czwartek, 24 września 2009

41. "Gosposia" (2002)








"Une femme de ménage", reż. Claude Berri (Francja, 2002). Jacquesa opuszcza żona, w jego mieszkaniu panuje chaos, więc postanawia zatrudnić gosposię. W kawiarence, gdzie zwyczajowo przesiaduje, czyta ogłoszenie, na które odpowiada. Poznaje Laurę, która wkracza do jego domu z miotła w ręce (albowiem nie znosi odkurzaczy)...
Spokojny i cichy film Berri'ego. Powoli poznajemy prawdę o historii żony Jacqueesa, obserwujemy, jak pod wpływem obecności młodej dziewczyny, utrata żony staje się nieważna i... doczekujemy się na końcu tego, co stać się musiało. Początkowo reżyser próbuje zmylić widza i póki nie poznajemy prawdyo głuchych telefonach, możemy przypuszczać, że film może być thrillerem (nie znamy przecież intencji gosposi). Berri snuje swoją opowieść w prosty, aczkolwiek nie pozbawiony powabu sposób. Jest to banalna historia, opowiedziana bez zbędnej w takim przypadku brawury, opowieść o ludziach, o ich rozstaniach, o tym jak sobie radzą z własną pustką. Otwarte zakończenie bardzo pasuje do całości. Przed Jacquesem stoją aż trzy drogi i wcale nie jest pewne, czy nie wkroczy na tę najmniej prawdopodobną (powrót do żony). Film nie powala może i po jednokrotnym obejrzeniu jakoś nie dręczy duszy, jednak myślę, że nie zmarnowałem półtorej godziny.