środa, 24 lutego 2016

Haruki Murakami "Kafka nad morzem"

Od dawna poszukuję współczesnego pisarza wielkiego formatu. Jest nim dla mnie obecnie Knausgaard, aspiruje Cabre, ale u obu coś szwankuje, czegoś brakuje, czegoś jest za wiele. Kiedyś na którymś z forum poświęconym książkom przeczytałem opinie, że Murakamiego należy zacząć poznawać od opowiadań i zastosowałem się d tej rady; na pierwszy ogień poszła "Ślepa wierzba i śpiąca kobieta", zbiór opowiadań o zróżnicowanym poziomie, w którym można dostrzec potencjał autora. Po lekturze "Kafki" stwierdzić muszę, że ten potencjał jest w opowiadaniach uśpiony jak tytułowa kobieta. Gdybym najpierw przeczytał "Kafkę nad morzem", a potem zbiór nowel, muszę przyznać szczerze, że poczułbym się rozczarowany, na szczęście posłuchałem rady i jestem zachwycony.
Tytułowy Kafka nie potrafi pogodzić się z odejściem matki i siostry, kiedy miał cztery lata. Jedenaście lat później ucieka z domu, chcąc odszukać matkę, pragnąc zrozumieć. Równolegle do wątku Kafki przebiega wątek pana Nakaty, który w wyniku dziwnego zdarzenia podczas szkolnej wycieczki do lasu traci pamięć i umiejętność czytania, potrafi za to rozmawiać z kotami i doskonale masować. Kafka i Nakata niezależnie od siebie opuszczają Tokio i zmierzają na wyspę Shikoku w poszukiwaniu siebie, Kafka świadomie, pan Nakata wiedziony jakąś niezrozumiałą siłą. Dokąd finalnie dotrą? Co zdarzy się po drodze i na miejscu? Co wyniknie z ich podróży?
"Kafkę nad morzem" nie można ująć w jakieś konkretne ramy. Ta powieść jest wielowymiarowa, fantastyczna, wielowątkowa, skomplikowana, rozgrywająca się na kilku poziomach. Brak mi słów. Akcja powieści toczy się dwutorowo, oba wątki przeplatają się i biegną równolegle, chociaż mają ze sobą tak wiele wspólnego. Łączą się ze sobą w piękny sposób w zakończeniu, chociaż bohaterowie obu wątków nigdy się ze sobą nie spotkają. Wszystko staje się jasne w inny sposób. Każdy, kto kocha filmy Miyazakiego ("Spirited Away - W krainie Bogów", "Ruchomy zamek Hauru") na pewno pokocha "Kafkę nad morzem", widzę wyraźne podobieństwa u obu twórców, chociaż będąc ignorantem w kwestii japońskiej kultury, nie rozumiem do końca na ile wątek fantastyczny został wymyślony przez autora, a na ile wywodzi się on z japońskiej tradycji. Skłaniałbym się jednak ku tradycji. W każdym razie pełni on w powieści istotną rolę i jego magiczny charakter tylko zwiększa atrakcyjność książki, przy czym nie ma się wcale wrażenia sztuczności, wręcz przeciwnie, magia jest tu naturalnym elementem rzeczywistości, która składa się z kilku warstw, jest jak gdyby równolegle egzystującymi obok siebie światami. Murakami zresztą wprowadza na karty powieści zjawiska nadprzyrodzone w charakterze symboli podporządkowanych fabule, która jest gęsta, żywa, wielowarstwowa, meandryczna.
Tematem "Kafki" jest niewątpliwie próba zrozumienia przeszłości i przezwyciężenie związanej z nią traumy. Bohaterowie Murakamiego są postaciami, w których zmaga się dobro i zło. Zawsze chcą zrozumieć, wyjaśnić, zmienić, poprawić, ale zdarza się, że zmuszeni są do czegoś złego. Obu, Kafkę i pana Nakatę, szuka policja, każdy z nich spotyka na swej drodze oddanego przyjaciela, u którego znajdują pomocną dłoń. Murakami wierzy w człowieka piękną i szlachetną wiarą, zdając sobie jednocześnie sprawę z istnienia ciemnej strony natury. Magiczna psychologiczna proza. Powieść mnie zachwyciła, powaliła wręcz, dawno już nie czytałem tak dobrej książki. Jeżeli inne książki Murakamiego będą tak dobre, jak "Kafka nad morzem" będę mógł powiedzieć, że to jest wielki współczesny pisarz. Na razie wszystko na to wskazuje.

Muza SA: "Kafka nad morzem"