niedziela, 20 marca 2016

Philip K. Dick "Płyńcie łzy moje, rzekł policjant"

Dziwna to książka, chyba jeszcze dziwniejsza niż "Ubik", ale przecież nic w tym złego. W ogóle dziwnie czyta się książkę fantastyczno naukową, której akcja rozgrywa się około 30 lat temu... Dick stworzył świat przyszłości, na który składają się różne elementy: rzeczywistości, fantazji, nauki, obyczajów, futurologii, science fiction, utopii, światów równoległych itd. Bohater, Jason Travenier, żyje w świecie przypominającym pod wieloma względami Stany Zjednoczone z okresu Lata Miłości, ale państwo rządzone jest policyjnie, społeczeństwo jest radykalnie klasowe i istnieją Obozy Pracy przypominające sowieckie łagry. Po lekturze książki miałem wrażenie, że dla Dicka ważniejsze było umieszczenie odniesień do świata realnego, niż snucie fabuły. Podobno jest to książka w dużej mierze autobiograficzna. Mogłyby na to wskazywać doświadczenia z narkotykami, sporo fragmentów dotyczących płyt i muzyki (Dick prowadził sklep z płytami i stację radiową), problermy z kobietami oraz zniknięcie Traveneira ze świata publicznego, co przypomina starania Dicka, żeby w nim zaistnieć, a który - jak wiadomo - za życia nie potrafił zdobyć uznania. Istotnym wątkiem w książce jest rola mass mediów; Travernier prowadzi cotygodniowy show telewizyjny, który przyciąga publiczność często niesmacznymi sposobami, na przykład publicznym obnażaniem się gości programu. Drugim bohaterem książki jest policjant Felix Buckman zainteresowany problemem zniknięcia z baz danych wszelkich informacji o Travenirrze. Buckman prowadząc śledztwo, nie zdaje sobie nawet sprawy, w jak dużym stopniu sprawa Traverniera łączy ze sobą głównych bohaterów. Myślę że Dick trochę przesadził, łącząc ze sobą obu bohaterów aż tak ściśle, bo wygląda to w ten sposób, jak gdyby świat stworzony przez autora był na tyle ciasny, ze Travernier i Buckman wciąż się o siebie ocierają; od biedy można to jednak zaakceptować. Na pierwszy rzut oka powieść Dicka nazwać można psychodeliczną ze względu na jej złożoną formę (ciśnie się na usta słowo "zakręcona") i liczne odniesienia do kontrkultury hippisowskiej oraz politycznego zamętu końca lat sześćdziesiątych, ale po głębszej analizie odkrywamy kolejne warstwy, następne aluzje i kolejne odniesienia, powierzchnie się piętrzą i powstaje całkiem poplątana forma, która - tu powstaje pewien problem - jednych zachwyci, innych zniechęci. Warto jednak uporać się z tym problemem, warto przebrnąć przez te warstwy, nie jest to bowiem trudna czy hermetyczna książka napisana jakimś zawiłym językiem. Dick pisze dosyć przystępnie, nie rozbudowuje zbytnio zdań, nie szpikuje tekstu nadmiarem obcych słów. Czasem Dick wspomina o twórcach kultury wyższej, o filozofach lub kompozytorach muzyki poważnej, nie zmienia to jednak stylu pisarza. Jego fraza płynie wręcz sama nie napotykając przeszkód. Nie będę oceniać, czy to jest dobre, bo lubię często pomęczyć się nad tekstem, czasem jednak miło jest książce dać się porwać i - przysłowiowo - złapać dwie sroki za ogon, czyli mieć radość z czytania z równoczesnym poczuciem, że książka w ręku nie należy do błahych. Taki jest właśnie Dick i jego książki. "Płyńcie łzy moje, rzekł policjant" nie stanowi wyjątku.


Rebis: "Płyńcie łzy moje, rzekł policjant"