czwartek, 24 września 2009

Nieme kino

Warto orozmawiać o niemym kinie. Kino to jest dziś niemal nieznane, czasem tylko ktoś zna jakiś głośny tytuł, a przecież już wówczas kładziono podwaliny pod współczesne kino, zajmowano się tematami, które teraz przemiela się po raz enty jak jakiś mielony kotlet, obmyślano fantastyczne pomysły, bez pomocy komputerów kręcono nieprawdopodobne sceny, bez udziału kaskaderów tworzono dech zapierające ujęcia... Posiadam wielki szacunek dla tamtych Artystów (inaczej nie mogę o nich mówić). Dzisiaj nieme filmy mogą być odbierane jako archaiczne, wszak mass media starają się wyrabiać nasze gusta, abyśmy bez popitki łykali wszelkie terrory i grindhousy, dla mnie jednak stare dobre nieme kino jest w porównaniu z dzisiejszym fantastyczne, niesamowite, frapujące, z innego świata...

Przede wszystkim nie można odbierać niemego kina przez pryzmat kina współczesnego. Nie wolno nigdy zapominać daty powstania dzieła. Podobnie twórczsość Horacego i Marcjalisa posiada niepodważalne miejsce w historii literatury i nikt nie śmie stwierdzić, że są to twórcy archaiczni bo powstały "Ulisses" i "Śmierć Wergilego"; to samo powinno mieć miejsce w przypadku kina niemego. To, że teraz powstają filmy lepsze technicznie, nie znaczy, że dawne filmy są gorsze. Jest odwrotnie: dzisiejsze filmy nakręcone 80 lat temu wygladałyby tak, jak znane nam filmy sprzed osiemdziesięciu lat. Być może pozornie wyglada to na tautologię, ale jest stwierdzeniem prawdziwym.