czwartek, 19 kwietnia 2018

Stephen Vizinczey „W hołdzie dojrzałym kobietom”





















      W tej książce dominuje tematyka erotyzmu. Autor działa — aż dziw, że później został pisarzem — na rozkazy swego libido. Teza książki skierowana jest do dojrzewających chłopców i głosi, że najlepsze doświadczenia erotyczne znajdą u tytułowych dojrzałych kobiet, mają też unikać jak ognia rówieśnic, które nie znają wcale miłości, nie mają doświadczenia, są skupione na sobie itd. Wiele przypowieści jest groteskowych, wiele zabawnych, na przykład ta, kiedy bohater umówił się na randkę d kina z brzydką dziewczyną, w przeświadczeniu, że taka będzie bardziej ochocza, skoro nie ma adoratorów, a ta przyszła na spotkanie z dwoma koleżankami i nawet do niego nie podchodząc, powiedziała do towarzyszek: widzicie, jednak ktoś się ze mną umówił, po czym minęły go i odeszły.
      Książka, oprócz licznych opisów perypetii z płcią przeciwną i opisów związków o różnym charakterze, jest równocześnie autobiograficznym pamiętnikiem Vizinczeya. Wspomina amerykańską okupację Austrii, komunizm na Węgrzech, powstanie, ucieczkę z kraju, włoski epizod i przeprowadzkę na drugi kontynent. Nieco to równoważy odrobinę zbyt nachalne pochylanie się nad tematyką seksu. Można przeczytać, ale na kolana powalony nie zostałem.

środa, 18 kwietnia 2018

"Dziewczyna na Księżycu"

























Powiedz mi
czy lubisz Księżyc?
tam nie ma dnia i nocy
jedna jest pora roku
samochód cię nie zaskoczy

Odpowiedz
czy ciszę lubisz
powolną jak letarg żółwia
ciepłą kroplami gwiazdy
teraz już zawsze bez nazwy

Czy lubisz
morza kamienne
i pola kraterowe?
w wieczność popatrzysz bez lęku
gdy położysz na nich głowę

Zrobię ci domek
z konstansów
nad brzegiem Morza Chmur
i kawę przyniosę przed próg
pod zorzą czarnych dziur



piątek, 13 kwietnia 2018

"Już zmierzch nade mną"














Już zmierzch nade mną
cisza w mojej głowie
i próba wyrażenia
czegoś co bez nazwy
od lat we mnie szuka
w rozświetlenie drogi
lub drogi powrotu
do miejsca narodzin 
w strony najpierwotne


lecz księżyc już cienki
jak profil talerza
z rąk czas wycieka
z oczu rozmarzenie 
kończy się wynajem 
i liczba oddechów 
nie wiem kto mnie pozna 
nie wiem kogo spotkam 
gdy przyjdzie godzina 


obejmij mnie mocno 
przygarnij me pola
w których wiatr szalony
hula nieustannie 
może jeszcze zdołasz
pocałunkiem życia 
przemienić ciszę
w słowa ocalenia 
zmierzchu powstrzymać
ciche opadanie

sobota, 7 kwietnia 2018

"Muszę zostać jeszcze"









Muszę zostać jeszcze
niewidoczny, w szczelinie
za muru załomem
za kresem spojrzenia
lecz blisko i zawsze
nie odchodzić stale
bo ile pożegnań
znieść może ciągle
nawet wędrowiec
obeznany z żegnaniem

Tak, zostać w pobliżu
przyczajony za chmurą
jeszcze i trwale
i tak niech zostanie
być zawsze gdzieś blisko
czasem nieopodal
schować się w szczelinie
chodnika gdy nim kroczysz
powstrzymać skok tygrysi
czułości pragnienia
owijać cię swym wiatrem
chociaż nie wiesz o tym
ukryty przed tobą
spoglądać w twe oczy

Gdy o mur się oprzesz
ja tym murem będę
i ciepłym słońca oddechem
grzejącym twe dłonie
i ciszą będę, i mową za którą
inni wszystko oddają
by choć raz jej zaznać
będę ciszą, słowami
ukryty, tuż, blisko
i czekać będę w szczelinie
aż odkryjesz to wszystko

poniedziałek, 12 marca 2018

Len Deighton „Winterowie. Dzieje berlińskiej rodziny 1899-1945”



Jest to saga trochę na wzór „Buddenbrooków”, ale w stylu Hansa Fallady albo jeszcze bardziej Kirsta. Autor skupia się na losach ludzi, historia jest w tle i decyduje o tych losach, ale mniej w książce jest o niemieckich podbojach z lat 1939-1941, a więcej zamachach na Hitlera. Książkowa rodzina Winterów jest w pewnym stopniu personifikacją losów wielu Niemców. Książka pokazuje, że nie było mowy o czystej rasie, że Żydzi byli w Niemczech zasymilowani, więc uwypukla absurdalność haseł głoszonych przez nazistów. Mamy solidny przekrój niemieckiego społeczeństwa, od bogatych przemysłowców, po biednych robotników, mamy koneksje z Żydami, z czerwonymi, z Amerykanami, z opozycją, z nazistowskimi fanatykami. Powieść Deightona pokazuje też, jak zmieniał się świat na przestrzeni pokoleń, od samochodów na korbkę po czołgi, od niezgrabnych sterowców po wielkie bombowce. Małym minusem jest, że autor nie wykracza poza znane fakty, a raczej, że na ich kanwie nie tworzy dramatycznych wydarzeń, dopiero końcowe sceny powieści to wynagradzają: ironiczna rola czerwonej flagi z sierpem i młotem oraz równie ironiczny los braci Winterów.

sobota, 3 marca 2018

Halina Poświatowska „Opowieść dla przyjaciela”

      Książka pisana od powrotu z Ameryki do ostatniego roku życia poetki jest osobliwą relacją osoby świadomej kruchości własnego życia z prób kochania cieszenia się. Jest opisem rzeczy, które człowiek robi w cieniu własnej śmierci, a każda z nich może być ta ostatnią. Jest zapisem balansowania między życiem a śmiercią, między miłością a niebytem. Poświatowska w formie listu, wspomnienia, monologu w szczery sposób przywołuje wydarzenia ze swego życia, jest rodzajem autobiografii. Jest to opowieść o małżeństwie, o miłości, o sracie bliskiej osoby, o umieraniu pacjentów, czemu przygląda się Poświatowska, sama w tym czasie żyjąca na krawędzi pomiędzy miłością i śmiercią. Jest także opowieścią o życiu w szpitalach i sanatoriach, więc o bezdomności i wędrownej egzystencji od kliniki do kliniki. Podróż do Stanów też była tego częścią, gdyż poetka popłynęła tam wyłącznie w celu dokonania operacji serca, więc w cellu ratowania swego życia, w celu ocalenia wszystkiego tego, co może się jeszcze wydarzyć, bo życie, gdy trwa, przynosi możliwości, a śmierć nie niesie ze sobą nic. Po operacji zaczyna się okres większego bezpieczeństwa, spokojniejsza egzystencja z uciszonym sercem; wówczas Poświatowska postanawia — nie znając języka — studiować w USA, stara się o stypendium, otrzymuje je i kończy studia w Smith Collage w ciągu trzech lat. W książce opis tego okresu jest znaczący, gdyż poetka zapomina na chwilę o drugiej stronie, o czającym się mroku, jedzie z przyjaciółkami na słoneczną Florydę, w wielkim samochodzie pokonuje setki kilometrów i trudno w tym fragmencie książki nie pomyśleć o „W drodze” Jacka Kerouaca. Nowo narodzona poetka zakochuje się w profesorze filozofii, odwiedza muzea, przegląda stare księgi, podziwia średniowieczne malarstwo. Po skończeniu studiów pragnie powrócić do kraju. I wraca. Opis powrotu kończy książkę. Jej zakończenie nie jest jednak tylko ostatnim zdaniem zakończonym kropką na wydrukowanym papierze, gdyż trudno przejść obojętnie obok tej pięknej poetycko-realistycznej prozy, trudno nie zatrzymać się na chwile i nie zastanowić się nad kruchością życia, nad przemijalnością, nad sensem naszej egzystencji. Trudno nie zadać pytanie dlaczego?". I trudno się pogodzić z koniecznością. Dlatego Opowieść dla przyjaciela zostaje w człowieku. To jedna z tych książek, które coś w nas poruszają i nawet jeśli się już do nich nie wraca, to nigdy się ich nie zapomina.

poniedziałek, 26 lutego 2018

Wit Szostak "Oberki do końca świata"

       W magiczny świecie wykreowanym przez Wita Szostaka w książce „Oberki do końca świata” życie płynie sobie gdzieś obok historii w małym wiejskim środowisku. We wsi mieszka ród Wichrów, którzy z pokolenia na pokolenie muzykują, rżnąc na weseliskach ogniste oberki. Wichrowie są bohaterami książki; wokół nich toczą się zdarzenia, z nimi powiązani są postronni bohaterowie, jak gdyby zależni od tego, co porabiają któryś z Wichrów. Ta rodzina z upływem czasu rozrasta się i rozprzestrzenia. Młodzi wyjeżdżają do miasta, a nawet za ocean. Szostak piękną frazą opisuje zwyczajność w niezwyczajny sposób. Chyba można mówić o magicznym realizmie. Sposób opisywania niektórych faktów przez autora przywodzi w każdym razie na myśl właśnie ten model ujmowania opowieści, snucia narracji, budowania nastroju. Wykreowanych bohaterów targają zwykłe ludzkie namiętności. Sztuką jest umiejętność opowiedzenia tego w niezwyczajny sposób i to się bardzo dobrze Szostakowi powiodło.
      Książka Szostaka przedstawia świat pełen muzyki. Czytającemu zdaje się, że jest ona wszędzie, że z każdego kąta dobiegają dźwięki skrzypiec, harmonii, bębnów, że świat jest pełen zabawy, wesela, radości, łączenia się w pełne miłości związki małżeńskie. To tylko pozór, bo Szostak ukazuje degradację zawodu ludowego muzyka, wypieranie go przez nowoczesność. Tym samym przeobraża się u Szostaka wiejski świat, a to, co było jego solą, odchodzi powoli w niebyt. Odpowiednikiem dezintegracji wiejskich tradycji jest u bohaterów ich przemijalność, proces starzenia się i zmiana roli, jaką pełnili w wiejskiej społeczności. Kto był kiedyś uznawany za najlepszego we wsi skrzypka, teraz jest tylko obiektem zainteresowania naukowców rejestrujących na taśmy magnetofonowe ludową muzykę, by ocalić chociaż jej nikłą cząstkę. Można się łatwo domyśleć, że ;później nikt nie będzie słuchać tych zapisanych taśm, że legną na półce w oczekiwaniu na kurz.
      Szostak napisał książkę w stylu: byli, żyli, przeminęli. Słodko-gorzki ton opowieści nie powinien nikogo zmylić, gdyż jasno widać, do jakiego końca zmierza historia naznaczona piętnem przemijalności. Podobnie jak mija życie człowieka, przemijają systemy, zdarzenia, kultury, znaczenia i społeczności. Zastępowane są one oczywiście przez nowe systemy, kultury itd., ale dla człowieka, który wychował się i żył w jednej, taka nowa kultura jest co najmniej obca, trudna do przyswojenia, wręcz niemożliwa do uznania za swoją. Trzeba się w niej jakoś odnaleźć i żyć, ale to już nie to samo. 
      „Oberki do końca świata” to piękna książka o przemijaniu, o odchodzeniu w cień, jest to także książka o miłości, o muzyce, o zwyczajnych ludzkich sprawach, a w domyśle o prawach rządzących ludzkim postępowaniem, o potrzebie miłości, o dążeniu do celu, o mądrości ludowej, o elementarnych najpiękniejszych rzeczach, które doświadczane są przez każdego z nas tak powszechnie, że często nie zwracamy na nie uwagi, uznając je za coś naturalnego i gdyby tylko coś się w tej materii zmieniło, wywołałoby to w nas ogromne zdziwienie, że może być inaczej. W samym tytule książki zawarta jest gorzka prawda, chociaż na pozór brzmi on optymistyczne, sugerując, że muzyka będzie brzmieć bez końca. Lektura książki jednak weryfikuje ten optymizm, bo oto na naszych oczach dobiega kresu opisywany świat i wiemy już, że nic go nie uratuje. Może tylko, podobnie jak taśma magnetofonowa utrwalająca oberki, świat ów trwać będzie na kartach takich książek, jak ta pięknie i nostalgicznie napisana przez Wita Szostaka.

