wtorek, 9 lutego 2016

123. "Nocny przypływ" [1942]

"Moontide", reż. Archie Mayo [usa, 1942]. Bobo (Jean Gabin) spędza noc na ostrym piciu. Pozuje na twardziela, nie unika bójki, próbuje podrywu, ale przede wszystkim pochłania trunki. Upływ czasu pokazany jest w formie nocnego koszmaru, którego autorem jest Salvador Dali. Na pewno przypomina ona sekwencje pijackiego majaczenia z "Portiera z hotelu Atlantic", albo marzenia sennego z "Tajemnic duszy" Pabsta, z tym że jest bardziej intensywna, obrazy przenikają się jeden za drugim, podwójne ekspozycje mnożą, a butelki odpowiadające za wskazówki na dziwnym zegarze kręcą się wraz z coraz szybciej wirującymi cyframi godzin. Po tym zapierającym dech w piersi wstępie Bobo budzi się nie wiedząc gdzie na potężnym kacu. Od tego momentu akcja staje się konwencjonalna. Poznajemy prawdę o Bobo, Bobo zakochuje się w Annie, Tiny stara się utrudnić parze stworzenie gniazdka, pojawia się szantaż, cienie przeszłości i tak dalej. "Moontide" zaczął kręcić Fritz Lang, ale po konflikcie z Jeanem Gabinem podobno zrezygnował z dalszej reżyserii i wytwórnia zatrudniła na jego miejsce Archie Mayao. Ta zmiana wyszła filmowi na złe, Wątek kryminalny jest wątły i daleko w tle, film skupia się na romansie i przemianie cygana w chłopa (porównanie z jednego z dialogów), budowaniu wspólnego domu i szczęścia. Podstawy psychologiczne w rozsypce. W pewnym momencie Gabin sam nie wie czego chce i kilka razy w ciągu kliku minut opuszcza nową pracę z marynarskim workiem na plecach i powraca do niej. W końcu zostaje dla Anny (Ida Lupino). Oprócz miałkiej fabuły mamy dobre zdjęcia, koszmar autorstwa Dalegio, sporo mgły, ekspresjonistycznych cieni na ścianach, nocy, wzburzonego morza, to wszystko jednak tylko częściowo ratuje film. Niestety.