piątek, 20 listopada 2015

Wasilij Grossman "Życie i los"























      Książka przyrównywana do "Wojny i pokoju" Lwa Tołstoja i chyba jest w tym porównaniu sporo racji. Obszerna powieść Grossmana (880 stron) jest rozległą panoramą autentycznych i fikcyjnych wydarzeń z okresu obrony Stalingradu. W książce występuje około stu postaci; wielu z nich znamy z kart historii (Stalin, Paulus, Jeriomienko, Eichmann), jednak oś fabuły opiera się na historii wzlotów i upadków radzieckiego fizyka jądrowego Struma oraz jego otoczenia.
      Grossman pokazał wojnę i stalinizm w obu skalach: mikro i makro, od drobnych, często mało znaczących bądź charakterystycznych epizodów, po zakleszczanie się okrążenia wokół wojsk Paulusa i natarcie Armii Czerwonej. Akcja skupia się na raz ludzkiej egzystencji, na drobnych zwykłych czynnościach i sprawach, by następnie ukazać tryby wojennej machiny w obu wrogich sobie sztabach. Podział książki nie ogranicza się jedynie na sprawy małe i wielkie, książka dzieli się także na oskarżenie stalinizmu oraz hitleryzmu. Grossman sugestywnie opisuje w kilkunastu rozdziałach niemieckie obozy koncentracyjne, życie więźniów, transporty do Auschwitz, inspekcje narodowosocjalistycznych władz w obozie. I w chyba najbardziej sugestywnym rozdziale Grosman drobiazgowo opisując ostatnią drogę matki i syna od rampy w Oświęcimiu po ostatnie sekundy życia w komorze gazowej, osiąga mistrzostwo prozy, która chirurgicznie i analitycznie ukazuje grozę i tragizm ludzkich przeżyć.
      Wasilij Grossman pisze precyzyjnym, jasnym językiem, ale na szczęście potrafi w poetycki sposób opisać narodziny wiosny i natychmiast skontrastować ten fakt z uprzątaniem odmarzłych trupów, co wiązało się  z próbą dopasowywania odczłonkowanych rąk i nóg do kalekich ciał. Taki zabieg tylko wzmaga dramaturgię tekstu. Autor wplótł w powieść także kilka fragmentów eseistycznych (między innymi dotyczących problemu przyjaźni w społeczeństwie przywykłym do nieufności i denuncjacji oraz roli Żydów w społeczeństwach, w których starali się zasymilować, usiłując jednocześnie zachować własną tradycję, a wszystko to w kontekście Holocaustu i jego drugiej części, czyli drugiej fali stalinowskiego terroru z początku lat 50-tych). Tematem naczelnym twórczości Grossmana jest kwestia wolności i przez jej pryzmat należy odczytywać to niewątpliwe dzieło.
      Ta książka w porównaniu z "Wszystko płynie" napisana jest z ogromnym oddechem, czuje się tu przestrzeń i swobodę. Zęby sowieckiego terroru gryzą na kartach powieści w bezwzględny sposób ludzi z nazwiskami i ludzi anonimowych. W ironiczny sposób pisarz ukazuje przykładowo losy Krymowa, który będąc prominentem w Stalingradzie w skutek przypadku losu staje się ofiarą terroru i w celi na Łubiance spotyka czekistę, który pracował w tym więzieniu za Dzierżyńskiego, za Stalina zaś jest więźniem w swym dawnym  miejscu pracy.
      Powieść Grossmana można śmiało postawić na półce obok "Archipelagu GUŁag" Sołżenicyna. "Życie i los" jest wnikliwą analizą wydarzeń i spraw, które wciąż rzutują na naszą współczesność. Grossman w eseistycznym fragmencie opisuje kontrofensywę Rosjan w Stalingradzie, przełomowy moment całej II Wojny Światowej, jako chwila decydująca o losie wielu ludzi i narodów, które po wojnie znalazły się w bloku socjalistycznym.

PS. Czy wiecie, że do dzisiaj jedna ze stacji metra w Paryżu nosi nazwę Bitwy Stalingradzkiej?