sobota, 24 lutego 2018

Marcin Wicha „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”

      Kiedy ktoś odchodzi, cos po nim pozostaje, to wszystko, co gromadził przez swoje życie. Zostają po nim miejsca i rzeczy, świadomość pamiętających go osób, rzeczy, z którymi obcował. Kiedy ktoś odchodzi, przekracza próg i niknie, ktoś go wspomni, ktoś o nim pomyśli. Ktoś go pożałuje, komuś będzie go brakować. Znajomi będą smutni, jakiś czas, bo trzeba dalej żyć, przez chwilę, przez ułamek wieczności. Dla jednych ten, kto odchodzi, będzie kimś dalszym lub bliższym, człowiekiem, którego spotkał na swojej drodze. Będą też ludzie, dla których strata stanie się ogromną wyrwą, czymś definitywnie niepowetowanym. Będzie to rana, która siłę wprawdzie kiedyś zabliźni, ale nigdy nie zniknie, pozostanie na zawsze. Po jakimś czasie złagodzi się ból, na myśl o tej osobie, ale zawsze myśli o niej wzbudzać już będzie smutek i nostalgię, wspomnienie. Wspomnienie osoby wywołać mogą sytuacje, w których kiedyś z nią się znalazło, a teraz jej nie ma, albo przedmioty, które po tej osobie pozostały, właściwie już nie przedmioty, ale pamiątki, artefakty, święte rzeczy pozostałe po najbliższych.
      Marcin Wicha, po pożegnaniu ojca, w podobny sposób żegna matkę — pisze o niej książkę. Punktem wyjścia dla tej książki-wspomnienia są porządki, które autor robi pośród rzeczy pozostawionych przez matkę. Musi zdecydować, co zostawi, a co wyrzuci. I w trakcie podejmowania decyzji rzeczy ożywają albo wywołują wspomnienia. Jest to książką przejmująca, piękna w swej wymowie, w ludzkim ujęciu, pozbawiona brązu, daleka od rzeźbienia pomnika. Ów brak idealizowania jest w niej szczególnie wartościowy, gdyż to, co ludzkie, jest nam przecież bardziej swojskie, niż to, co postawione na cokole. Rzeczy matki w jakiś tajemniczy sposób pokonują śmierć, na chwilę wprawdzie, ale mają taka moc. Bo żyjemy nie tylko do czasu, kiedy umrzemy, ale żyjemy aż do chwili, kiedy ktoś nas jeszcze pamięta. Kiedy nie będzie na świecie nikogo, kto nas znał i kto może sobie przypomnieć chwile z nami związane, wtedy umrzemy definitywnie, naprawdę, na wieki, ostatecznie. Książki i piosenki stracą cząstkę nas, wkradnie się pomiędzy nas obcość i chociaż wszystko zmierza do tego samego końca, to my okazujemy większa kruchość, mniejsza podatność na upływ czasu, większa bezbronność, mniejszą odporność na przeznaczenie.
      Polecam tę małą książkę o miłości i śmierci, o przywiązaniu do matki, o wspominaniu, o godzeniu się z koniecznością, o przemijalności świata i ludzi.

wtorek, 6 lutego 2018

Milena Jesenská „Ponad nasze siły. Czesi, Żydzi i Niemcy. Wybór publicystyki z lat 1937-1939”

