sobota, 25 marca 2017

145. "Legenda Paula i Pauli" [1973]

"Die Legende von Paul und Paula", reż. Heiner Carow [NRD, 1973] Długo zabierałem się za obejrzenie tego dziś już kultowego filmu nakręconego po wschodniej części berlińskiego muru i wreszcie wczoraj przyszła na to pora. I nie żałuję żadnej minuty tego filmu. "Legenda" jest tragikomedią, ale łączy też liryzm z realizmem. Opowiada o miłości Pauli, mieszkanki starej kamienicy, i Paula, jej sąsiada ze stojącego na przeciw wielkiego bloku. Tematem jest uniwersalna i niezależna od wszelkiej polityki (której zresztą w filmie nie ma) miłość, ale zadziwia jej siła, zdumiewa magnetyzm przyciągający do siebie Paula i Paulę (cóż za piękne imiona kochanków sugerujące ich jedność). Film nie stroni od prozy życia. Paula samotnie wychowuje dwójkę dzieci. Paul żyje nieszczęśliwy z synem i z żoną, którą kiedyś nakrył na zdradzie; wybaczył jej wprawdzie, ale osad pozostał. Trabanty pędzą ulicami. Ale jest też ekskluzywna willa nad jeziorem, wypełniony tłumem klientów supermarket czy ekskluzywny dancing z udziałem egzotycznych gości. W mieście burzy się stare budynki (lejtmotyw filmu). W tych realiach bohaterowie lgną do siebie niczym Tristan i Izolda, Ich miłość jest szaleńcza, często pozbawiona granic, nie oglądająca się na innych, bezkompromisowa. Scena ślubu na barce jest nieco nierealistyczna, ale Carow lubi od czasu do czasu wpleść w realizm nieco nadnaturalne motywy. Puszcza do widza oko i mam wrażenie, ze robi to z odrobiną ironii. Liryzm i magię potęguje w filmie wszechobecna muzyka. Wykonuje ją najpopularniejszy NRD-owski zespół rockowy Puhdys (ale mam wrażenie, ze w scenę nakrycia przez Paulę męża z kochanką in flagranti ilustruje nasz rodzimy Nurt; muszę to dokładnie sprawdzić), ale mamy też sporo muzycznych wstawek podobnych do tych, jakie po wielu latach zobaczyć można na przykład w "Tańcząc w ciemnościach" von Triera. Szczęśliwa Paula kasuje w supermarkecie towary śpiewając piosenkę, którą w finale sceny podchwytuje tłum zgromadzony wokół kas. 
Film cieszył się w NRD ogromna popularnością, chociaż cudem należy nazwać już fakt, że został dopuszczony do kin. Jednak kiedy na początku lat osiemdziesiątych, kiedy aktorzy odtwarzający główne role wyjechali na Zachód, film został zakazany i od tego czasu w NRD nie można go było nigdzie zobaczyć, co sprawiło, że zyskał status filmu kultowego. Ja bym go tak nie nazwał (jak wiadomo, nie lubię żadnych kanonów i tego typu nalepek), niemniej jest to świetny film, na pewno w swoim czasie wyróżniający się od innych produkowanych w NRD.