czwartek, 11 lutego 2016

Bohumil Hrabal "Miasteczko, w którym czas się zatrzymał"

Hrabal napisał tę książkę obawiając się, że jest chory na raka w marcu 1973 roku, książka ukazała się rok później w drugim obiegu i dopiero w 1991 roku została wydana oficjalnie w Czechach. Obawa przed śmiercią podsunęła Hrabalowi pomysł utrwalenia czegoś, do czego tylko on czuł się powołany, do przedstawienia swego ojca i stryja, a tym samym opisania starych, dobrych, szczęśliwych czasów. Wiele fragmentów z "Miasteczka" jest znanych czytelnikom, wykorzystał je bowiem Hrabal i rozszerzył w tak zwanej trylogii Nymburskiej ("Postrzyżyny", "Taka piękna żałoba" i "Skarby świata całego"). Na trylogię Nymburską składają się krótkie opowiadania; "Miasteczko" różni się od nich formą, ponieważ napisane jest w formie snutej gawędy i chociaż posiada podział na rozdziały, nie noszą one tytułów i książka śmiało mogłaby się bez nich obejść. Hrabal snuje swa opowieść o latach spędzonych w browarze w Nymburku, zaczynając od przygody z tatuażem, a kończąc na śmierci wuja Pepina. Narracja skacze z postaci na postać, z wydarzenia na wydarzenie, lecz czas w książce posuwa się w odróżnieniu od trylogii linearnie do przodu, w tle migają wydarzenia historyczne, bohaterowie starzeją się, zmieniają się ustroje. W posłowiu do książki autor przyznaje się do zastosowania kreacji, wymieszania miejsc i czasów, zmieniania faktów (w książce Pepin umiera przed Francinem, w rzeczywistości Francin umarł rok przed Pepinem). Nie jestem pewnien, czy "Miasteczko" należy traktować jako uzupełnienie do trylogii Nymburskiej, czy może raczej pozwolić tej książeczce egzystować samodzielnie. Nie można na pewno oddzielić wspólnych wszystkim czterem książkom motywów, jednak pisane na kolanie (niemal bez poprawek) "Miasteczko" bardziej przypomina fabularną powieść niż anegdotyczna trylogia. W "Miasteczku" nie ma raczej szansy odnaleźć charakterystycznych dla Hrabala intelektualnych wywodów, wtrąceń, aluzji czy porównań (jakie wypełniają przykładowo "Zbyt głośną samotność" albo spore fragmenty "Pięknej rupieciarni"); narracja pełna jest za to typowego Hrabalowskiego humoru, ironii, czułości, tętni życiem, szumi w niej krew, buzują zmysły i snuje się nostalgia, tęsknota za utraconym czasem, młodością, atmosferą browaru będącego osobliwym domem autora i narratora w jednej osobie (chociaż ten drugi nie chce przyznawać się oficjalnie do pierwszego), gorzki smutek, świadomość przemijania, czyli emocje rozpięte dosyć szeroko. Myślę, że Hrabala nie można dozować w zbyt dużych dawkach na raz, ponieważ w zwięzłej formie jego teksty zawierają sporo intensywności zarówno intelektualnej, jak i emocjonalnej. Ale Hrabala nie można nie czytać wcale, nie da się chyba pozostać obojętnym na czar tej prozy. Ja nie potrafię.