      Milena Jesenská znana jest obecnie z kilku różnych życiowych ról, ale z tej jednej, którą odgrywała przez niemal całe swe dorosłe życie, tak naprawdę nie jest znana. To znaczy, że każdy wie o jej zawodzie dziennikarki i związkach z praskimi gazetami, ale niewielu czytało jej artykuły. I oto wreszcie w formie książki pojawił się zbiór publicystyki Jesenskiej przetłumaczony na język polski. Od razu należy zaznaczyć, że jest to schyłkowa twórczość dziennikarki, a dodatkowo polski przekład jest tylko wyborem wydania czeskiego z 1997 roku. Trzeba się cieszyć z tego, co mamy, od czasu bowiem ukazania się w Polsce tekstów Jesenskiej w 2003 roku, „Ponad nasze siły” do dzisiaj pozostaje jedyną książką tej autorki wydaną w naszym kraju.
      Najistotniejszym tematem reportaży Jesenskiej są aktualne wydarzenia oraz ich skutki, dokonane bądź przyszłe (przewidywane). Krótko mówiąc, Milena pisze o polityce. Zapewne zastanawiacie się, czy kobieta może ciekawie, zajmująco pisać o polityce? Odpowiedź jest prosta i brzmi: oczywiście, że tak! Teksty Mileny Jesenskiej czyta się niczym relacje z wydarzeń, wzbogacone o punkt widzenia autorki i współczucie, jakim autorka obdarza emigrantów. 
      Reportaże zamieszczone są w książce chronologicznie, więc ich lektura obejmuje kolejne ważne wydarzenia polityczne, niepokoje w Kraju Sudetów, konferencję w Monachium, zajęcie Sudetenland, a następnie reszty Czechosłowacji przez hitlerowskie wojska. Ostatnie reportaże dotyczą odnalezienia się narodu czeskiego w nowo zaistniałej sytuacji. Kiedy Niemcy wkraczali do Czechosłowacji, broniący kraju żołnierze nie oddali nawet strzału; rada na przetrwanie okupacji jest podobna do postawy żołnierzy — należy robić swoje, zająć się przede wszystkim pracą i hodować w sobie dumę, że jest się Czechem. W ostatnim artykule Jesenská zastanawia się,  czym zajmą się zdemobilizowani żołnierze. Gdyby nie to, że opisywane zdarzenia  autentyczne, moglibyśmy mówić o czeskim humorze w przypadku przekwalifikowania się oficerów w rolników.
      Dramaturgia książki jest zgodna z opisywanymi wydarzeniami. Reportaże z Kraju Sudetów oraz dotyczące emigrantów z Niemiec noszą w sobie spore zasoby niepokoju. Groźba sytuacji sama w sobie budzi lęk; opisy prześladowań przeciwników przyłączenia Sudetenlandu do III Rzeszy budzą grozę. Do nieprzyjemnych należą także reportaże zajmujące się beznadziejnym losem uciekinierów z Niemiec. Objęci zakazem pracy, otrzymujący groszowe zapomogi i skąpe posiłki, nie mają szans na przyszłość i tkwią w marazmie, w beznadziei. Czytelnik ma wrażenie, że znalazł się w niebezpiecznej krainie, w której czai się zło, a nieprzewidywalny atak może nastąpić z którejkolwiek strony. Artykuły z września 1938 roku są już pełne dramatyzmu. Ludzie wychodzą na ulice, nad nimi wisi groźba wojny, w Monachium podpisywany jest zdradliwy dokument, Niemcy wkraczają do kraju Sudetów, nowa fala emigrantów, w końcu marsz wojsk niemieckich na Pragę w marcu 1939 roku. Potem napięcie opada i Jesenská w swoich tekstach zaczyna nawoływać do pracy u podstaw, bo przecież przypomina to postawę naszych pozytywistów. Cztery teksty wyłamują się tematycznie. Pierwszy z nich dotyczy czeskiej partii komunistycznej po jej rozwiązaniu, drugi propagandy sowieckiej przez radio, trzeci opisuje ostatnie chwile życia Karela Čapkaczwarty — najbardziej filozoficzny — traktuje o chwalebnej postawie stania w miejscu.
      Zaznaczyć należy, że styl Jesenskiej jest bardzo klarowny, rzeczowy. Pisarka unika wielkich i szumnych słów. Sama zresztą pisze, że z tymi słowami na ustach wyrządzono już zbyt wiele zła. Sporadycznie decyduje się na metafory, lubuje się bardziej w rzeczowych opisach, chociaż zdarza się jej uzyskać czasem ton liryczny. Na pierwszy rzut oka tematy reportaży są same w sobie bardziej bolesne i palące, niż wynika to z tonu, jakim operuje Milena Jesenská. Ktoś przyzwyczajony do tonacji reportaży Swietłany Aleksijewicz może się zdziwić, czytając reportaże Jesenskiej. Pani Milena nie wyciska z czytelnika łez, bardziej apelując do wyobraźni, niż do uczuć. Jej artykuły pisane są zawsze w jakiejś sprawie, stoją na konkretnym stanowisku, które jest zawsze jasno określone, mimo że nigdy nie zostaje konkretnie nazwane. Owo stanowisko to humanitaryzm, zrozumienie, pomoc, udzielenie głosu bezradnym. Jesenská jest zawsze szlachetna i to jest piękne w jej reportażach. Człowiek stoi u niej w centrum zainteresowań. Jeden ze swoich reportaży kończy znamiennymi słowami: „Czy naprawdę kiedyś państwa będą się rozumiały między sobą tak, jak rozumieją się poszczególni ludzie? Czy padną granice między krajami, tak jak padają w kontaktach między ludźmi? Jak pięknie byłoby tego dożyć”.
      Niestety, w listopadzie 1939 roku Milena Jesenská zostaje aresztowana i ostatecznie trafiła do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, gdzie zmarła w maju 1944 roku. Świadomość, że czytelnik ma przed sobą ostatnie teksty wolnej kobiety, że każdy kolejny artykuł, każda następna data publikacji przybliża autorkę do końca, przed którym w swoich artykułach przestrzega, nadaje nowy wymiar reportażom Jesenskiej. Wymiar tragizmu i nieuchronności Losu. Książkę kończy dodatek z czerwca 1924 roku. Jest to nekrolog, jaki Milena Jesenská napisała po śmierci jej dawnego adoratora, człowieka, w którym wzbudziła miłość, którego pozbawiła lęku i któremu mogła odmienić całe życie, gdyby w odpowiednim czasie porzuciła dla niego męża-kobieciarza. Chodzi oczywiście o dr. Franza Kafkę. Milena pisze o nim z wielką przenikliwością, z ogromnym zrozumieniem i, mimo iż ów dodatek pozornie nie przystaje do tematyki reszty książki, stanowi jednak idealne podsumowanie; łączy bowiem ze sobą dwoje ludzi, nad których losem nieustannie czuwała bogini Ananke, równie nieuchronna, jak nieuchronne były prorocze wizje Kafki, które, gdy urzeczywistniły się, przyniosły koniec jego muzie, Milenie.
      
