sobota, 25 marca 2017

Henryk Waniek "Jak Johannes Kepler jadąc do Żagania na Śląsku zahaczył o księżyc"

Książki Wańka zawsze czytam z ogromną przyjemnością i tak było i tym razem. Przyjemność była nawet większa, po książka podszyta jest niemal w całości subtelnym, inteligentnym humorem wszelkiej maści i każdego rodzaju. Już sam fakt, że jej bohaterami są aspirujący do wiedzy (nie zawsze jawnej) naukowcy w myśl mniemania o nich w XVII wieku sam w sobie śmieszy. W końcu ich pojęcie o świecie bywa różne, bo świat jest pełen jeszcze białych plam i próba zgłębienie ich z pomocą intelektu oraz wyobraźni musi budzić lekko drwiący uśmieszek współczesnego czytelnika. Są to jednak sympatyczni miłośnicy poznania. Obcują oni ze zjawiskami nadnaturalnymi, pochylają się nad wiedzą tajemną, nad sprawami nadnaturalnymi; Hynka zajmują one bardziej, Kepler zaś jest astronomem i bada niebo oraz jego sfery. Sam Waniek napisał w posłowiu o swojej książce, ze jest to baśń z elementami prawdy i nie da się chyba lapidarniej i ściślej ująć charakteru tej książki, w której świat ludzi egzystuje w jednej przestrzeni z aniołami, ale czasem już osoby wtajemniczone potrafią manipulować. Nie da się jednak - na szczęście - zaliczyć "Keplera" do fantasy, bowiem Waniek nie tworzy swego świata fabularnego (to tez nie jest za ścisłe określenie, bo fabuła, choć ewidentnie jest, to jednak nie ona odgrywa pierwsze skrzypce) czerpiąc z własnej wyobraźni w celu stworzenia nowego świata, ale posługuje się wyobrażeniami ludzi epoki, w której osadzona jest opowiadana historia. Tak więc aniołowie, kamienie spadające z nieba, cuda, ziemia jako miesiączkująca kobieta są tu - dla obeznanych z nimi bohaterów - na porządku dziennym. "Keplera" można nazwać nowelą ezoteryczną albo książką wyobrażeniową, gdyż autor przywołuje w niej z wyobraźni i wiedzy o realiach epoki ówczesna świadomość i stosunek do otaczającego świata. Nie jest to jednak lektura trudna - mimo, że napisana została pięknym, żywym, bogatym w metafory i porównania - językiem, nie ma w niej męczących terminów naukowych, a jeśli już jakiś termin padnie, to wywołuje śmiech, bo użyty zostaje w sposób go wywołujący. Także anioły czuwające nad Keplerem i Hynkiem potrafią rozśmieszyć. Polecam bardzo.