sobota, 6 lutego 2016

119. "Laura" [1944]

"Laura", reż. Otto Perminger [usa, 1944]. Śledztwo w sprawie zabójstwa Laury prowadzi typowo jankeski detektyw, brakuje mu tylko gumy do żucia. Była to przebojowa, urokliwa dziewczyna, roztaczająca wokół sienie czar i pociągająca mężczyzn. Jednym z nich jest dystyngowany dziennikarz Waldo Lydecker. Bierze on dziewczynę pod swoje opiekuńcze skrzydła, zaprzyjaźnia się z nią i pomaga jej w karierze, wprowadza w towarzystwo, doradza. Kiedy Laura zostaje zamordowana postanawia wraz z detektywem McPersonem rozwiązać zagadkę. Film Premingera nieustannie zwodzi widza, niemal aż do ostatnich minut nie wiadomo, kto zabił, a w połowie filmu mamy taki suspens, że aż zapiera dech w piersi. Pomysłowy, sprawny pod względem narracji i gry aktorskiej noir. Kiedy Lydecker przybliża McPhersonowi  fakty z życia Laury, w filmie pojawia się retrospekcja i żywa Laura i przestajemy się dziwić, dlaczego Lydecker postanowił się nią zaopiekować. Więcej nawet, bo jego opowiadania o Laurze sprawiły, że sam detektyw McPherson zaczyna ulegać czarowi osoby, której śmierć stara się rozwiązać! Podejrzenia wciąż padają na kogoś innego i krążą nad potencjalnymi przestępcami niczym sępy, a McPherson prowadzi z nimi przebiegłą grę, samemu myląc tropy i celowo zacierając ślady.
A tak zupełnie na marginesie: oglądając ten film, a dokładnie oglądając sekwencję, w której taksówka zatrzymuje się przy krawężniku, z samochodu wychodzą McPherson i Lydecker i kamera zaczyna w powietrzu płynąć za nimi, zacząłem zastanawiać się, jak wyglądałby pod względem technicznym polski film wyprodukowany w 1944 rok? Niestety, to pytanie nigdy nie znajdzie odpowiedzi...