Warto przeczytać tę książkę, warto poznać teksty Mileny Jesenskiej. Znajdziecie w nich tę atmosferę konkretnego wycinka czasu, której trudno szukać gdzie indziej. Znamy bowiem niewiele książek opowiadających o tamtych czasach, o fermencie panującym w Czechosłowacji tuż przed wojną. Mnie na myśl przychodzą jedynie fragmenty Obsługiwałem angielskiego króla Hrabala, ale to przecież proza o całkiem innym nastroju. „Ponad nasze siły” jest książką bogatszą, pełniejszą w fakty. Jest o wiele bardziej precyzyjna i bliska prawdzie. Bardzo polecam.

sobota, 3 lutego 2018

Jarosław Sawic "Budka Suflera - Memu miastu na do widzenia. Muzyka - miasto - ludzie"

     Budka Suflera jest zespołem, który łączy pokolenia słuchaczy, fanów, miłośników ich muzyki bądź przebojów. W trakcie swej kilkudziesięcioletniej kariery zespół z Lublina nagrał sporo świetnej, różnorodnej stylistycznie muzyki, wykreował wielu muzyków, z Janem Borysewiczem i Markiem Raduli na czele, oraz wspierał w karierze tak znane wokalistki, jak Urszula czy Iza Trojanowska. Wszystko to z najczęściej sporymi sukcesami. W 2014 roku zespół postanowił zakończyć swą działalność artystyczną. Na swym koncie miał pokoleniowe przeboje, złote płyty, milionową sprzedaż jednego albumu w jednym kraju, występ w Carnegie Hall; nie miał tylko jednego, a mianowicie obszernej, wnikliwej i profesjonalnej biografii. Zmieniło się to pod koniec 2017 roku z chwilą wydania przez wydawnictwo Pruszyński i Spółka książki Jarosława Sawica.
     Biografia zespołu autorstwa Sawica stanowi doskonałepodsumowanie działalności 
Budki Suflera. Oczywiście nie udało się autorowi zamieścić wszystkich informacji, ale gdyby  autor o tym nie wspominał (podkreślając na przykład niechęć do rozmowy Jerzego Janiszewskiego), czytelnik zapewne nie zorientowałby się, że czegoś mu brak. Bez wątpienia w trakcie lektury książki odczuwać można nawet swoisty przesyt, no bo czego w niej nie ma? Pytanie nieco retoryczne (o ile takie może być). W biografii Sawica mamy dokładnie opisaną każdą płytę (wcześniejsze wprawdzie są opisane wnikliwiej, ale to świadczy o ich wysokiej randze w dyskografii), znajdziemy w niej obszerne sylwetki wszystkich związanych z Budką Suflera ludzi, a nawet opowieści i gawędy o miejscach ważnych dla zespołu. Jest analiza tekstów, jest temat produkcji (a nawet opowieści o wielu okolicznościach powstawania piosenek i płyt), jest nawet próba zanalizowania wartości grafiki poszczególnych albumów. Chyba tylko malkontent może pokręcić nosem po lekturze monumentalnego dzieła Jarosława Sawica. Drugiej takiej książki trudno chyba szukać w Polsce.
     Budowa książki przypomina tkaninę, w której przetykają się trzy nici o różnych barwach, trzy motywy z wieloma odcieniami. Sam już podział tematyczny książki stanowi o jej odrębności. Narracja biegnie wiec trójtorowo. Rozdział poświęcony muzyce, a po nim portfolio muzyka, potem relacja z podróży w czasie i przestrzeni do lubelskiej kawiarenki sprzed lat. W ten sposób konstrukcja książki przypomina nieco bardziej uporządkowaną „Grę w klasy”, o czym wspomina w książce sam autor, wyrażając przy okazji nadzieję, że jego książkę można czytać na różne sposoby. O tak, bezsprzecznie można ją za drugim razem przeczytać inaczej, niż za pierwszym, a za trzecim inaczej, niż za drugim. Ciekawe, czy taki zabieg formalny może przynieść jakieś odkrycia w treści, nowe zestawienia znaczeń. Nie wiem, gdyż książkę czytałem w klasyczny linearny sposób. Niewątpliwie jest na to szansa. Ów podział tematyczny nie sprawdził się w moim przypadku w czasie czytania o nagrywaniu albumu „Ona przyszła prosto z chmur". Chciałem mianowicie dowiedzieć się już w tym fragmencie o związku zespołu z Anną Jantar, musiałem jednak poczekać na rozdział poświęcony współpracy zespołu z wokalistkami. Moja ciekawość została oczywiście zaspokojona, tyle że nie w tym momencie, w którym chciałem. Niemniej nie można mieć wszystkiego i jestem doskonale świadomy, że owo „niedociągnięcie” wzięło się obranej przez autora formy.
     Sawic jest autorem niezwykle erudycyjnym, posiadającym ogromną wiedzę w zakresie nie tylko muzyki, ale kultury pod względem całościowym, niejako en masse, jeśli można się tak wyrazić. Jest to wyczuwalne w tekście biografii. Muszę przyznać, że język i styl autora to wisienką na torcie. Nawet jeśli ktoś nie przepada za muzyka Budki Suflera, to lektura już dla samego napawania się aluzjami i odniesieniami kulturowymi, sposób ich wplecenia w narrację, jest przyjemnością samą w sobie. Sawic nie stroni ani od kultury wyższej, ani od kolokwializmów. Powstała żywa, szczera treść o wielu odcieniach. Sawic potrafi być dowcipny, żartobliwy bądź śmiertelnie poważny, kiedy zachodzi potrzeba. O ludziach pisze ciepło, wnikliwie i raczej jest w swoich opiniach obiektywny. Może gdzieniegdzie wkrada się nuta ironii, ale przecież jakież to ludzkie! Sawic w każdym razie powstrzymuje się od krytykowania osób, które obecnie nie przyznają się do zespołu, w wielu miejscach podkreślając ich dawny wkład i zaangażowanie (vide Janiszewski). 
