środa, 31 maja 2017

W poszukiwaniu utraconych książek...

Otrzymałem zakupioną na Allegro za 1,30 zł książkę Roberta Walsera "Willa pod gwiazda wieczorną". Piękny tytuł, rzadka książka, zapomniany autor. Po otrzymaniu książki nasunęło mi się kilka refleksji. Otóż na załączonym zdjęciu widać, że książka trafiła do biblioteki w 1985 roku i została wypożyczona zaledwie jeden raz (to, że kupiłem książkę wycofaną z biblioteki zupełnie mi nie przeszkadza, bo treści to nie uszczupla :) ). Świadczy to o kilku rzeczach jednocześnie. Czytelnictwo w Polsce jest naprawdę słabo rozwinięte.Przeciętny, statystyczny czytelnik ogranicza się do romansów, kryminałów, fantastyki. Czytelnicy niechętnie poszukują i poznają nowych pisarzy, a jeszcze mniej grzebią w poszukiwaniu perełek, zdając się na łaski i niełaski public relation wydawnictw. Czytelnicy lekceważą historię literatury, co powoduje wątpliwość, czy oni tak naprawdę interesują się tą głęboką, szeroką i bezkresną dziedziną, skoro sami najczęściej ograniczają się do nowości wydawniczych. Tak, to jest gorzki post. Nie ma na celu nikogo obrazić i do nikogo konkretnego nie pije, raczej ma charakter ogólny, bezosobowy. Od długiego już czasu nurtują mnie różne tego typu wątpliwości. Widać, ze Cmentarz Zapomnianych Książek to przestrzeń niebywale pojemna, ale - co bardziej smutne - prawdziwa. To dzieje się obok każdego z nas, przechodzimy obojętnie obok książek, które mogłyby nas wzbogacić. Nie szukamy, więc również nie znajdujemy. Pozostajemy przy oklepanych ścieżkach, boimy wychylić się poza pewna, utarta drogę. A przecież idea antykwariusza polega właśnie nie na zapełnianiu półek powszechnie znanymi tytułami, ale na szperaniu w poszukiwaniu białego kruka, nieznanej perełki, zapomnianego autora, aby przywrócić go do życia, na wynajdywaniu rarytasów, na wiecznym poszukiwaniu książek, które przemówią do nas swoim cudownym językiem i oczarują nas na wieki...