piątek, 13 maja 2016

129. "Zew morza" [1927]

"Zerw morza", reż. Henryk Szaro [Polska, 1927] W ramach uzupełnienia mojej wiedzy o polskich filmach niemych przyszła kolej na zdigitalizowany w 2013 roku "Zew morza". Film trwa 2 godziny i to w wersji niepełnej, ponieważ nie dotrwał w całości do naszych czasów. W "Historii filmu polskiego, tom 1" autor zarzuca mu rwaną akcję, ale ja raczej zarzuciłbym mu dłużyzny. Przez półtorej godziny film ciągnie się z małymi wyjątkami na udane sceny dosyć mocno; jest to w tym czasie melodramat z nikłymi elementami komediowymi i jeszcze bardziej śladowymi obyczajowymi. Jerzy Marr (Stach) gra dosyć przyzwoicie, lecz Maria Malicka (Hanka) nie grzeszy zbytnio urodą i trudno zrozumieć, dlaczego tak nagle i bez pamięci zakochuje się w niej i rzuca dla niej ucharakteryzowaną na Louise Brooks Norę Ney (Jola). Akcja przyspiesza w ostatnich trzydziestu minutach, a film przemienia się niespodziewanie w sensacyjne kino akcji (mamy nawet pościg samochodowy, a następnie okrętowy), jednak ta dynamiczniejsza część filmu nie jest równa i mocno zwalnia na morzu. Warto obejrzeć, bo trzeba znać swoją historie, także historię filmu. Bezcenne są sekwencje kręcone na nieistniejących już pod taką postacią ulicach Gdańska. Potężnym plusem filmu jest skomponowana przez Krzesimira Dębskiego muzyka, doskonale zsynchronizowana z filmem. Sporo ujęć nakręcono w plenerze. Kamera jest raczej statyczna, jak na 1927 rok, montaż nawet, nawet, ale w jednej sekwencji (pożegnanie Stacha na dworcu) kierunek ujęcie (opuszczający peron pociąg) nie zgadza się z kontrujęciem, w którym rodzice machają Stachowi w stronę przeciwną odjeżdżającemu pociągowi. Cóż, zdarza się; obecnie tez wyłapuje się podobne i większe lapsusy. "Zew morza" powstał na podstawie oryginalnego scenariusza, czyli nie był adaptacją książki. Na marginesie następująca refleksja: Filmoteka Narodowa odnawia stare polskie filmy (i nie tylko polskie, bo "Mania" z Polą Negri to film niemiecki), ale ułamek z tych prac ukazuje się na DVD, Dlaczego, pytam, Filmoteka Narodowa odsuwa widzów od filmów, nad którymi pracuje? To nie jest pytanie retoryczne.