czwartek, 24 września 2009

37. "M-morderca" (1931)











"M", reż. Fritz Lang (Niemcy, 1931). Berlińska policja gorączkowo poszukuje mordercy małych dzieci. Miasto żyje w permanentnej psychozie. Pierwszy dźwiękowy film Langa... a jaka maestria w zastosoawniu nowego przełomowego wynalazku dla kina. Pomiędzy ostatnim niemym filmem Langa "Kobieta na Księżycu", a pierwszym jego filmem dźwiękowym minęły dwa lata; reżyser nie spieszył się chyba, wolał poczekać i starannie przygotować się do nowej epoki.
Film jest zrealizowany w sposób staranny, drobiazgi odgrywają w nim ogromną rolę (od opakowania po cukierkach po koślawe litery w liście pisanym na drewnianym parapecie). Czasem w grze aktorskiej widać jeszcze pewne cechy znane z niemych filmów, ale odczuwalne jest to chyba w epizodach takich, jak nalot policji na spelunę czy kłótnię w piwiarnii.
Czy motyw zamknięcia Petere Lorre w opuszczonym budynku nie przypomina trochę tego z "Windą na szafot" Malle'a, gdzie Travernier zostaje zamknięty w windzie?
To nie jest tylko film Petera Lorre, jest to przecież pierwsza część dyptyku z Otto Wernickem grającym komisarza Kalra Lohmanna (drugą częścią jest oczywiście "Testament doktora Mabuse" z 1933 roku).
Film oparty jest na autentyczych wydarzeniach, które miały jednak miejsce w Düsseldorfie.
Z ksiażki ""Kino - wehikuł magiczny" dowiedziałem się, że film Langa miał nazywać się pierwotnie "Mordercy są wśród nas" ("Die Mörder sind unter uns"), ale tajemnicze naciski z zewnątrz sprawiły, że został zmieniony. Tytu wykorzystał w swoim rozrachunkowym z nazizmem filmie Wolfgang Staudte w 1946 roku.