     W dużej mierze biografia Budki Suflera opiera się na przeprowadzonych przez autora rozmowach z ludźmi związanymi z zespołem. Opowieść autora jest, że tak rzeknę, wzmocniona solidną porcją wypowiedzi muzyków zespołu oraz ludzi z nim związanych nawet na krótko na przestrzeni tych kilku dekad działalności Budki Suflera. Poznajemy zespół oraz tyczące się go sprawy widziane wieloma oczyma z wielu punktów widzenia. Opowieści te mają jeszcze jedną zaletę. Zawierają mnóstwo anegdot, barwnych gawęd, bezcennych wspomnień. Dobrze stało się, że Sawic dopuścił do głosu tych wszystkich ludzi. Autor mógł przecież na podstawie przeprowadzonych rozmów sam opisać te wszystkie barwne i ciekawe historyjki, jednak nie zrobił tego, oddając głos świadkom wydarzeń, za co ode mnie wielki plus.
     Biografia Budki Suflera pióra Jarosława Sawica jest przepięknie wydana. Liczy ponad 800 stron, na których treść jest przepleciona ogromną ilością archiwalnych fotografii. Mimo iż nie wszystkie są doskonałej jakości, wszystkie posiadają bezcenną wartość historyczną. To jeszcze jedna, czwarta, nitka w tkaninie. Książkę można wertować, napawając się niezliczoną ilością zdjęć i czerpać z nich atmosferę minionych czasów. Dla niektórych będą to wspomnienia, dla innych będzie to jedyna możliwość nawiązania jakiegokolwiek kontaktu z przeszłością. Kiedy otrzymałem książkę, zanim zabrałem się do lektury, z niekłamaną rozkoszą przerzucałem jej kolejne strony, lubując się kolejnymi fotografiami. Wielka jest dbałość w tym wydawnictwie, jeśli chodzi o liternictwo, paginację stron, winiety, kompozycję stron itd.
     Budka Suflera zakończyła swoją działalność artystyczną w 2014 roku wielką trasą koncertową. Najważniejszym koncertem był dla zespołu występ dla lubelskiej publiczności. Paradoksalnie tytuł swojej książki zaczerpnął Sawic z tytułu jednej z wcześniejszych piosenek zespołu (czy to swoista prefiguracja?). Z Lublinem zespół pożegnał się na scenie, żegna się z nim także na kartach książki. Nie wyobrażam sobie, żeby muzycy zespołu kręcili nosami i byli w jakikolwiek sposób niezadowoleni z pracy Sawica, o tym chyba nie może być mowy! Monumentalne wydawnictwo spełnia wszelkie potrzeby fana zespołu. Najwięksi zawsze znajdą jakieś mankamenty, niedociągnięcia, ale to ich problem, gdyż o wszystkim nie da się napisać, a już na pewno wszystkiego dowiedzieć. Praca Sawica jest godna podziwu i zasługuje na należny szacunek. Autor stworzył bowiem jedyne w swoim rodzaju na polskim rynku wydawniczym kompendium wiedzy o zespole, drugiego takiego szukać u nas ze świecą. Napisał książkę bogatą w informacje, opinie, jednocześnie żywą, korelującą z kulturą, uniwersalną, gdyż przy okazji snucia historii zespołu, autor — co sugeruje zresztą podtytuł książki — opowiada również o ludziach oraz o miejscach. Nie ogranicza się do Lublina, nawet nie do Polski; można przeczytać w biografii także o miejscach i krajach, w których Budka Suflera koncertowała (NRD, RFN. USA, ZSRR, Węgry, a nawet Australia). Z mojego osobistego punktu widzenia, chociaż nie ze wszystkim się zgadzam (nie trawię płyty „Czas czekania, czas olśnienia”, za to bardzo lubię płytę „Noc”), uważam książkę Jarosława Sawica za zamkniętą całość. Polecam ją każdemu miłośnikowi muzyki, każdemu miłośnikowi słowa i każdemu ciekawemu czytelnikowi. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, a przecież i odkryje wiele, wiele rzeczy, o których nie wiedział.

niedziela, 21 stycznia 2018

Evžen Boček „Dziennik kasztelana”

Wiktor jako kasztelan usiłuje sobie urządzić na nowo życie poza Pragą. Dręczą go demony przeszłości, a przede wszystkim małżeński kryzys. W nowym miejscu nie jest dane mu jednak zaznać spokoju. Pojawiają się nowe demony, stare dołączają do nich, pogłębia się przez to kryzys związku, wszystko to potęguje choroba córki. Książka napisana w formie dziennika, nie do końca wyjaśnia wszystkie wydarzenia, opisuje je jednak zajmująco, tak że chce się przejść już do następnej strony. Jest to powieść gotycka, a przynajmniej sprawia takie pozory. Posmak fantastyki, grozy i tajemnicy jest wyborny, a do tego dochodzą jeszcze konflikty ze światem realnym. Wiktor znalazł się w matni. Czy wydostanie się z niej? Gorąco polecam tę niewielką objętościowo książkę.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Wiersze, wierszyki




















"Kiedy..."

