lubi prowadzić często ciekawe i dziwne gry z samym sobą, ale także i z czytelnikiem.

sobota, 23 czerwca 2018

Henryk Waniek „Finis Silesiae"
































       Nie wiem, czy macie to samo co ja uczucie podczas lektury książek opowiadających o minionych czasach, kiedy ogarnia mnie tęsknota i żal za tym, co minęło, odeszło, nie wróci, pozostało szczątkowe i niewyraźne? To jest uczucie bardzo dziwne, a zarazem naturalne, gdyż gdybyśmy mieli więcej czasu zastanowić się nad tym, stwierdzilibyśmy wszechobecność odchodzenia, przemijania, zapadania w niepamięć. Każda sekunda jest błyskiem i agonią zarazem. Henryk Waniek w swej powieści wywołał we mnie takie właśnie myśli, takie emocje. Wszystko to spotęgowane jest u mnie jeszcze bardziej dlatego, że akcja książki rozgrywa się w miejscach doskonale mi znanych i bliskich mojemu sercu. Jednak czyż każdy czytelnik nie wyobrazi sobie podczas lektury "Finis Silesiae" swego regionu? Każde miejsce ma przecież swoją przeszłość, swą — że tak się wyrażę minioność.
       Akcja "Finis Silesiae" rozgrywa się pod koniec lat trzydziestych w Gleiwitz (Gliwice) oraz Beuthen (Bytom), dwóch śląskich miastach, w których mieszkają bohaterowie, on zakochany w niej dorobkujący fotograf oraz ona, jego muza. Oboje są Niemcami, oboje Ślązakami, oboje są młodzi i obojgu wydaje się, że ich czas trwa niewzruszenie, że ich młodość nigdy się nie skończy, że wszystko można przezwyciężyć, że tu i teraz w tej ziemi rosną ich korzenie. Równocześnie wchodzą w dorosłe życie, nie zawsze jednak są razem. "Finis Silesiae" to fantazja na temat ich miłości, równocześnie historia ich rozłąki, oddaleń i powrotów.
       Dlaczego fantazja? Waniek wpadł na pomysł napisania swej książki, kiedy wpadł mu w ręce wydany w 1942 roku album "Die schlesische Landschaft", na który składają się 163 fotografie Śląska wykonane w drugiej połowie lat 30-tych. Wańka zaintrygowały w tym wydawnictwie dwie rzeczy. Pierwsza, uderzająca i zastanawiająca, to brak jak na owe czasy na fotografiach w albumie propagandy; nie ma flag ze swastyką, ani mundurów, są krajobrazy, góry i lasy. Druga, bardziej tajemnicza, to przewijająca się na zdjęciach postać zagadkowej kobiety, zawsze z odwrócona od obiektywu twarzą. To musiało intrygować, zastanawiać, kusić do stworzenia literackiej opowieści o związku fotografa z jego enigmatyczną ukochaną. Waniek nie oparł się pokusie i napisał swą fantazję na temat miłości tych dwojga ludzi. Książka niby jest fikcją, lecz wiele w niej faktów.
       Granice. Ta kwestia pojawia się w powieści Wańka wielokrotnie i w różnym sensie. Paul i Brigitte mieszkają na granicy Niemiec i Polski, to granica dzieląca dwa państwa, dwa światy, ale też przebiegająca niewidocznymi barierami pomiędzy domami i ludzkimi sercami. Jest to podział ziemi śląskiej na dwa narodowe żywioły. Granica przebiega także pomiędzy pojmowaniem przez Paula fotografii a zapotrzebowaniem na taką o całkiem innym charakterze przez ówczesną prasę. Granicami podzielone są poglądy, pojmowanie świata, stosunek do ludzi, do władzy. Pomiędzy uczuciem Brigitte i uczuciem Paula także biegnie granica. Podzielone są przestrzenie i podzielone czasy. Czas powieści u Wańka lubi wyprzedzenia, wędrówki w przyszłość, podobnie jej autor lubi porównywać i eksponować różnice, kontrastować dawne z przyszłym, dawne z dawnym, teraz z teraz. Przez 60 lat wiele się zmieniło, jednak zdarza się i tak, że w tym czasie cos pozostało o dziwo bez zmian; i na to wrażliwość Wańka jest wyczulona.
       Piękno powieści Wańka nie polega jedynie na przedstawieniu historii uczucia Brigitte i Paula. Waniek swym piórem dokonuje próby uchwycenia minionego czasu w podobny sposób, jakiego użył protoplasta Paula, tworząc swój album z fotografiami Górnego i Dolnego Śląska. Czy chciał tym samym wykreować przeszłość, ukazać ją w pożądanym przez siebie świetle, podobnie jak fotografia Paula ignorując istnienie nazistowskich mundurów i reżymu Hitlera, kreowała Śląsk wolny od polityki? Nie wiem do końca. 
       Ujęcie tematu jest oryginalne, gdyż znam chyba tylko przykład Horsta Bienka, który opisywał w swych książkach przedwojenne Gliwice, utrwalał ich czas miniony, a tym samym własne dzieciństwo spędzone w tym mieście. Po wojnie jednakże obaj pisarze znaleźli się po dwóch różnych stronach granicy i to, co wolno było napisać po jej zachodniej stronie, na wschód od niej było, delikatnie mówiąc, niewskazane. Powieść Wańka wypełnia lukę w polskiej literaturze, opowiadając otwarcie o tym, że na Śląsku mieszkali Niemcy, którzy uważali ten region za swoje miejsce, za swą małą ojczyznę.
       "Finis Silesiae"... Koniec Śląska... Koniec pewnego okresu historycznego, zmiana, jak nadeszła wraz z zakończeniem wojny... Konieczność dziejowa, czy wielka ludzka tragedia, którą jest przymus opuszczenia swego domu na zawsze? Ani Śląsk, ani jego mieszkańcy nie byli potem już tacy sami. Zmiana władzy, przesunięcie granic, wiązały się ze zmianą mentalności, z innym gospodarowaniem, z — jak się to później okazało — degradacją tej ziemi, upadkiem przemysłu.. To wszystko można wyczuć w książce tylko podskórnie; głównym tematem jest obraz schyłku epoki, zmierzanie do kresu. Fotografia w książce stanowi symboliczną próbę przeciwstawienia się temu. Takim samym buntem jest miłość dwojga młodych ludzi, ich potrzeba wspólnego spędzania czasu, podejmowane podróże, rozmowy, trzymanie się za rękę, łączące ich sprawy, fascynacja przyrodą i urodą śląskiej ziemi od Gór Izerskich po Katowice.
       Wszystko, co odeszło, nigdy już nie wróci. Banalne, do szpiku kości, aczkolwiek prawdziwe stwierdzenie. Pozostają ślady, strzępy, urywki, fotografie. Odchodzą ludzie, którzy mogliby je opisać, snuć na ich kanwie opowieści. Całe szczęście, że mamy chociaż utrwalone sekundy minionych chwil. I piękne nostalgiczne opowieści o ludziach zamieszkujących kiedyś dawno, dawno temu kraje położone za siedmioma morzami, za siedmioma górami czasu.

