czwartek, 30 marca 2017

Raymond Chandler "Wysokie okno"

Miasto Los Angeles kojarzy się z ciepłem, jasnym bezchmurnym niebem, ze słonecznymi promieniami, które rozświetlają ulice pogodnym blaskiem. Promienie słońca to synonim radości i pogody ducha, gdyż wprawiają w dobry nastrój. Miasto Los Angeles kojarzy się z wakacyjną atmosferą, beztroską, zamożnością, powodzeniem. Tak kojarzy się Miasto Aniołów w stereotypach, jednakże w książkach Raymonda Chandlera miasto podlega przeobrażeniu, uwalniając się od stereotypów. Kiedy sięgacie po jego książki, możecie zapomnieć o jasnym pogodnym świecie, wkroczycie bowiem w strefę głębokiego mroku. I nawet jeśli akcja rozgrywa się w środku upalnego lata, mrok będzie najbardziej odczuwalnym wrażeniem. I nie uwolnicie się od tego mroku, nie uciekniecie przed nim, ponieważ dotkniecie tajemnicy mroku ludzkiej duszy.

Czy możliwa jest nadinterpretacja książki, której fabuła dotyczy próby wyjaśnienia jakiejś zagadki przez prywatnego detektywa? Czy nie należy zadowolić się jedynie wartką i zmienną akcją powieści, zamiast dodawać jej sensów i znaczeń, których prawdopodobnie w niej nie ma, a jeżeli nawet są, nie były świadomym zamiarem autora? Ale skoro autor świadomie założył, że tematem jego książki - czemu nie da się zaprzeczyć - będzie w uproszczeniu walka dobra ze złem, to czy rozważania na temat tej odwiecznej opozycji mogą być traktowane jako nadinterpretacja?

Philip Marlowe, prywatny detektyw z Los Angeles, otrzymuje zlecenie odzyskania drogocennej monety. Sprawa ma być prosta i przeprowadzona dyskretnie. Poszlaki wiodą do synowej właścicielki rzadkiej wczesno-amerykańskiej monety odlanej ze złota. Marlowe zabiera się za robotę. Początek książki jest charakterystyczny dla Chandlera. Niezamożny, ale przede wszystkim niezależny Marlowe wkracza w świat luksusu do domu pani Murdock. Następuje zestawienie odmiennych światów, nie zderzenie, ale sugestia na pewno świadoma i oczywista. Czytając książki Chandlera zawsze miałem wrażenie, ze autor, oprócz samej kryminalnej fabuły, opisuje także skrawek rzeczywistości. Oddawanie realiów jest wręcz ewidentne, Padają nazwy ulic, nazwy sklepów, marki samochodów, papierosów. Czytelnik ma nieodparte poczucie, ze znajduje się na ulicy Los Angeles albo Pasadeny. "Skręciłem w trzecią przecznicę od Bulwaru Zachodzącego Słońca".

Książka Chandlera - zresztą nie tylko ta - to przede wszystkim dialogi. Pisana jest w pierwszej osobie liczby pojedynczej, narratorem jest główny bohater, Philip Marlowe. Dialogi są przede wszystkim wyrazem stosunku ludzi względem siebie. Można rzec, że w książkach Chandlera, chociaż i to oczywiście ma miejsce, pojedynki na pięści i strzały z broni palnej stanowią niewielki procent w stosunku do szermierki słownej. Ta stanowi największa wartość prozy Chandlera. Marlowe odznacza się ostrym słowem, lubi ironię i nie stroni od żartobliwych uwag. Obecnie - moim zdaniem - Jo Nesbø wzoruje swojego Harry Hole'a na postaci Marlowe'a - dla mnie szczytny to wzór. Wspomniana na wstępie opozycja zła i dobra na pewno przejawia się w tych licznych dialogach, ale nie można mówić o jasnym rozróżnieniu. Marlowe to detektyw z zasadami, nieprzekupny, ale nie waha się użyć przekupstwa w celu uzyskania informacji. W razie potrzeby jego pięść trafi, wyrzucona ze sporą siłą, w podbródek bądź w nos oponenta. Sam zresztą tez zbiera razy. Raz na wozie, raz pod. Badając półświatek Los Angeles, Marlowe trafia czasem na zagubione dusze i kiedy tylko może, niesie im pomoc (tak jest w "Wysokim oknie"). Dla Marlowe'a dobro jest celem nadrzędnym, inaczej nie wykonywałby swego zawodu, jednak jest w pełni świadomy wymieszania dobra ze złem, zła z dobrem. Nic nie istnieje w czystej formie, przynajmniej nie tu, na ulicach Miasta Aniołów.

Książkę Chandlera można nazwać symfonią mrocznego miasta. Można nazwać rozprawą o wartościach. Można też o niej mówić jako o świadectwie swoich czasów, o obyczajach i moralności. Ale jest to przede wszystkim świetny kryminał z krwistym głównym bohaterem w głównej roli, który rozwiązuje z pozoru łatwe zagadki, wiodące go w meandry głębokiego mroku pozornie słonecznego miasta, Zagadki te zawsze wiodą go do czegoś ukrytego za nimi, do zbrodni i nikczemności. Śmiało można powiedzieć, że struktura książek Chandlera jest szkatułkowa; odkrywając jedną tajemnicę, okazuje się że za nią znajduje się następna. A za następna jeszcze jedna. To naprawdę wyborna lektura. Nie pisałem jeszcze o tym? W takim razie piszę to teraz. Wybaczcie tę zmyłkę na początku recenzji o nadinterpretacji, ale i tak w końcu dotarłem do sedna: bardzo dobry kryminał.