To nie jest taki oczywisty kryminał, jakby się zdawało. Zaczyna się Hitchcockowskim trzęsieniem ziemi, już na pierwszej stronie mamy trupa. Ślady wiodą w jedynym logicznym kierunku, ale kapitan milicji nie kieruje się jedynie dowodami; coś kapitanowi tu nie gra, jest zbyt łatwo, zbyt oczywiście, zbyt jednoznacznie. Nie mając innego wyjścia, podąża za śladami, które posiada i okazuje się, że rzeczywiście może istnieć więcej rozwiązań zagadki śmierci urzędnika. No i dalej mamy śledztwo jak w typowym kryminale, poszukiwania poszlak, dowodów, alibi i przesłuchania. I tu pojawia się drugie dno, gdyż w kryminale Lembowicza zdaje się, że nie chodzi o samą intrygę, że jest tu drugie dno. Tym dnem jest bogatsza od samej intrygi psychologia, a także portret środowiska, Odczuwa się duszną atmosferę PRL-u, miejsca, w którym wszystko jest nieoczywiste. Na przykład nie poznajemy głównego bohatera z nazwiska; bezimienny kapitan musi przywieść na myśl Kafkowską postać zaplątaną w dziwną intrygę ocierającą się o szaleństwo. W dodatku (sugeruje to tytuł, więc mogę o tym napisać) akcja książki wymyka się teraźniejszości i zaczyna sięgać w głębokie mroki przeszłości, a to jeszcze bardziej z kryminalnego przesuwa akcent książki na całkiem inny dotyczący winy i odpowiedzialności oraz na sam mechanizm wpływania przez czas na ludzką psychikę. Niby taka wątła, krótka powieść, a tu taka niespodzianka. Dlatego samo rozwiązanie zagadki (zamknąć oczy i zatkać uszy!), nieco zbyt uproszczone, nie należy uznać za najistotniejsze dla fabuły książki; jest tylko pomocnicze w obliczu drugiego dna. Fascynująca jest postać anonimowego kapitana. Jest to samotna jednostka o określonej świadomości swego stanu wewnętrznego oraz swoich punktów stycznych ze światem, w którym egzystuje. Dręczy go poczucie (znowu ten wątek) przemijania czasu, starzenia się, odsuwania na boczny tor i perspektywy niedalekiej emerytury, czyli przejścia w stan nieprzydatności. Postać kapitana jest nakreślona jako bardzo ludzka, pełna wątpliwości, podszyta niepewnością, co wpływa na śledztwo, które prowadzi. Lembowicz z perfidią podkreśla jeszcze bardziej stan wewnętrzny kapitana, podsuwając mu jako pomocnika w śledztwie młodego chorążego. Z jednej strony kapitan pyszni się swoim — ale tylko przed samym sobą — doświadczeniem, z drugiej podziwia z zazdrością energię i młodzieńczość partnera, ale z trzeciej stara się — nieświadomie — odgrywać rolę mentora. Książka została napisana w pierwszej osobie (liczby pojedynczej rzecz jasna hehe), więc wszystko widzimy z perspektywy kapitana; daje to Lembowiczowi możliwość przedstawienia wewnętrznych rozterek bohatera, który jest nie tylko człowiekiem cały czas myślącym, ale osobą emocjonalną, odczuwającą. To chyba tyle z mojej strony, a żeby dowiedzieć się, kto zabił, książkę trzeba przeczytać samemu. Miłej lektury.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz