poniedziałek, 8 lutego 2016

122. "Bestia ludzka" [1954]

"Human Desire", reż. Fritz Lang [usa, 1954]. Powoli, ospale, lecz nieuchronnie rozpędzają się koła pociągu. Dokąd nas zawiezie? Fritz Lang zmierzył się z powieścią Emila Zoli oraz - tak być musiało - z filmem Jeana Renoire'a z 1938 roku. Od razu zaznaczę, że nie czytałem książki i na razie nie widziałem Jeana Gabine'a w "La Bête humaine". Podaję te fakty z czystej rzetelności. Korci mnie także, żeby wymienić w tym miejscu jeszcze jeden kolejowy film, a mianowicie "Koło udręki" Abla Gance'a z 1923 roku. Dlaczego? Moim zdaniem jak na film kolejowy u Langa jest bardzo niewiele ujęć pędzących pociągów w porównaniu z "Kołem udręki", brak tej dynamiki, szalonych ujęć, buchających kłębów pary, osmolonych maszynistów. Od dawna mam już wrażenie, że amerykańskie filmy Langa oglądane po tych, które nakręcił w Niemczech w latach 20/30-tych, pozostawiają niedosyt. Nie dosyć, że trudno je porównać, to stare nieme filmy pod każdym względem przewyższają te późniejsze. To taka dygresja, wyznanie, coś istotnego jednak, chociaż nie pasującego stricte do tematu, którym jest konkretny film.

"Human Desire" łączy ze sobą wątek melodramatyczny z kryminalnym. Oba wątki są ze sobą nierozdzielne, ale chyba sprawy uczuciowe dominują nieznacznie i są motorem dla popełnionego zła. Trzy główne postaci nakreślone są dosyć subtelną kreską, są krwiste i charakterystyczne, nie ma jednak mowy o jakimś głębszych portretach psychologicznych, albowiem wszystko służy akcji. Drażni oszczędność dramaturgiczna; Vicki (Gloria Grahame) szuka miejsca, w którym jej mąż Carl (Broderick Crawford) ukrył obciążający ją list. Od razu po werbalnej próbie odzyskania go Vicki widzi z ukrycia, gdzie Carl ma swoją skrytkę; w filmie wygląda to tak, jak gdyby Carl nie był świadomy, że Vicki może go podpatrzeć. Dziwne... Odnalezienie skrytki można było przesunąć w czasie i nie byłoby tematu. Motorem postępowania Carla jest jego chorobliwa zazdrość. Pytanie, czy taka zazdrość może być aż tak duża, żeby zabić? Wina obciąża bohaterów w przeróżny sposób. Maszynista Jeff (Glenn Ford) zakochuje się w Vicki, chociaż jest kolegą jej męża, i chce jej pomóc. Ona jednak chce więcej niż Jeff może jej dać. W filmie jest kilka świetnych scen, a jedną z nich jest rozmowa Vicki z Jeffem o zabiciu Carla.Vicki pyta Jeffa jak to jest zabić człowieka. Jeff odpowiada, że na wojnie strzela się w przestrzeń, nie w konkretnego człowieka, a ludzie po drugiej stronie ubrani są we wrogie mundury. Ot, filozofia żołnierza w pigułce. Jest w filmie też aluzja Fritza Langa do Fritza Langa. Jeff  wracając z wojny w Korei, przywiózł podkochującej się w nim dziewczynie japoński szlafrok i kiedy dziewczyna przy śniadaniu rodzinnym wychodzi w nim ubrana, słyszy o sobie "madame Butterfly", a jak wiadomo pierwszy film Langa z 1919 roku "Harakiri" był luźną adaptacją "Madame Butterfly".

Reasumując warto obejrzeć, bo Fritza Langa warto, a nawet trzeba znać, należy jednak pamiętać, że "Bestia ludzka" nie jest jego największym dokonaniem. Teraz w końcu mam solidny asumpt, żeby obejrzeć film Jeana Renoire'a i mając większe zaufanie do jakości filmów z lat 30-tych niż z 50-tych, po cichu zacieram już z radości pod stołem ręce...