poniedziałek, 25 maja 2015

99. "Dzieci z Montmartre'u" [1933]





















"La maternelle", reż. Jean Benoit-Lévy and Marie Epstein [Francja, 1933]. Dotychczas widziałem dwa filmy francuskie z okresu kina przedwojennego, były to nieme filmy Jacquesa Feydera "Visage d'enfants" (1925) i "Gribiche" (1926). Oba są cudowne. Nie inaczej mogę powiedzieć o tym filmie. Rose po niespodziewanej śmierci męża zmuszona jest podjąć pracę zawodową. Otrzymuje szansę pracy jako pomocnica w ochronce. Dzieci jest bardzo dużo, wszystkie z ubogich rodzin, każde dalekie od pełni szczęścia i co do jednego pragnące czułości, zrozumienia, bliskości, miłości. Najbardziej krnąbrna z nich jest Marie, córka prostytutki. Pomiędzy Rose i Marie zaczyna iskrzyć; Rose doskonale wie, że za maską przekory u Marie kryje się potrzeba bycia kochaną. Jednak sprawy komplikują się, ponieważ popularność Rose jest ogromna u wszystkich dzieci i Marie musi walczyć z innymi dziećmi o jej względy. Kiedy w tajemniczych okolicznościach znika matka Marie i dziewczynka zostaje sierotą, film wkracza w drugą, już mniej ciekawą fazę, w której dramat dziecka łączy się z wątkiem romantycznym (Rose i kierownik ochronki mają się ku sobie).

Marie Epstein (siostra Jeana Epsteina, bardziej znanego światu reżysera pięknych poetyckich filmów; na marginesie: oboje urodzili się w Warszawie) współpracowała przy wielu filmach z Benoit-Lévym; "La maternelle" (tytuł można chyba przetłumaczyć jako "Matczyna opieka", zaś tytuł "Dzieci z Montmartre'u" to tłumaczenie tytułu angielskiego) jest ich pierwszym wspólnym filmem, który obejrzałem. Wcześniej Marie Epstein widziałem jedynie jako aktorkę w filmie jej brata "Wierne serce" z 1923 roku. W tym filmie pełniła też rolę asystentki reżysera, więc widać, że pilnie uczyła się fachu reżyserskiego. Pytanie jeszcze, ile na filmie zaważyło procent talentu Benoit-Lévy'ego, a ile Marie Epstein? Tego nie wiem, ponieważ jest to moje pierwsze (i jak dotąd jedyne) zetknięcie się z tym artystą. "Kino klasyczne" pod redakcją Tadeusza Lubelskiego nawet nie wspomina o tej parze reżyserów. Do czego zmierzam? Francuskie kino lat trzydziestych uważane jest za tą dziedzinę sztuki, w której przejawiał się niezwykle silnie duch epoki, a szczególnie historycy kina dostrzegają we francuskim realizmie poetyckim cechy, które doprowadziły do kapitulacji Francji w 1940 roku oraz do kolaboracyjnych rządów Vichy; należą do nich rezygnacja, spleen, wycofanie się, ucieczka itp. Omawiany film jest tego ewidentnym zaprzeczeniem, być może to wyjątek potwierdzający regułę. Rose nie ma zamiaru rezygnować, poddawać się czy uciekać, ona stawia czoła, można rzecz, że walczy bądź zmaga się z przeciwnościami. Rozdaje ciepło. Jest troskliwa i opiekuńcza. Jest dobra. I dlatego jest to jasny, optymistyczny film. Chociaż nie ma w nim kolorów, chociaż jest czarno-biały.