czwartek, 28 lipca 2016

136. "Kobieta znikąd" [1922]

    "La femme de nulle part", reż. Louis Delluc [Francja, 1922]. Ostatni film należący do trylogii Delluca (poprzednie to ""Milczenie" i "Gorączka"). Ostatni to także film, w którym tak wyraźnie widać styl impresjonistyczny. Fabuła filmu jest szczątkowa i przypomina w tym kręgosłup, na którym zawieszona jest całą reszta organizmu. Może to nie brzmi zbyt ładnie, ale tak to widzę. Nieznajoma kobieta powraca do domu, którego była kiedyś właścicielką. Pod wpływem uniesienia porzuciła go i uciekła z kochankiem, Teraz jest świadkiem podobnych wydarzeń, gdyż pani domu chce zrobić to samo, korzystając z absencji męża.
    Najważniejsze rzeczy w filmie dzieją się na twarzy i w gestach Eve Francis, która gra Nieznajomą powracającą po wielu latach do miejsca, które opuściła, zmieniając tym samym wówczas swoje życie. Najważniejsze rzeczy obserwujemy podczas jej snucia się po miejscach pełnych wspomnień. Najistotniejszy jest kontrast pomiędzy przeszłością i dniem dzisiejszym. Najważniejszy jest w końcu także wpływ, którym wydarzenia  sprzed lat chcą zmienić teraźniejszość. Nieznajoma jest nośnikiem wspomnień i to ona, w pełni świadoma, że jej dawna ucieczka z domu przyniosła jej tylko gorycz i samotność, stara się wyperswadować pani domu porzucenie męża. W końcu porzuci nie tylko dom i męża, ale zostawi też małe dziecko. Problem tkwi jednak nie tylko w sytuacji zewnętrznej, ale w tym, że nieznajoma kobieta znikąd nie jest pewna siebie samej. Targają nią wątpliwości, z którymi nie potrafi sobie skutecznie poradzić.
    Nieznajoma wychodzi z pokoju i prawie przez całą noc snuje się po parku.  Ów kluczowy spacer przez park, to noc pełna sprzecznych myśli i uczuć. Z czasem rozsądek i świadomość konsekwencji przegrywają u nieznajomej z uniesieniem oraz z urokiem chwili, której przyczyną jest zamazane wspomnienie. Kobieta wspomina w tych samych miejscach swą przeszłość, jakże podobną do sytuacji pani domu. W filmie mamy w tych fragmentach wmontowane krótkie jak błysk i nieco prześwietlone retrospekcje, które w doskonały sposób ukazują charakter wspomnień, ich mglistość i fragmentaryczność. Sam reżyser, który był równocześnie teoretykiem filmu, wspomina o tym, że każdy człowiek zachowuje jakieś wybrane wspomnienia z przeszłości, które go nawiedzają i które zmuszają go do takiego, a nie innego zachowania. Tak właśnie dzieje się z nieznajomą. Nad ranem zmienia zdanie i przekonuje panią domu, że tylko ucieczka z ukochanym da jej szczęście. Czasu jest mało, gdyż mąż może w każdej chwili powrócić z podróży służbowej z Genui. Tym sposobem wewnętrzne upiory nieznajomej chcą zdecydować o losie pani domu. Kochanek czeka już na drodze oparty o karoserią stojącego w gotowości do ucieczki samochodu...
    Można się zastanawiać, na ile kobieta znikąd ma prawo decydować o losie pani domu? czy w ogóle posiada jakiekolwiek prawo do ingerowania w cudze życie? Wydarzenia rozgrywają się jak gdyby poza jej świadomością, od której silniejsza jest wola nieznajomej. Tyle że wola ta ulega ciągłym modulacjom. Zależna jest od niestałych uczuć i czasem dopuszcza do siebie jakiś szczątkowy strumień rozsądku, by za chwilę pokryć go w głębokiej toni emocji, nad którymi nie potrafi zapanować. Ta nieumiejętność powoduje, ze gra kobiety znikąd staje się niebezpieczna, nie bierze ona bowiem pod uwagę konsekwencji. Podobnie jak w "Gorączce" finałowa bójka jest tylko dodatkiem, akordem wprowadzonym na koniec filmu, tak samo rozwiązanie dylematu ucieczki z kochankiem jest tylko wprowadzeniem finału do filmu, który musiał nieuchronnie nastąpić. Sednem jest gra, rozgrywka tocząca się w duszy nieznajomej. Wahania pani domu także posiadają swoje znaczenie, gdyż jej niepewność i rozterka przypominają burzę w duszy kobiety znikąd. Można ironicznie rzec, że nieznajoma trafiła na podatny grunt.
    Film otwiera sekwencja przed domem. Żona i mąż siedzą przy stoliku, popijając kawę. Ujęcia te charakteryzują stosunki panujące między małżonkami, ukazują łączącą ich stygnącą więź. Następna sekwencja to przybycie na stację pociągu, z którego wysiada Eve Francis. Kobieta pieszo udaje się do celu podróży i jej wędrówka opustoszałą drogą pośród rozległych pól wprowadza widza w nastrój filmu. Delluc namiętnie nakazuje operatorom fotografowanie przyrody otaczającej bohaterów. Zdjęcia kręcone w pomieszczeniu należą w "Kobiecie znikąd" do rzadkości. Główny plan to rozległa przestrzeń, która sugeruje zagubienie. Plenery są zatem istotnym elementem filmu, wybranym całkowicie świadomie. W filmie Delluca istotne są tez takie szczegóły jak schody, które są symbolem dylematów i otwarte okna, sugerujące zamknięcie, gdyż przestrzeń obserwowana może być tylko z pokoju. kolejnym symbolem jest droga. Kobieta znikąd długo wędruje wiejską drogą, zanim dotrze do celu; tą samą drogą wraca, by odjechać pociągiem donikąd. Kochanek również odjeżdża samochodem taką drogą i długo obserwujemy, jak niknie powoli w perspektywie wraz z malejącymi przydrożnymi drzewami.
    Jeżeli miałbym wskazać an film kojarzący się z "Kobieta znikąd", to byłby to film "Kochankowie" Louisa Malle'a z 1958 roku. Tam też Jeanne Moreau przez środkową część filmu krąży po parku i nie chodzi wcale o fakt, że nie wędruje sama, ale tę noc, o park i o wędrówkę. Także o dylemat znudzonej żony.
    "Kobieta znikąd" jest pięknym, nostalgicznym, mądrym i głębokim filmem, o starannej i wysublimowanej fotogfarii. Należy żałować, że Louis Delluc żył tak krótko (zmarł na zapalenie płuc) i że nakręcił tak mało filmów.