czwartek, 14 stycznia 2016

Ilia Erenburg "Rwacz"























Miałem sporo obaw, kiedy sięgałem po tę książkę, ale równocześnie byłem ciekawy, jak wygląda literatura radziecka okresu NEPu. Bałem się, że będzie to nędzna agitka, jednak moje rozeznanie w radzieckim kinie lat dwudziestych pozwalało mieć nadzieję, że mylę se co do tej książki. Oczywiście jak to bywa z wszystkim co biorę na warsztat, absolutnie nie starałem się niczego o "Rwaczu" dowiedzieć, nic więc  nie czytałem na ten temat. I oto spotkała mnie piękna niespodzianka. Książka nosząca niezbyt ładny tytuł, pochodzący od czasownika rwać się do czegoś, zaskoczyła mnie pozytywnie. Otrzymałem napisaną klasycznym stylem powieść edukacyjną: bohatera poznajemy jako dziecko i śledzimy jego rozwój. Otrzymałem powieść, w której wszechwiedzący narrator opisuje pięknym językiem, często wyszukanymi metaforami sprawy, uczucia, zachowania oraz ich przyczyny. Otrzymałem wnikliwą i szeroką panoramę radzieckiej rzeczywistości okresu NEPu oraz portrety ludzi żyjących w tym okresie.  Otrzymałem połączenie groteski i dramatu, ponieważ te dwa określenia charakteryzują opisywany okres (pamiętamy doskonałe opowiadania Michaiła Bułhakowa z tomu "Notatki na mankietach", w których autor również uwypukla groteskę tego okresu). Ciągle dziwiło mnie, że nawet najbardziej propagandowe filmy radzieckie ukazywały rzeczywistość  nędzną, zaludnioną pokracznymi, fatalnie ubranymi ludźmi i zawsze zadawałem sobie wówczas pytanie, jak można zachwalać system, pokazując drewniane chodniki, błotnistą ulicę, waciaki na grzbietach, bezprizornych w łachmanach (na przykład w świetnym filmie "Miłość we troje " Abrama Rooma z 1927 roku). Odpowiedź jest chyba najbanalniejsza na świecie: nic nie występuje w stu procentach, więc życie jest na tyle różnorodne, że żaden system nie zdoła je całkowicie ujednolicić. Erenburg przedstawia sprzeczności systemu, polityki partii, zagubienie ludzi zmylonych wprowadzeniem pozorów wolnego rynku na klika lat po Rewolucji Październikowej. Bohater Erenburga, Michał, pozbawiony jest kręgosłupa moralnego, działa często pozbawiony hamulców, impulsywnie. Myliłby się jednak ten, kto upatruje w intencjach autora jakąś nachalną krytykę pisaną pod dyktando partii; Erenburg nacisk kładzie na charakter Michała, jego impulsywność rozpasaną z braku hamulca w postaci protestującego intelektu (jest prostym, niewykształconym młodzieńcem, który zamiast do szkoły trafił w szeregi Armii Czerwonej i nie miał możliwości ukształtowania się, nabrania  ogłady, nabycia wiedzy). Jedyny fragment książki, który w ewidentny sposób zakłamuje rzeczywistość, to pochwała radzieckich sądów wydających sprawiedliwe wyroki. Ale czyż arcydzieło Wsiewołoda Pudowkina "Burza nad Azją" nie kończy się słynnym i kontrowersyjnym zawołaniem "Śmierć łańcuchowym psom imperializmu!", co wcale nie umniejsza wielkości tego filmu? Podobnie w powieści Erenburga ten jeden oczywisty zgrzyt nie rzutuje na całość. Myślę, że ówczesne radzieckie książki i filmy odbierano inaczej niż my odbieramy je dzisiaj. Dziś pozbawieni jesteśmy czegoś bardzo istotnego: nie znamy panującej wówczas atmosfery, domyślamy się jej, znamy fakty, jednak nie czujemy jej, zdolni jesteśmy sobie ją tylko wyobrazić. Widz i czytelnik był nią przesiąknięty, nędzna ulica i obdarty chłop w centrum Moskwy był dla niego naturalnym widokiem, nie miał porównania. I dodatkowo był przecież poddawany indoktrynacji. "Rwacz" Erenburga to solidna powieść o ludziach zmylonych i uwięzionych, o pozorach wolności i ludzkiej naturze, która pragnie nią oddychać, to opowieść o czasach zmian i mylących dekretów. Powtarzam: nie wiem, na ile w 1924 roku "Rwacz" był książką propagandową, ile procent propagandy można w niej znaleźć, dziś jednak dziwi śmiałość w opisie spraw, które dla ówczesnej władzy radzieckiej nie były mile widziane, bez wyraźnego potępienia, napiętnowania bohatera, w każdym razie bez prymitywnego przypięcia mu etykiety wroga ludu.