środa, 4 listopada 2015

Swietłana Aleksijewicz "Ostatni świadkowie. Utwory solowe na głos dziecięcy"























I do czego to doszło, że książka wydana w 1985 roku w ZSRR w wolnej Polsce nie idzie na przemiał lub makulaturę, a wręcz przeciwnie, jest wydawana, czytana, chwalona i to przed Noblem dla autorki... To (tak na marginesie) tylko kolejny dowód, że nie należy szufladkować i przekreślać bez zapoznania się.

"Ostatni świadkowie" to książka pełna humanizmu i miłości, chociaż opowiada o okropieństwach wojny. Książka jest zapisem rozmów z osobami, które II Wojnę Światową przeżyły będąc małymi dziećmi. Nie są to opowieści infantylne, opowiedziane przez pryzmat dziecięcego punktu widzenia, gdyż opowiadają je starsze osoby w formie wspomnienia własnego dzieciństwa. Sama autorka z pewnością upiększyła język, chociaż zrobiła to dyskretnie, nie dodała wyszukanych określeń, a raczej zadbała o płynność narracji.

Na samym początku książki moja pierwszą myślą było" "Co może być bardziej okropnego od dziecka, które widzi śmierć matki?" i oczywiście myliłem się, gdyż w dalszej części reportażu Aleksijewicz kolejne opowieści niosą z sobą wiele różnych przerażających zdarzeń, gdyż śmierć i tragedia posiadają nieskończoną ilość wariantów. Opowieści są bogate w szczegóły, nie tylko związane z ciemną stroną natury; na zasadzie kontrastu i podkreślenia bohaterowie zapamiętali takie szczegóły jak zapach czeremchy, błękit nieba, zabawki, kwiaty. Jest to książka dla ludzi o stalowych nerwach, opisująca w naturalistyczny sposób wszystko co najgorsze, głód, trupy, przemoc, mord, strach, zaszczucie. I zawsze pamięta się, że świadkami były dzieci.

Nie ma w "Ostatnich świadkach" polityki niemal wcale, jest człowiek z całą gamą emocji i dlatego jest to książka humanistyczna do szpiku kości. Opowiadający czasem mówią o dobroci, której w bestialskim czasie doznali od obcych ludzi. I nie sądzę, że ich pomoc była litością, to była raczej solidarność i miłość, zasłanianie dziecięcych oczu przed zgrozą niemożliwą do ukrycia.

PS. W Polsce w roku 1961 Stanisław Różewicz nakręcił nowelistyczny film o dzieciach w czasie wojny, to tak a propos formy użytej przez Swietłanę Aleksijewicz.