czwartek, 7 lipca 2016

Mario Vargas Llosa "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki"

Sprawnie napisana, miejscami ciekawa, jednak często męcząca i bardzo nieprawdopodobna. Trudno mi uwierzyć w tak silne uczucie bohatera, mimo permanentnego igrania z nim przez kobietę, którą tym uczuciem darzył. Nie chce mi się wierzyć, że pomimo tylu przykrości, jakich od niej doznał, wciąż na nowo tak samo intensywnie jej pożądał i wszystko wybaczał. Nie wiem co autor miał na myśli tworząc swe postaci; być może chciał zestawić ze sobą skrajne charaktery, ale co z tego wynika? Poniżanie i lekceważenie w życiu realnym wiedzie do czegoś przeciwnego niż pogłębianie miłości, jak to sobie wykoncypował autor. Szkoda zmarnowanego potencjału na rzecz niewiarygodną, nie budzącą zaufania, kontrowersyjną pod względem psychologii.
Linearna w czasie opowieść wiedzie nas przez kolejne epoki i zmiany, począwszy od lat pięćdziesiątych, skończywszy na początku XXI wieku. Najciekawsze w książce są opisy zachodzących na świecie zmian, szkoda tylko że Llosa interesuje się nimi tylko do połowy książki; tak gdzieś od połowy lat siedemdziesiątych czas historyczny przestaje go interesować, skupiając się wyłącznie na perypetiach bohaterów. Zgrzyt, zgrzyt... Czyżby późniejsze wydarzenia posiadały mniejszą rangę? Sowiecka i amerykańska agresja na Afganistan, dwukrotna amerykańska na Irak? Już wojnę w Wietnamie traktuje pobieżnie, co trochę dziwi, skoro tak bardzo pochyla się nas swingującym Londynem i ruchem hippisów, a wcześniej znacząco akcentując ruch rewolucyjny przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. czyżby poprawność polityczna?
Nie zniechęcam do lektury tej książki, każdy przecież może odczytać ją na swój sposób, jednak zachęcam do dozy krytycyzmu podczas lektury, bo nie ma sensu bezkrytycznie dać się zwodzić wszystkiemu, co zostało napisane ;)