niedziela, 28 maja 2017

O nadmiernym zbieractwie...


Moim zdaniem każde obsesje są niebezpieczne i nigdy z niczym nie należy przesadzać. Pod tą ogólnie panująca miłością do książek kryje się wiele różnych rzeczy, od prawdziwej miłości do niezdrowej ambicji, od zbieractwa, bez możliwości przeczytania nawet części zebranych książek, po czytanie tylko tych esencjonalnych, najważniejszych, od czytania wyłącznie tylko jednego gatunku - co według mnie zaprzecza miłości do książek - po wszechstronną penetrację wszelkich odnóg i centr literatury, od czytania wyłącznie nowości po sięganie do najgłębszych korzeni, od czytanie dla rozrywki po traktowanie literatury jako nieodłącznego elementu życia i odnajdywaniu w książkach prawd i mądrości. i tak można mnożyć. A jeszcze jest wiele odcieni pośrodku i niezliczona ilość konfiguracji. Podobnie jest ze zbieractwem (chociaż to brzmi trochę negatywnie), tu też jest mnóstwo powodów, namiętności, planów, aby mieć, a potem przeczytać. Jako zwolennik złotego środka osobiście kolekcjonuję wyłącznie najbliższe mi tytuły, a nabywam tylko te, które zamierzam przeczytać. Obecnie mam zakupionych niedawno 6 książek z zamiarem ich przeczytania, co już przerasta na chwile obecna moje możliwości. A na półce stoją jeszcze książki kupione wcześniej, przed kilkoma miesiącami lub nawet latami z takim samym zamiarem. zwykła ludzka słabość nie pozwala zrezygnować z zakupu, a brak czasu utrudnia lekturę. No i tak to się nakręca, czyli człowiek wpada w błędne koło. I dobrze będzie, jeśli potrafi się z niego wydostać. I biada, jeśli tego nie zrobi, bo zostanie zasypany stosami, tomami, woluminami i regałami...