sobota, 30 lipca 2016

137. "Der Stadt der Milionen" [1925]

"Die Stadt der Millionen",  reż. Adolf Trotz [Niemcy, 1925].

W 1925 roku, na dwa lata przed powstaniem słynnego filmu Walthera Ruttmanna "Berlin - Symfonia wielkiego miasta", podobny film, który aspiruje do sportretowania ogromnego miasta, jakim jest Berlin,  nakręcił Adolf Trotz. Jako że "Symfonię" widziałem już sporo razy, przed seansem zastanawiałem się, dlaczego to film Ruttmanna, zyskał sobie sławę i uznanie, zaś film Trotza został zapomniany, nie bywa wymieniany nawet przez historyków kina i gdyby nie stacja ARTE, pewnie do dziś niewiele byśmy o nim wiedzieli.

    Trotz portretuje Berlin używając wielu różnych środków ekspresji; są kilkukrotne ekspozycje, jest animacja (przy czym obraz Berlina w 2000 roku jak żywo przypomina ujęcia z powstałego rok później "Metropolis" Fritza Langa), jest podział obrazu na segmenty (podobnie jak w "Napoleonie" Abla Ganza z 1927 roku), jest wreszcie wiele wstawek fabularnych (turyści ruszają by zwiedzić Berlin w odkrytym autobusie, historyczne wstawki z udziałem Lessinga, Mendelssohna i polityków niemieckich odpowiedzialnych za zjednoczenie państwa) oraz materiałów archiwalnych (Bismarck siedzący w samochodzie).

    Na samym początku filmu widzimy przepiękny, bardzo długi travelling kamery, która portretuje Berlin  z lecącego samolotu. przed oczami przesuwają się masy zwalistych budynków, wieże kościołów, kopuły katedr, szerokie arterie ulic, palce, strzelisty sześcian ratusza, linie rzek i przecinające je mosty. Z motywów filmowych, twórcy odwiedzili wytwórnię UFA , jest tez kilka ujęć berlińskich kin (na jednym z nich widzimy reklamę wyświetlanego tam akurat "Człowieka z hotelu Altantic" Murnaua). Trotz pokazuje wpierw najbardziej reprezentatywne budowle Berlina, po czym zaczyna krążyć po jego ulicach i placach, by w końcu dojść do podmiejskich ośrodków wypoczynkowych. Pokazuje tez przemysł, sport i rozrywkę.

    Film Trotza różni się od arcydzieła Ruttmanna przede wszystkim wymową. Podczas gdy Ruttmann stara się przede wszystkim rejestrować i nie nadaje filmowanym ujęciom żadnego sensu oprócz dokumentowania rzeczywistości, Trotz stara się przekonać widza o niemieckim charakterze wszystkiego co oglądamy i oddaje hołd ludziom, którzy przyczynili się do zjednoczenia Niemiec. Myślę, że to właśnie decyduje o tym, że "Berlin - Symfonia wielkiego miasta" jest obecnie filmem analizowanym przez historyków i uznanym, zaś "Miasto milionów" nie jest wcale brane pod uwagę. A szkoda, bo film ma spory potencjał - niestety niewykorzystany do końca - i wiele ciekawych fragmentów o nieocenionej wartości historycznej.