piątek, 15 kwietnia 2016

Andrzej Stasiuk "Taksim"

Jeżeli ktoś miałby opisać ten czas i te wydarzenia, to tylko Stasiuk. I na szczęście Stasiuk zabrał się za napisanie tej i takiej książki. książka o Europie B, o południowe-wschodnich jej połaciach, gdzie biedni ludzie prowadzą biedne życie w biednej scenerii biednych miasteczek. Kwitnie handel. Zmienia się świat. Upada komunizm. Nastaje wolny rynek. Nie jest to dobrodziejstwo dla każdego. Bogaci się bogacą, biedni są coraz z bardziej biedni. Ale to wszystko jest scenerią, tłem, punktem odniesienia. Książka opowiada o podróżach, o przemierzaniu tysięcy kilometrów, o twardej przyjaźni dwóch mężczyzn, o stylu życia w drodze, o kupnie i sprzedaży, noclegach na pace rozklekotanego samochodu w śpiworach, pośród towaru i mimo to w zimnie, o napotykanych, mijanych ludziach, o przejazdach, powrotach i ucieczkach w odurzenie Beherovką, o niezliczonej ilości wypalonych papierosów i o miejscach zapomnianych przez Boga i ludzi, znanych jedynie celnikom, służbom leśnym, policji i wojsku. "Taksim" jest ballada o tym wszystkim, snutą, mruczaną, popychana jak samochód, któremu zgasł silnik i nie chce ponownie odpalić, wędrująca przez gorszą Europe balladą, która nie ocenia, tylko opowiada. Kto widział "Orbis pictus" Martina Šulíka ten będzie miał wyobrażenie o nastroju książki Stasiuka; ten film od razu wywołał we mnie skojarzenia z książką. Książka Stasiuka jest mi tym bardziej bliska, że od lat darze ogromna sympatią Słowację i jej przyjaznych mieszkańców; mogę powiedzieć, że tę część książki Stasiuka widziałem na własne oczy. Nie handlowałem wprawdzie nigdy, ale włóczyłem się tymi wioskami i miasteczkami, górami, odwiedzałem knajpy i widziałem tych ludzi; wielu z nich Stasiuk opisał, chociaż nigdy nie widział ich na oczy. Ta książka szczerze i do bólu opisuje rzeczywistość, jest prawdziwa. Uważam to za ogromną jej zaletę, ponieważ sądzę, że bezcenny jest ten moment, w którym pisarz utrafia w jakiś moment naszego życia i można o nim powiedzieć" "tak właśnie było". jest w tej książce jeszcze jedna niezwykle istotna rzecz, mianowicie Stasiuk nie boi się pisać o tym, przed czym większość zamyka oczy. Jego proza nie jest ucieczką w wymyślone światy, nie jest eskapizmem, rejteradą, przymilaniem się nieskomplikowanemu legionowi czytelników. Jeżeli mogę się tak wyrazić w związku z treścią opisywanej powieści, to proza Stasiuka jest wartością dodana na tle zalewających nas ostatnio (od lat) książek o rzeczach i sprawach nieistniejących, czyli w sumie o niczym. Dziękuję, panie Stasiuk, pana zdrowie!

Czarne: "Taksim"