piątek, 15 stycznia 2016

Erich Maria Remarque "Przystanek na horyzoncie"























Uroda życia. Ogromne hausty czerpane z przyjemności po wojennej traumie (ale o niej się nie mówi, temat tabu). Dolce vita. Wyścigi samochodowe, narty w górach, ruletka, rejs jachtem, flirt. Monte Carlo, Sankt Moritz, Nicea, Monza, Palermo. Kai, były kierowca rajdowy i były żołnierz podróżuje po Europie południowej, wraca do wyścigów, cieszy się chwilą. Wczesny Remarque (książka wydana w 1928 roku),  a jednak posiadający już ten charakterystyczny styl prostej opowieści okraszonej aforystycznymi fragmentami, tymi cudownymi mądrościami o życiu, naturze ludzkiej, miłości których tak pełno na kartach późniejszych powieści autora "Czarnego obelisku". W "Przystanku" jest wiele znanych z innych książek Remarka motywów: męska przyjaźń, balansowanie na granicy miłości i flirtu, powikłane stosunki męsko-damskie, fascynacja motoryzacją, urzeczenie kolorytem życia. Raz tylko wspomniana jest wojna; ona jest w tej książce w domyśle. Być może wojnę Kai wyparł już ze świadomości, bądź zagłusza ją następującymi po sobie przyjemnościami? Nieważne. Istotne jest, że o niej nie myśli, że przynajmniej pozornie się od niej uwolnił. Kocha. Otacza się kobietami, raz zadowalając się grą pozorów, spojrzeniami, podziwem dla kształtu ramion, innym razem długimi rozmowami bratnich dusz, flirtując namiętnie. Prowadzi życie pełne blichtru, pozorne, ale wyraźne, zmysłowe, pełne przygód i emocji. Nie do końca wie, czego oczekuje, do czego zmierza. Skrótowy początek książki sprawia wrażenie szkicu, należy przez to przebrnąć, by otrzymać Remarka jakiego znamy i kochamy. Mnie osobiście drażniła nieco tęsknota bohatera za uporządkowanym życiem, które miał w zasięgu ręki (Barbara), a które porzuca dla przygody (Maud i Lilian, wyścigi samochodowe). Są to ostatnie chwile beztroski przed krachem na giełdzie w Nowym Jorku i później żadna książka Remarka nie była już tak lekka, pogodna i pozbawiona złowieszczego cienia historii. Nie twierdzę, że w "Station am Horizont" nie można odczuć niepokoju, można, Kai przecież wciąż miota się i poszukuje tytułowej przystani, ale ona jest - co również sugeruje tytuł - daleko, nie wiadomo czy osiągalna, czy namacalna, czy jest rzeczywistym celem dla bohatera, który być może zadowala się jedynie osiąganiem celu. Jak wiadomo, samo dążenie do celu bywa bardziej frapujące i zajmujące od finalnego dodarcia do niego.