niedziela, 11 października 2015

Jack Kerouac "W drodze"





















Są takie książki, które należy przeczytać, kiedy nie skończyło się jeszcze dwudziestu lat. Później są to teksty nie trafiające już tak do odbiorcy, opowiadają najczęściej zupełnie o innym życiu, które wiodą ludzie dojrzali, dorośli, zakorzenieni, pozbawieni bożej iskry beztroski i spontaniczności tego rodzaju, że na jeden znak rzuca się wszystko i wyrusza w drogę przez kraj ku nieznanym przygodom.
Kerouac opisuje kilka takich beztroskich podróży przez Stany Zjednoczone i jedna przez Meksyk. Początkowo czuje się beztroskę, radość, szczęście, bliskość przygody, wspólnotę przyjaciół. Coś wyzwala w Salu Paradise i jego przyjacielu Deanie Moriarty pęd ku przestrzeni, puszcza w ruch koła samochodów pędzących ku nieznanemu. Autor mitologizuje często sytuacje, postaci, miejsca. Używa jednak także kontrastów, ponieważ obok takich zwrotów jak "święte Denver", pisze często o samotności i beznadziei, o pustce i bezcelowości.
Książka powstała podobno w trzy miesiące w 1951 roku, ale do 1957 roku nikt nie chciał jej wydać. Kerouac napisał powieść w sporej mierze autobiograficzną, Sal Paradise to on sam, Dean to poeta beatnik Neal Cassady, Carlo Marx to Allen Ginsberg, Byk Lee to William S. Burroughs i tak dalej.
W jakiś szczególny sposób książka Kerouaca opisuje początki ruchu, który później zmienił świat, zliberalizował obyczaje , czyli beat generation, który przerodził się w ruch hippisowski. Kerouac pokazał też jednak drugą stronę, mianowicie zwykłe szare życie, konieczność zarobkowania, rozwody, alimenty, chybione związki. Nie można powiedzieć, że "W drodze" jest wyłącznie hymnem na cześć nonkonformizmu, intelektualnej przygody i nieskrępowanej wolności. Jednak do takiego wyważenia jak w książce "Z soboty na niedzielę" Allana Sillitoe'a albo w filmie "Quadrophenia" jeszcze daleko.
Tak więc czytałem tę książkę z ambiwalentnym uczuciem, że kiedyś coś straciłem dzięki temu, że nie czytam "W drodze" we właściwym wieku, ale i że coś uratowałem przed utratą i czegoś dzięki temu nie zaprzepaściłem. Ale o tym nikt już nigdy się nie dowie...