Kiedy zrobisz o jeden krok
za daleko
zbyt szybko
nie poczekasz na nikogo
niepotrzebnie
i sama wyruszysz
by poznać nieznane
bez bagażu i szminki
bezpowrotnie
za tobą zostanie wszystko
prócz ciebie
kika nut
echo
żegnaj
Dolores

"Nie pytaj"

Dawno temu
lecz kiedy?
Całkiem niedawno
lecz odkąd?
Przelotnie
lecz czy ostatecznie?
Wiecznie
lecz czy ciągle?
Ciągle
lecz czy z przerwami?
Na zawsze
lecz na jakie zawsze?
Jak mgnienie
lecz w którym momencie?
Momentalnie
lecz czy pamiętliwie?
Od narodzin po
śmierć
lecz czy to wystarcza?
Czy na pewno?
Po śmeirć
lecz czy ostatecznie?

"Na bezludnym wygnaniu"

Odpływaja lądy
oddalają się słońca i planety
bo zakochałem sie w tobie
niestety
Niestety bo z nikim sie nie spotykam
nic mnie nie interesuje
wyłącznie twej bliskości
poszukuję

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Krótkie podsumowanie ubiegłego roku








Krótkie podsumowanie ubiegłego roku. Przeczytanych/wysłuchanych 115 książek. O 8 mniej niż w ubiegłym roku. 49 przeczytanych (19 papierowych, 30 na czytniku), 66 wysłuchanych. Największe odkrycia to szwajcarski pisarz Robert Walser i nasz Wiesław Myśliwski. Zagłębiłem się w końcu w prozę Vladimira Nabokova. Rolanda Topora i Dmitrija Głuchowskiego; wszystko na bardzo dobrym/dobrym poziomie. Wielkim pozytywnym zaskoczeniem były „Szkice piórkiem" Andrzeja Bobkowskiego. Aleksijewicz, Zagajewski, Kafka, Waniek i Nesbo jak zawsze niezawodni. Wreszcie poznałem dwa cykle fantasy "Wiedźmina" Sapkowskiego i „Ziemiomorze" Le Guin. Sapkowski mnie oczarował, Le Guin niestety nie porwała. Ubiegły rok był także powrotem do książek Raymonda Chandlera, odnalazłem je nadal klimatycznymi i lekko ironicznymi. Przeczytałem kilka kryminałów, kilka esejów, trochę reportaży, nieco listów, odrobinę fabuły, coś z fantastyki. Rozpiętość gatunkowa jak widać spora. Także nastroje rozciągały się od ciężkiej do stawienia tematyki podejmowanej przez Aleksijewicz i Tochmana, po lekką, zabawna i błyskotliwą prozę Marty Kisiel. Przeczytałem za mało poezji! Największym rozczarowaniem okazał się „Norweski dziennik" Pilipiuka, przez tę książkę z trudem przebrnąłem. Zrecenzowałem dwie książki otrzymane bezpośrednio od autorów (Zuza Malinowska i Kate Buch, dziękuję i pozdrawiam!). Wciąż nie udało się nawiązać żadnej współpracy z jakimkolwiek wydawnictwem, nadal zatem pozostaję niezależnym i samotnym recenzentem. Nawiązałem za to wiele wspaniałych znajomości na forach poświęconych książkom. Wszystkich Was pozdrawiam, dziękuję, że mnie czytacie i że Was nie męczy mój dziwny styl, że wybaczacie mi wszystko, co ludzkie (przeklęte literówki), że jesteście, że jesteście, że jesteście ze mną i że jesteście dla wspaniałych książek. Dziękuję z całego serca. Wiem, może nie bywam zbyt kordialny i gadatliwy, ale czytelnik jest zawsze ważny. Czytelnik, czyli Wy. I zawsze cieszę się, kiedy komentujecie, lajkujecie moje recenzje, gdyż dzięki temu wiem, że nie robię czegoś całkiem niepotrzebnego, że nie pisze na próżno. Życzę Wam owocnego i dobrego roku 2018, w którym mają się spełnić Wasze życzenia i marzenia. Tak chcę i tak ma być! 


