czwartek, 6 kwietnia 2017

Aleksander Wat "Dziennik bez samogłosek"

"Dziennik bez samogłosek" Aleksandra Wata to bez wątpienia proza intymna. Wat robił swoje zapiski w zeszytach pomiędzy 1953 a 1967 rokiem. W styczniu 1940 roku Wat został we Lwowie aresztowany i do listopada 1941 roku przebywał w licznych sowieckich więzieniach, a później na zesłaniu w Kazachstanie. Życie w więzieniu oraz pobyt na zesłaniu w prymitywnych warunkach odbiło się poważnie na zdrowiu pisarza, który do końca życia odczuwał potworne bóle głowy. Niniejsza książka jest w pewniej części świadectwem cierpień Wata, jego stosunku do choroby, z tym że Wat nie pragnął współczucia, ale zrozumienia, bo - jak pisał - znajomi nie potrafili uwierzyć w jego przeciągłe bóle. Wat, nie potrzebujący litości, pozbawił swe notatki emocjonalnego tonu; są one świadectwem rozpatrywania choroby z pomocą intelektu. sama choroba zresztą nie zajmuje aż tak wiele miejsca w książce, nie sposób jednak o niej nie napisać, skoro doprowadziła ona pisarza do desperackiego aktu (w lipcu 1967 roku popełnił samobójstwo).

Największą część notatek zajmują rozmyślania Wata nad nurtującymi go przez całe życie problematami. Są to: istota komunizmu, polska inteligencja w okresie stalinizmu, charakterystyka postaw polskich pisarzy wobec reżimu (w większości przypadków opisanych anonimowo; Ola Watowa, żona pisarza, w niektórych przypadkach nazwiska podaje w przypisach), wspomnienia wracające do sowieckich więzień, historia polskiej literatury, rozważania nad poezją i religią (Wat był Żydem, który w okresie uwięzienia nawrócił się na chrześcijaństwo, jednak pod koniec życia skierował swoja wiarę ku korzeniom judaizmu). Do tego dochodzą jeszcze bardzo osobiste akcenty, stanowiące wyraz miłości do żony oraz syna. Lektura nie należy do najłatwiejszych, gdyż Wat używa języka w dużym stopniu intelektualnego, nie stroniąc od abstrakcyjnych pojęć, a także przetyka swoje pisma licznymi zdaniami francuskimi, niemieckimi, rosyjskimi, angielskimi i łacińskimi. Warto jednak podjąć próbę przebrnięcia przez intelektualne wywody Wata, chociażby w celu wyłowienia perełek zdań o aforystycznym charakterze, których w książce znajduje się cały ogrom. Warto też zapoznać się z jego punktem widzenia, ze sposobem myślenia, zapoznać się z poglądami autora "Mojego wieku", nie należą one wcale do banalnych i są nie tylko gruntownie przemyślane, ale nawet - można rzecz - doświadczone na własnej skórze podczas licznych przesłuchań w sowieckich więzieniach.

"Dziennik bez samogłosek" podzielony jest na trzy części. Część pierwsza, Moralia, pisana jest prawdopodobnie pomiędzy 1953-1957 rokiem w formie luźnych spostrzeżeń i aforyzmów przeplatanych sążnistymi opisami pobytu w szpitalu. Druga część, tytułowy Dziennik bez samogłosek, to notatki z lat 1963-1965, pisane w Paryżu, a potem w Berkeley, gdzie Wat przeprowadził z Czesławem Miłoszem wywiad-rzekę, opublikowany później w formie książki pod tytułem "Mój wiek". Trzecia część, Kartki na wietrze, z lat 1966-1967, to najbardziej przejmująca część książki, w której Wat zdecydowany już na samobójstwo z wielką miłością pisze o życiu z Olą Watową, wspomina przeszłość, przedstawia rodzaj swojej autobiografii i daje wyraz trosce, co nastąpi, kiedy już odejdzie, jak wpłynie to na jego rodzinę. Jeszcze się waha, bo wie, że ma dla kogo żyć, ale wciąż cierpi i traci już siły. Ma 67 lat, kiedy decyduje się na przedawkowanie lekarstw... Książkę kończy dwustronicowy, niesamowity, do bólu przejmujący, zupełnie inny w tonie od reszty książki, pełen emocji i miłości pean dla żony, jedyny w swoim rodzaju. To musiała być trudna decyzja. I bolesna dla Oli Watowej, kiedy zdecydowała się zredagować teksty swego męża w celu wydania ich w formie książki. To pierwsze można bez trudu wyczytać między wierszami zapisków Wata, drugiego możemy domyśleć się z kontekstu. Dowiedzieć się o tym można prawdopodobnie z książki Oli Watowej "Wszystko co najważniejsze...", ale ta lektura dopiero przede mną.