sobota, 25 marca 2017

Adam Wiśniewski-Snerg "Robot"

Pierwszy raz czytałem te książkę mając naście lat, teraz sięgnąłem po nią w wieku Abrahama. Zmieniłem się od tamtego czasu bardzo, książka pozostała taka sama - świetna, wielowarstwowa, wielotematyczna, inteligentna, napisana pięknym złożonym językiem i zawierająca pionierska teorię nadistot. Wszystkich malkontentów, że w Polsce nie potrafi się pisać, warto byłoby walnąć w łeb egzemplarzem tej książki (a potem Miłoszem, Herbertem, Lemem, Gombrowiczem, Stachurą, Hłaską i wieloma innymi tomami walić, aż do opamiętania ;) ). Ale kończąc żarty, "Robot" jest powieścią z pogranicza science-fiction; autor prowadzi wywody na temat czasu, przestrzeni, postrzegania siebie, świata, stosunku do istot wyższych, filozofuje, teoretyzuje, prowadzi dysputy miedzy bohaterami pod koniec powieści, bo lwia część książki to opowieść w rodzaju strumienia świadomości napisana w pierwszej osobie). Ta książka jest jak skorupa, cebula, wieża, góra lodowa; piętrzą się poziomy w miarę dochodzenia do prawdy. Zagadek jest bez liku, pytań całe legiony. Jednak "Robot" nie jest jedynie wyśmienita rozprawą naukową, gdyż posiada intrygującą, wartką i zmienną fabułę, trochę o posmaku kryminału, w którym trzeba odkryć prawdę, a trochę przypominająca thriller, ponieważ nie wiadomo skąd zagraża niebezpieczeństwo, a nawet nie można je zdefiniować nazwą, tym samym zagrożenie jest nieokreślone - wszystko może mu służyć. "Matrix" Wachowskich bardzo przypomina "Robota" (były nawet posądzenia, że Wachowscy splagiatowali pomysł Wiśniewskiego-Snerga). Przychodzi mi na myśl jeszcze jedni skojarzenie, mianowicie "Ślepowidzenie" Wattsa, który długie lata po Wiśniewskim-Snergu napisał pełną terminów naukowych książkę o spotkaniu z istotami wyższymi pod względem cywilizacyjnym. Zastanawiam się też, czy "Robota" można odczytywać jako political fiction, powieść o zniewoleniu, o izolacji, o ubezwłasnowolnieniu społeczeństwa. Znaleźć można w "Robocie" fragmenty na to wskazujące, jednak nawet gdyby autor miał coś takiego na myśli, napisał o tym marginalnie, bowiem tematem książki jest całkiem coś innego. W każdym razie te fragmenty dotyczące skrajnego konsumpcjonizmu,a napisane 1971 roku, zdają się idealnie przylegać do naszych obecnych czasów. Dobrze, że odkurzyłem tę wyborną powieść i jeszcze raz mogłem czerpać ogromną przyjemność z jej lektury.