wtorek, 16 maja 2017

Stanisław Lem "Dzienniki gwiazdowe"

Jest to absolutne arcydzieło. Książka była pisana na przestrzeni niemal czterdziestu lat, od 1954 do 1993 roku, w którym Lem opisał ostatnią podróż Ijona Tichy'ego. Tichy to międzygwiezdny podróżnik odwiedzający planety we Wszechświecie. Spotyka na nich najprzeróżniejsze istoty o różnym stopniu rozwoju cywilizacyjnym, ale wszystkie obciążone są czysto ludzkimi wadami i przywarami. Pod płaszczykiem science-fiction Lem nieustannie przygląda się naszej cywilizacji i z niepokojem opisuje kierunki jej rozwoju. "Dzienniki gwiazdowe" pełne są aluzji do zimnej wojny, komunizmu, zachodniego konsumpcjonizmu, do bezmyślnego rozwoju techniki, przeludnienia. Doszukiwać się można zresztą najprzeróżniejszych aluzji. Zabawa jest przednia. Na jednej z planet Tichy styka się na przykład z wyszalniami, czyli z miejscami wyładowania złych emocji. Przygody Ijona Tichy'ego napisane są językiem niezwykle barwnym. Lem lubi bawić się słowem, jego znaczeniami, często je zmieniając. Uprawia też namiętnie słowotwórstwo. "Dzienniki" aż iskrzą się od nowych słów, w czym Lem przypomina Leśmiana. Lektura książki daje ogromną satysfakcję, bawi, w wielu momentach wywołuje kaskady śmiechu, jednocześnie dając sporo do myślenia. Można ją czytać na wielu poziomach i nigdy nie nuży, gdyż zawsze odkrywa się w niej coś nowego, co wcześniej umknęło uwadze czytelnika. Jest to książka z tych, do których zawsze się wraca. Pomysłowość Lema nie zna granic, podobnie jak jego fantazja. Już ogromną satysfakcję sprawia odszukiwanie nawiązań, a jest ich całą beczka. Od barona Münchhausena, przez Guliwera, Robinsona Crusoe, bajki Krasickiego, pamiętniki Paska, po współczesność. Czytając "Kongres futurologiczny" przestajemy się dziwić, że zawistny Philip K. Dick napisał na Lema donos do FBI, bo Lem pisarsko wyprzedził go o lata świetlne i to na jego własnym terenie. Ale nawet pominąwszy doszukiwania się nawiązań literackich, odnajdywanie w "Dziennikach gwiazdowych" dwuznaczności i aluzji do życia ludzi na planecie Ziemia ukrytych w świecie obcych, dziwnych cywilizacji daje czytelnikowi przednią zabawę. Dodawszy jeszcze niesamowitą porcję humoru, czytelnik nie może nie być zadowolony z lektury przygód Ijona Tichy'ego. Rzadko polecam książki, gdyż uważam, że każdy posiada swój gust, swoje upodobania, dlatego zazwyczaj ograniczam się do w miarę obiektywnego opisu lektury, w tym wypadku jednak nie mogę, po prostu nie mogę się powstrzymać i muszę, naprawdę muszę Wam tę książkę polecić. Tłumaczy mnie fakt, że czynię to z czystym sercem i że wielu z was będzie mi jeszcze za to wdzięcznymi ;)