sobota, 25 czerwca 2016

Angelika Kuźniak "Stryjeńska. Diabli nadali"

Szczytna jest idea wydobywania z niepamięci zapomnianych artystów. O Stryjeńskiej - chociaż okresem międzywojennym trochę się interesuję - dowiedziałem się dopiero dzięki książce Angeliki Kuźniak. Połączenie ludowych motywów z nowoczesnymi nurtami w ówczesnym malarstwie nie było wcale takie rzadkie, jednak Stryjeńska była artystka totalną pod względem penetrowania motywów związanych ze wsią i górami. Akcent mocno postawiony na wszystko, co wiąże się z kulturą Słowian. Czysto polskie motywy. dzięki książce Kuźniak poznajemy życie osobiste artystki, jej sposób pracy, ciągłe zmagania się z brakiem pieniędzy, usiłowania rozpowszechniania swej twórczości, by w końcu obrazy sprzedawać za bezcen, spieniężać tematyczne teki rysunków, by po czasie je odkupować i tak bez końca.
Trzy wyróżniające się części książki opisują kolejno wielką miłość Stryjeńskiej do swojego męża (porażka życiowa), zmagania twórcze oraz poczucie winy wobec dzieci, których "poświęciła" dla malarstwa. Nie mogąc się z tym faktem nigdy pogodzić i zmierzając systematycznie do naprawiania błędów przeszłości, Stryjeńska stara się odtworzyć atmosferę życia rodzinnego, nie jest to jednak łatwe zadanie, ponieważ dzieci dorastają i zakładają własne rodziny, malarka zaś nie zawsze akceptuje partnerów życiowych swoich dużych już dzieci. Książka Kuźniak jest bogata w fakty. Autorka szczegółowo opisuje wiele wydarzeń, niestety nad niektórymi przechodząc od niechcenia. Nie dowiadujemy się z tej biografii, dlaczego Stryjeńska ciągle cierpiała na brak pieniędzy, chociaż w Międzywojniu była artystką docenianą.
Podstawowym źródłem, z którego czerpie Kuźniak, jest pamiętnik Stryjeńskiej. Dzięki niemu wiele wydarzeń można było opisać szczegółowo, chociaż należy pamiętać, że pamiętnik pisany był na pewno subiektywnie. Pamiętnik ów jednak odgrywa w biografii Kuźniak dosyć kontrowersyjna rolę. Do okresu poprzedzającego wybuch II Wojny Światowej w książce mamy więcej Kuźniak, potem nie ma jej prawie wcale, ponieważ lwia cześć biografii składa się głównie z fragmentów pamiętnika z nielicznymi wtrąceniami "autorki". Wygląda to tak, jak gdyby Kuźniak napisała połowę książki, a drugiej połowy pisać się jej już nie chciało, więc powpychała jak największą ilość fragmentów napisanych przez Stryjeńską i basta. Uważam, że pamiętniki te zasługują na osobną edycję, zaś tak poszatkowane i pozbawione warstwy graficznej, tylko drażnią. Drażnią, gdyż styl Stryjeńskiej jest osobliwy, ciekawy, barwny, humorystyczny, pełen celnych, dowcipnych uwag i zabawnych określeń. Język Kuźniak źle znosi porównanie z językiem Stryjeńskiej. książka napisana jest przede wszystkim w czasie teraźniejszym, lapidarnymi zdaniami często pozbawionymi czasowników, co przywodzi na myśl ekspresjonistyczne wiersze, z których ktoś wydarł metafory. Nie twierdzę wcale, że to jest zły język, jest ciekawy, zwięzły, szybki, skupiający się na tym,  co istotne, trzeba jednak do niego przywyknąć, oswoić się z nim, a potem leci już jak z płatka.
Książka Kuźniak pod względem przybliżenia przeszłości jest bezcenna, pisze bowiem o tym, co samo już nigdy w swoim imieniu nie przemówi. Poznajemy zapomnianą artystkę, reprodukcje jej dzieł, jej życie, bezkompromisowość, poznajemy po raz kolejny od nowej strony szalenie ciekawą epokę pomiędzy dwiema wielkimi wojnami i to jest cegiełka dołożona przez Angelikę Kuźniak do większej całości.

Czarne: "Stryjeńska. Diabli nadali"