piątek, 22 czerwca 2018

„Kiedy przechodziłaś"












Kiedy
przechodziłaś
przemijałaś
obok mnie
swym powiewem
rozproszyłaś we mnie
trochę mgły
nieco bardziej
przezroczysty
spojrzałem
z ufnością
w nowe
piękne
godziny

Nie stałem się
nowym człowiekiem
nie zaznałem
powtórnych
narodzin

tylko
lżejszy
oddech
jaskrawsza
zieleń
czarowniejsza
muzyka
bielsza
biel

„Jestem samotnym wilkiem"


























Jestem samotnym wilkiem
spotkałem cię w odmętach boru
w wilgotnych zakamarkach czasu
w chwilowym pragnieniu
pomylona orientacja
zagubiony trop

Obwąchałem cię
ty obwąchałaś mnie
polizałem cię
poczułem dziki smak
twego języka
za nami rozkwitały paprocie
spadały żołędzie
zderzały się komety
powstawały księgi
czułem że muszę iść
i pragnę zostać

Ale stronę słońca
przerzucił wiatr
zakwitł kwiat ciemności
spadły mroczne liście
szeleszczącym deszczem
wezwała nas pustka
i swojskie milczenie
i pobiegliśmy w mrok
ja samotny wilk
ty samotna wilczyca