sobota, 8 kwietnia 2017

Raymond Chandler "Żegnaj, laleczko"

Philip Marlowe w swej drugiej odsłonie, gdyż jest to druga książka, w której Raymond Chandlera umieścił go jako bohatera. Książka z 1940 roku, napisana jeszcze przed przystąpieniem Stanów Zjednoczonych do wojny. W Los Angeles trwa jednak jawna wojna dobra ze złem, w której Marlowe zdecydował się wziąć udział, kiedy obrał zawód prywatnego detektywa. Marlowe jest samotnym myśliwym, tropicielem do wynajęcia za pieniądze, jednak posiada w sobie kodeks moralny i kiedy ktoś proponuje mu śledztwo, zaznacza, że weźmie je tylko w takim wypadku, gdy sprawa nie będzie niezgodna z prawem. Jego zawód jest traktowany pobłażliwie przez policjantów, którzy ironizują na jego temat, jakoby był człowiekiem od spraw rozwodowych. Marlowe jest impregnowany na tego typu opinie, to człowiek, który robi swoje i nie schodzi z raz obranej drogi. Można powiedzieć o nim wiele, ale nie to, że pozbawiony jest charakteru.

Jego działaniem często rządzi przypadek. W ten sposób zaczyna się jedna z najgłośniejszych książek Chandlera "Żegnaj, laleczko". Marlowe wybiera się do dzielnicy LA w celu odszukania zaginionego fryzjera, ale potężny mężczyzna zaciąga go siłą do baru i tam detektyw staje się mimowolnym świadkiem awantury, która kończy się zabójstwem. Policja w trakcie przesłuchania radzi mu, aby trzymał się od sprawy z daleka, to jednak nie leży w naturze Marlowe'a. No i człowiek, który powiedział o sobie, że "kłopoty to moja specjalność", pakuje się w sam ich środek. Dalszy rozwój wypadków jest do przeczytania w książce Chandlera i nie ma sensu go opisywać. Warto jednak zwrócić na kilka rzeczy z drugiej warstwy powieści.

Pierwsza z nich, to wszechobecność zła. W książkach Chandlera trudno o spotkanie z naprawdę prawym człowiekiem. Każdy bohater ma na sumieniu coś przeskrobanego. Płotki interesują Marlowe'a przede wszystkim w kategorii przydatności do prowadzonej aktualnie sprawy. Najczęściej z pomocą kilku dolarów bohater otrzymuje poszukiwane informacje. Nie spotkał jeszcze nieprzekupnego człowieka. Spotyka za to ludzi uzależnionych od władzy pieniądza, zniewolonych przez alkohol bądź narkotyki. Większość bohaterów nosi ze sobą pistolet, co świadczy nie tylko o ich niezgodnej z prawem działalności, ale przede wszystkim mówi o środowisku, w którym działają, o jego zawsze niebezpiecznym charakterze. Czytając książki Chandlera - już o tym pisałem w poprzedniej recenzji - ma się wrażenie otoczenia przez wszechobecny mrok. Nie sposób odszukać nawet mglistego światełka w tunelu. Na kartach tych książek panuje poczucie beznadziei i niewiary w człowieka, który u Chandlera jest skorumpowany, bezwzględny, przebiegły, egoistyczny i zdolny do najgorszego. Czasem motywem działania bywa miłość, jednak zawsze okazuje się, że czai się za nią zdrada, morderstwo, pragnienie zysku. Wobec tej wszechobecności zła, nie można mieć zastrzeżeń do łatwości, z jaka Marlowe pakuje się w kolejne kłopoty, bo wydaje się, że nie ma strony, w która obróciwszy się, nie czaiła się jakaś nieodkryta jeszcze mroczna tajemnica.

Druga z nich, jest natury społecznej, dla której wydawałoby się nie ma miejsca w czarnym kryminale. Chandler lubi jednak urozmaicać swoje książki o przeróżne aspekty. W "Żegnaj, laleczko"podjęty jest problem rasizmu. W lokalu, w którym Marlowe znalazł się zaciągnięty przez myszkę Malloya zostaje zabity Murzyn. W dalszej części powieści Chandler robi liczne aluzje do stosunku społeczeństwa i opinii publicznej wobec takich zdarzeń. Marlowe'a przeglądającego następnego dnia gazetę wcale nie dziwi, że nie ma w niej ani słowa o zabójstwie Murzyna. Podczas przesłuchania poznaje także stosunek policji, która nie będzie przykładała się do odszukania winnego śmierci Murzyna uznając, że jest to zbyt trudne zadanie w tak ogromnym mieście jakim jest Los Angeles w stosunku do błahości zdarzenia. Chandler w książce próbuje przeciwstawić się tego typu postawie, dając tym samym wyraz swej niezgody na rasizm i związaną z nim nierówność.

Trzecia z nich to życiowa postawa, jaką Marlow przyjmuje wobec rzeczywistości. Pozbawiony jest jakichkolwiek złudzeń, w jakim świecie żyje. Jest już na tyle doświadczony przez sprawy, które prowadził i nie daje się zwieść na jakiekolwiek pozory. Musi się jakoś bronić. najprostszym sposobem jest jego upodobanie do alkoholu i tytoniu. jest uzależniony od whisky, pali papierosa za papierosem, ale lubi tez zwolnic i zapalić fajkę, a jak wiadomo fajka, to celebracja, nabijanie, leniwe pykanie, czas poza czasem. Inną odskocznią Marlowe'a od rzeczywistości sa szachy. wieczorami nad szklaneczka lubuje się w analizowaniu rozgrywek. Jak na detektywa jest tez człowiekiem inteligentnym i oczytanym. Jednego z policjantów nazywa Hemingwayem, ale ulubionym pisarzem Marlowe'a jest Szekspir. "Żegnaj. laleczko, jak chyba żadna inna książka Chandlera naszpikowana jest aluzjami do twórczości poety ze Stradfordu nad Avonem. No i w końcu chyba najbardziej charakterystyczną cecha Marlowe'a w jego stosunku do rzeczywistości jest cięta ironia, sarkazm i cynizm. W obronie własnego poczucia godności i w celu nie zatracenia się w mrokach przestępczego świata, Marlowe dystansuje się używając tych cech w swoich wypowiedziach; w omawianej książce jest tego chyba najwięcej z wszystkich powieści, którymi bohaterem jest Philipe Marlowe. Oprócz wyżej wzmiankowanej funkcji odgrodzenia się od zła tego świata, wypowiedzi Marlowe;'a niezwykle ubarwiają książki Chandlera; czeka się na nie z niezwykłą niecierpliwością.

Przed przystąpieniem do napisania niniejszej recenzji miałem poważne obawy, o czym pisać,żeby nie powtórzyć się z poprzednimi recenzjami książek Chandlera, które w końcu na upartego można uznać za podobne do siebie. Ja wole jednak mówić o nich, że są niezwykle spójne. Okazało się, że się rozpisałem,. Jednak czytając każdą kolejną książkę Raymonda Chandlera, odkrywa się w niej jakiś aspekt nieobecny w innych jego książkach. Zawsze warto poszukiwać, zawsze opłaca się poszukiwać. Nawet wśród wydawałoby się tego, co oczywiste. Miłej lektury.