czwartek, 24 września 2009

43. "Jeśli dziś wtorek - jesteśmy w Belgii" (1969)





"If It's Tuesday, This Must Be Belgium", reż. Mel Stewart (usa, 1969). Do Europy udaje się grupa uesańskich turystów, aby zwiedzić stary kontynent w osiemnaście dni. Przewodnikiem jest Charlie, wyznający coś w rodzaju zasady: w każdym mieście inna dziewczyna. Jednak jego wycieczka nr 225 jest całkiem inna od poprzednich, ponieważ pośród jej uczestników znajduje się powabna projektantka mody, Samantha...
Uesańskie oko przygląda się Europie... Ale też spoziera na kilku swoich obywateli, a przekrój ich jest dosyć spory: od hotelowego kleptomana, przez weterana II Wojny Światowej, playboya-mitomana, konserwatywnego ojca, wyzwoloną obyczajowo córkę, po projektantkę mody, która stoi przed ważnym wyborem życiowym, ale nie jest pewna, czy chce wyjść za mąż za George'a. Mamy w filmie charakterystyczne dla europejskich krajów obrazki (rynek serowy w Amsterdamie, jodłowanie w Szwajcarii itp.). Różnice kulturowe stanowią tu podstawę mniej lub bardziej udanych komediowych sytuacji, ale też śmiech wzbudzają charaktery poszczególnych bohatreów oraz zwykły komizm sytuacyjny (np. wejście do niewłaściwego autobusu Irmy, która od tej pory podróżuje przez Europę z wycieczką Japończyków itd.). W sumie fajny, stonowany humor, na poziomie, bo bez prostactwa i grubiaństwa. Sporą zaletą filmu są liczne epizodyczne role znanych ludzi: Donovan śpiewa własna piosenkę, Vittorio de Sica gra szewca, John Cassavetes pojawia się jako gracz, w filmie możemy też zobaczyć Anitę Ekberg i Joan Collins.




Odnośnie zarzutów, że humor nieco trąci myszką: humor rzeczywiście jest czasem nieco staroświecki, więc nie trafia obecnie do każdego, ale - mimo to - film da się bez propblemu oglądać. Jeśli nie jako komedię, to jako film obyczajowy, bo po prostu zrobiony jest dobrze.
I na koniec: oczywistą rzeczą jest, że najmagiczniejszym fragmentem filmu jest ten, gdy Donovan śpiewa "Lord of the Reedy River". Tu w wersji z dokręconym nie wiadomo skąd obrazem: