sobota, 6 lutego 2016

113. "Owoce rajskich drzew spożywamy" [1969]

"Ovoce stromů rajských jíme", reż. Věra Chytilová [Czechosłowacja, 1969].Film został nakręcony w rok po inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację i był, jak wspomina reżyserka, odpowiedzią na powszechne zakłamanie. Sięgnięcie bowiem w Raju po zakazany owoc oznaczało poznanie prawdy. Tak więc jest to jedna wielka metafora, opowiedziana obrazem i filmowymi trickami, bo sama historia wygnania z Raju to fabuła noweli filmowej, nie 100-minutoqwego filmu. Jest to arcydzieło, majstersztyk wizualny, feeria kolorów, barw, światła, cienia, zbliżeń i pełnych planów, przyśpieszeń i zwolnień taśmy filmowej, montażu poklatkowego, kopalnia interpretacji, skarbnica surrealistycznych pomysłów, rewelacyjnie zgranej, nagranej, skomponowanej i zsynchronizowanej z obrazem muzyki. Jest to film przez wielkie F, czyli nie jakaś tam fabuła z obrazem, ale obraz, wizualna uczta - bo przecież film to nie jest ruchoma książka, tylko ruchomy obraz. Wielu dziś o tym zapomina, przypisując filmowi wyłącznie funkcje rozrywki, co jest ewidentnym zakłamaniem sztuki filmowej.

Nie sądziłęm, że po rewelacyjnych "Stokrotkach" (1966) Chytilová zdoła nakręcić film dorównujący mu poziomem; na szczęście tak się nie stało, na szczęście powstał następny wybitny film, bezkompromisowe arcydzieło czechosłowackiej Nowej Fali, surrealizmu, podwójnego dna, wieloznaczności, pięknie i starannie skadrowana parabola, metafora miłości i poznania.
Jedna ze scen (zabawa z balonem) przypomina orgię z "Zabriskie Point" Antonioniego, nie wiem jednak czy Chytilová mogła zobaczyć ten film reżysera "Przygody" w okupowanej Czechosłowacji, tym bardziej, że premiery obu filmów dzieli zaledwie pięć miesięcy.