wtorek, 11 lipca 2017

Przemysław Słowiński i Danuta Uhl-Herkoperec "Urlike Meinhof. terror, seks i polityka"

     Po obejrzeniu filmu "Baader - Meinhof" w reżyserii Udi Edela pojawiło się we mnie sporo pytań, wątpliwości, zarysowań na obrazie sytego i bogatego państwa jakim była republika Federalna Niemiec. Chciałem się także dowiedzieć więcej na temat niemieckiego terroryzmu oraz ludzi, którzy tworzyli Frakcję Czerwonej Armii. Kiedy wpadła mi w ręce biografia Urlike Meinhof nie wahałem się i postanowiłem od razu się z nią  zapoznać, chociaż dziwny podtytuł "terror, seks i polityka" wyzwolił we mnie odrobinę bliżej niesprecyzowanej nieufności.
     Biografia zaczyna się od rozważań autorów na temat, czym był niemiecki terroryzm lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. W uproszczeniu autorzy oscylują pomiędzy walka o prawa a zwykłym bandytyzmem. Twórcy książki zadają również pytanie, na ile świadoma tego co robi była sama Urlike Meinhof. Po postawieniu pytań Słowiński i Uhl-Herkoperec przechodzą do opisu życia tytułowej bohaterki. Dzieciństwo w cieniu swastyki, powikłania rodzinne, poczucie sprawiedliwości małej Urlike, pierwsze doświadczenia życiowe, utrata ojca i zastąpienie go przez nową partnerkę życiowa matki. Powojenna młodość Urlike Meinhof została opisana na tle wydarzeń politycznych ówczesnych lat. Miały one zaciążyć na dalszych losach bohaterki książki. Niespodziewanie biografia zaczyna nabierać cech powieści; dzieje się tak kiedy autorzy zaczynają fabularyzować niektóre wydarzenia, a opisują je w sposób nieco irytujący, gdyż swymi opisami sytuacji, wydarzeń i rozmów sugerują, że byli tego wszystkiego świadkami. Biografia rozszczepia się na dwie połowy i rzetelność ulatuje z niej na rzecz szczegółowego opisu seksu. Nieufność związana z podtytułem książki zaczyna się coraz bardziej krystalizować.
     Ostatnia część książki przedstawia działalność terrorystyczna Urlike Meinhof. Przedstawiona jest ona głównie przez pryzmat napadów na banki, jakich RAF dokonywał na terenie całej Republiki Federalnej oraz opisu strzelanin, gdy któryś z członków organizacji natknął się na policję. Wspomniany jest też manifest napisany przez Meinhof, a dotyczący założeń RAF-u oraz miejskiej partyzantki. No i opisany jest także obóz szkoleniowy na Bliskim Wschodzie, gdzie członkowie Raf-u ćwiczyli się w strzelaniu i w rzucaniu granatami. Mimo że autorzy doskonale wiedzą, co czuła Urlike, kiedy ktoś zdejmował jej stanik, nie dowiemy się od nich o stosunkach panujących wewnątrz grupy. Fakt, że Meinhof nie lubiła się z Baaderem jest raczej niewystarczający. Baader rządził i krzyczał na członków, świadomy wyznaczonych celów ale jak z miłośnika szybkich i drogich samochodów stał się przywódca radykalnej lewicowej organizacji, o tym się w książce nie wspomina. Autorów nawet nie razi ten kontrast pomiędzy walką z systemem ogłupiającym ludzi dobrobytem, a indywidualnymi potrzebami liderów wojującej z tym systemem organizacji, potrzebami podszytymi konsumpcjonizmem.  Wszak Gudrun Ensslin tez nie została ujęta podczas napadu na bank, ale w trakcie zakupów w butiku...
     Książka stawia więcej pytań, niż daje odpowiedzi. Odznacza się tez brakiem logiki. Nie oburza się mianowicie na strzały policji ostra amunicja do ludzi, natomiast krytykuje odpowiedź na nie. Zresztą w końcowej części w trakcie podsumowania autorzy zapominają o przyczynach, zajmując się jedynie skutkami. Myślę, że lepiej byłoby skupić się na suchych faktach, niż snuć niekonsekwentne rozważania i stawiać skrajnie subiektywne tezy. Sięgając po biografię Urlike Meinhof chciałem przede wszystkim wzbogacić swoja wiedzę w fakty, znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, nie ukrywam bowiem, że metoda walki zbrojnej nie jest dla mnie środkiem akceptowalnym, jednak potrafię zrozumieć ludzi postawionych pod ściana w sytuacji bez wyjścia. Tylko czy członkowie RAF-u znaleźli się w takiej ostatecznej sytuacji? Tego nie dowiemy się z tej książki. Dowiemy się natomiast o pierwszych uniesieniach erotycznych Urlike Meinhof. Druga i trzecia generacja RAF-u dokonała bardziej brutalnych i krwawych porwań i napadów, należałoby więc umieścić pierwsza generację w odpowiednim kontekście, daremnie jednak szukać jakiegokolwiek porównania. Mnożą się natomiast epitety "lewacki" i "banda", co sugeruje o braku obiektywizmu autorów. Jest natomiast podany prze[pis na zupę piwną, którą gotowała Urlike Meinhof... Takie "fakty" mówią same za siebie. Nie miałem jeszcze na moim blogu tagu "nie polecam". Ta książka jest pierwszą, która zmuszony jestem takim tagiem oznaczyć. I oby ostatnią.
PS. Fotografia okładki książki jest celowo zdeformowana korelując z treścią.