1. Swietłana Aliksiejewicz „Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości"
2. Jo Nesbo „Łowcy głów"
3. Jo Nesbo "Syn"
4. Charlotte Link „Echa winy"
5. Jake Chedwallader „PB3 Recycler"
6. Bożena Aksamit „Batory. Gwiazdy, skandale i miłości na transatlantyku"
7. Witold Gombrowicz „Wspomnienia polskie. Wędrówki po Argentynie"
8. Jerzy Stuhr „Tak sobie myślę..."
9. Dmitrij Głuchowski „Metro 2033"
10. Dmitrij Głuchowski „Metro 2034"
11. Wiesław Weiss „Pink Floyd. Szyderczy smiech i krzyk rozpaczy"
12. Dmitrij Głuchowski „Metro 2035":
13. Andrzej Pilipiuk „Norweski dziennik. Obce ścieżki"
14. Andrzej Pilipiuk „Norweski dziennik. Północny wiatr"
15. Jerzy Pilch „Zuza albo czas oddalenia"
16. Gustaw Holoubek „Wspomnienia z niepamięci"
17. Margaret Atwood „Ślepy zabójca"
18. Maciej Zembaty „Przygody wuja Alberta"
19. Jo Nesbo „Krew na śniegu"
20. Jo Nesbo „Więcej krwi"
21. Adam Wisniewski-Snerg „Robot"
22. Wiesław Mysliwski „Pałac"
23. Sławomir Mrożek „Dziennik powrotu"
24. Henryk Waniek „Jak Johannes Kepler jadąc do Żagania na Śląsk zahaczył o księżyc"
25. Wiesław Myśliwski „Kamień na kamieniu"
26. Aleksander Pope „Heloiza do Abejlara"
27. Wiesław Myśliwski „Widnokrąg"
28. Wiesław Myśliwski „Traktat o łuskaniu fasoli"
29. Laurence Sterne „Podróż sentymentalna przez Francję i Włochy"
30. William Szekspir „Opowieść zimowa:
31. Tomasz Mann „Czarodziejska góra"
32. Raymond Chandler „Wysokie okno"
33. Vladimir Nabokov „Pnin"
34. Aleksander Wat „Dziennik bez samogłosek"
35. Raymond Chandler „Żegnaj, laleczko"
36. Raymond Chandler „Tajemnica jeziora"
37. Hanna Kral „Dowody na istnienie"
38. Swietłana Aleksiejewicz „Czasy secondhandu. Koniec czerwonego człowieka"
39. Vladimir Nabokov „Śmiech w ciemności"
40. Raymond Chandler „Siostrzyczka"
41. Rainer Maria Rilke „Listy do Klary Rilke-Weshoff"
42. Raymond Chandler „Tajemnice Poodle Springs"
43. Raymond Chandler „Hiszpańska krew i inne opowiadania"
44. Stanisław Lem „Powrót z gwiazd"
45. Karl Ove Knausgaard „Moja walka 4"
46. Stanisław Lem „Eden"
47. Wiesław Myśliwski „Ostatnie rozdanie"
48. Vladimir Nabokov „Maszeńka"
49. Patrick Modiano „Katarzynka"
50. Stanisław Lem „Dzienniki gwiazdowe"
51. Vladimir Nabokov „Obrona Łużyna"
52. Jerzy Pilch „Więcej demonów"
53. Friedrich Kellner „Dziennik sprzeciwu. Tajne zapiski obywatela III Rzeszy"
54. Haruki Murakami „Po zmierzchu"
55. Robert Walser „Willa Pod Gwiazdą Wieczorną"
56. Zuza Malinowska „Złoty wąż"
57. Alfred Kubin „Po tamtej stronie"
58. Przemysław Słowiński „Urlike Meinhoff"
59. Fiodor Dostojewski „Biesy"
60. Franz Kafka „Proces'
61. Nadieżda Mandelsztam „Wspomnienia"
62. Szczepan Twardoch „Król"
63. Matsuo Basho „Z podróżnej sakwy"
64. Dejan Studjic „B jak Bauhaus"
65. Roland Topor „Dziennik paniczny"
66. Roland Topor „Najpiękniejsza para piersi na świecie"
67. Roland Topor „Cztery róże dla Lucienne"
68. Roland Topor „Święta księga cholernego Prutto"
69. Alejo Carpentier „Podróż do źródeł czasu"
70. Jo Nesbo „Pragnienie"
71. Marcin Wichta „Jak przestałem kochać design"
72. Marcus Zusak „Złodziejka książek"
73. Ota Pavel „Śmierć pięknych saren"
74. Ota Pavel „Jak spotkałem sie z rybami"
75. Agnieszka Lisak „Miłość staropolska. Obyczaje, intrygi, skandale"
76. Leopold Tyrmand „Cywilizacja komunizmu"
77. Jerzy Bralczyk „Przysłowia na każdy dzień"
78. Janusz Tazbir „Długi romans z muzą Klio"
79. Andrzej Sapkowski „Ostatnie życzenie"
80. Dejan Studjic „Język rzeczy"
81. Andrzej Sapkowski „Sezon burz"
82. Zośka Papużanka „On"
83. Andrzej Sapkowski „Miecz przeznaczenia"
84. Rupi Kaur „Mleko i miód"
85. Kate Buch „Naga prawda"
86. Franz Kafka „Aforyzmy z Zurau"
87. Franz Kafka „Listy d rodziny, przyjaciół i wydawców"
88. Andrzej Sapkowski „Krew elfów"
89. Andrzej Sapkowski „Czas pogardy"
90. Andrzej Sapkowski „Chrzest ognia"
91. Andrzej Sapkowski „Wieża Jaskółki"
92. Andrzej Sapkowski „Pani Jeziora"
93. "Haruki Murakami „Norwegian Wood"
94. Zdzisław Broński 'Uskok' „Pamiętnik (wrzesień 1939 - maj 1949)"
95. Kazuo Ishiguro „Nie opuszczaj mnie"
96. Anna Kamińska „Wanda"
97. Bela Hamvas „Filozofia wina"
98. Andrzej Makowiecki „Ja, Urbanator. Awantury muzyka jazzowego" 
99. Dmitrij Głuchowski „Witajcie w Rosji"
100.. Dmitrij Głuchowski „Fut,re"
101. Andrzej Bobkowski „Szkice piórkiem"
102. Czesław Miłosz/Jarosław Iwaszkiewicz „Portret podwójny"
103. Ursula Le Guin „Czarnoksiężnik z Archipelagu"
104. Ursula Le Guin „Grobowce Atuanu"
105. Ursula Le Guin „Najdalszy brzeg"
106. Ursula Le Guin „Tehanu"
107. Ursula Le Guin „Inny wiatr"
108. "Marta Kisiel „Dożywocie"
109. Wojciech Tochman „Dzisiaj narysujemy śmierć"
110. Adam Zagajewski „Lekka przesada"
111. Marta Kisiel „Siła niższa"
112. Marta Kisiel „Szaławiła"
113. Evžen Boček „Dziennik kasztelana"
114. Georges Perec „Rzeczy"
115. Stanisław Stabro „Na inne głosy rozpiszą nasz głos"
116. Justyna Kopińska „Polska odwraca oczy"