środa, 23 września 2009

23. "Żywot Mateusza" (1967)














"Żywot Mateusza", reż. Witold Leszczyński (Polska, 1967). Oderwany od rzeczywistości Matis mieszka z siostra Olgą w domku nad jeziorem. Olga utrzymuje ich ze sprzedaży swetrów, które robi. Matis żyje swoim wewnetrznym życiem w zgodzie z otaczającą go przyrodą. Jest niemal dziecinny. Pewnego dnia pojawia się w domu rodzeństwa Jan...
Poetycki film Leszczyńskiego oparty na książce "Ptaki" Tarjeiego Vesaasa. Malarskie kadry przypominające Breughla i Vermeera, a także przywodzące na myśl skandynawskie kino sprzed wielu wielu lat, gdzie przyroda była często jednym z bohaterów. Prosta fabuła, pełna jednak symboliki, w której właśnie przyroda odgrywa pierwszoplanowa rolę. Akcja rozgrywa się gdzieś nad jeziorem otoczonym lasami, czyli wszędzie i nigdzie. Rewelacyjna rola Pieczki, który wcielił się w postać Matisa, kogoś na wzór przybłędy bożego albo wiecznego dziecka . Jest dobrotliwy, naiwny, niezaradny, na wszystko ma czas, nie posiada poczucia obowiązku, żyje od tak sobie. Czyta znaki, które przesyła mu przyroda (ptak kołujący nad domem, drzewo zwalone piorunem). Kontakt ze światem zewnętrznym ma ograniczony. Odrzutowiec lecący wysoko na niebie symbolizuje jego oddalenie od wrzeczywistości. W ten świat wkracza człowiek (Jan), który burzy spokój i beztroskę Mastisa. Przybył ścinać drzewa, z którymi zżył się Matis, i przybył odebrać mu siostrę. Świat Matisa zawala się. Nadwrażliwy człowiek w filmie Leszczyńskiego nie potrafi uciec przed zmianami i nie potrafi co gorsza im sprostać.
Atmosferę filmu buduje świetnie dobrana muzyka - Concerto grosso op. 6 nr 8 Corelliego; jeden fragment jest dramatyczny, drugi przejmująco melancholijny.
-----
SPOILER odnośnie zakończenia filmu:
Moim zdaniem nie ma mowy o przypadku. Matis zrobił to świadomie, to było widocze już wtedy, gdy wyrzucił marynarkę do wody zanim wsaidł do łodzi. Potem na środku jeziora przebił dno łodzi kamieniem. Nie wydaje mi się, żeby chciał zrobić na złość Oldze i Janowi, już prędzej uwieżyłbym w to, że topi się nie wierząc, że skończy się to śmiercią (wnioskuję tak z jego podejścia do rzeczywistości).