czwartek, 22 października 2009

55. "Moskwa" (1927)

"Москва", reż. Michaił Kaufman (ZSRR, 1927). Zanim jeszcze dwaj genialni bracia z Białegostoku, Wiertow i Kaufman, stworzyli swoje wiekopomne dzieło, "Człowieka z kamerą filmową", Michaił wyreżyserował film o stolicy Rosji. Jest to nieco dziwny obraz Moskwy. W pierwszym ujęciu widzimy kubły na śmieci i buszującego pośród nich kocura. Wstaje dzień, budzi się miasto, ruszają do pracy służby porządkowe, wyruszają w niezliczone kurs tramwaje i autobusy. Następnie mamy przegląd ulic, skwerów, placów - wszystko skrupulatnie poprzedzone adekwatnym napisem. Kolejny fragment filmu prezentuje migawkowo moskiewskie fabryki i zakłady pracy. Dalej następuje prezentacja czasu wolnego Moskwiczan. W końcu zapada zmierzch, niedobitki starego świata (pamiętajmy, że to okres NEP-u) bawią się w restauracjach przy suto zastawionytch alkoholem stolikach, podczas gdy człowiek sowiecki spędza wieczór w klubie na lekturze prasy, grze w szachy, gimnastyce i grze na instrumentach w orkiestrze dętej. I raptem znów kamery powracają w światło dnia, tym razem przedstawiając Moskwe od strony dyplomatycznej (mamy nawet polski akcent). Po kalejdoskopowym przeglądzie kilku zagranicznych attache w Moskwie, następuje relacja z podpisania sowiecko-niemieckiego paktu o nieagresji (który był podpisany w Berlinie, więc prawdopodobnie tu przedstawiono jedynie jego ratyfikację), a po niej różne migawki z zebrań, w których biora różni radzieccy politycy oraz puste krzesło po Leninie... Film kończy efektowna sekwencja radiowej anteny, z której na cały swiat nadawane sa - jak głosi napis - informacje o prężnym rozwoju młodego radzieckiego państwa.

No i od kronikarskiego przeglądu moskiewskiego życia, reżyser przeskoczył w politykę i propagandę. Nawiązania do filmu Walthera Ruttmanna ustępują obecnie niezbyt zrozumiałym dla kogoś nie będącego historykiem aluzjom politycznym. To znaczy łatwo da się odczytać to, że owe sekwencje były podyktowane ówczesną sytuacją na arenie międzynarodowej, ale nie chce mi się tego po prostu analizować i uważam ten fragment filmu za nieco nużący. Bezcenny jest jednak obraz Moskwy tamtych lat i wiele dałbym, żeby istniały takie filmy pokazujące ówczesną Polskę.