wtorek, 6 lutego 2018

Milena Jesenská „Ponad nasze siły. Czesi, Żydzi i Niemcy. Wybór publicystyki z lat 1937-1939”

      Milena Jesenská znana jest obecnie z kilku różnych życiowych ról, ale z tej jednej, którą odgrywała przez niemal całe swe dorosłe życie, tak naprawdę nie jest znana. To znaczy, że każdy wie o jej zawodzie dziennikarki i związkach z praskimi gazetami, ale niewielu czytało jej artykuły. I oto wreszcie w formie książki pojawił się zbiór publicystyki Jesenskiej przetłumaczony na język polski. Od razu należy zaznaczyć, że jest to schyłkowa twórczość dziennikarki, a dodatkowo polski przekład jest tylko wyborem wydania czeskiego z 1997 roku. Trzeba się cieszyć z tego, co mamy, od czasu bowiem ukazania się w Polsce tekstów Jesenskiej w 2003 roku, „Ponad nasze siły” do dzisiaj pozostaje jedyną książką tej autorki wydaną w naszym kraju.
      Najistotniejszym tematem reportaży Jesenskiej są aktualne wydarzenia oraz ich skutki, dokonane bądź przyszłe (przewidywane). Krótko mówiąc, Milena pisze o polityce. Zapewne zastanawiacie się, czy kobieta może ciekawie, zajmująco pisać o polityce? Odpowiedź jest prosta i brzmi: oczywiście, że tak! Teksty Mileny Jesenskiej czyta się niczym relacje z wydarzeń, wzbogacone o punkt widzenia autorki i współczucie, jakim autorka obdarza emigrantów. 
      Reportaże zamieszczone są w książce chronologicznie, więc ich lektura obejmuje kolejne ważne wydarzenia polityczne, niepokoje w Kraju Sudetów, konferencję w Monachium, zajęcie Sudetenland, a następnie reszty Czechosłowacji przez hitlerowskie wojska. Ostatnie reportaże dotyczą odnalezienia się narodu czeskiego w nowo zaistniałej sytuacji. Kiedy Niemcy wkraczali do Czechosłowacji, broniący kraju żołnierze nie oddali nawet strzału; rada na przetrwanie okupacji jest podobna do postawy żołnierzy — należy robić swoje, zająć się przede wszystkim pracą i hodować w sobie dumę, że jest się Czechem. W ostatnim artykule Jesenská zastanawia się,  czym zajmą się zdemobilizowani żołnierze. Gdyby nie to, że opisywane zdarzenia  autentyczne, moglibyśmy mówić o czeskim humorze w przypadku przekwalifikowania się oficerów w rolników.
      Dramaturgia książki jest zgodna z opisywanymi wydarzeniami. Reportaże z Kraju Sudetów oraz dotyczące emigrantów z Niemiec noszą w sobie spore zasoby niepokoju. Groźba sytuacji sama w sobie budzi lęk; opisy prześladowań przeciwników przyłączenia Sudetenlandu do III Rzeszy budzą grozę. Do nieprzyjemnych należą także reportaże zajmujące się beznadziejnym losem uciekinierów z Niemiec. Objęci zakazem pracy, otrzymujący groszowe zapomogi i skąpe posiłki, nie mają szans na przyszłość i tkwią w marazmie, w beznadziei. Czytelnik ma wrażenie, że znalazł się w niebezpiecznej krainie, w której czai się zło, a nieprzewidywalny atak może nastąpić z którejkolwiek strony. Artykuły z września 1938 roku są już pełne dramatyzmu. Ludzie wychodzą na ulice, nad nimi wisi groźba wojny, w Monachium podpisywany jest zdradliwy dokument, Niemcy wkraczają do kraju Sudetów, nowa fala emigrantów, w końcu marsz wojsk niemieckich na Pragę w marcu 1939 roku. Potem napięcie opada i Jesenská w swoich tekstach zaczyna nawoływać do pracy u podstaw, bo przecież przypomina to postawę naszych pozytywistów. Cztery teksty wyłamują się tematycznie. Pierwszy z nich dotyczy czeskiej partii komunistycznej po jej rozwiązaniu, drugi propagandy sowieckiej przez radio, trzeci opisuje ostatnie chwile życia Karela Čapkaczwarty — najbardziej filozoficzny — traktuje o chwalebnej postawie stania w miejscu.
      Zaznaczyć należy, że styl Jesenskiej jest bardzo klarowny, rzeczowy. Pisarka unika wielkich i szumnych słów. Sama zresztą pisze, że z tymi słowami na ustach wyrządzono już zbyt wiele zła. Sporadycznie decyduje się na metafory, lubuje się bardziej w rzeczowych opisach, chociaż zdarza się jej uzyskać czasem ton liryczny. Na pierwszy rzut oka tematy reportaży są same w sobie bardziej bolesne i palące, niż wynika to z tonu, jakim operuje Milena Jesenská. Ktoś przyzwyczajony do tonacji reportaży Swietłany Aleksijewicz może się zdziwić, czytając reportaże Jesenskiej. Pani Milena nie wyciska z czytelnika łez, bardziej apelując do wyobraźni, niż do uczuć. Jej artykuły pisane są zawsze w jakiejś sprawie, stoją na konkretnym stanowisku, które jest zawsze jasno określone, mimo że nigdy nie zostaje konkretnie nazwane. Owo stanowisko to humanitaryzm, zrozumienie, pomoc, udzielenie głosu bezradnym. Jesenská jest zawsze szlachetna i to jest piękne w jej reportażach. Człowiek stoi u niej w centrum zainteresowań. Jeden ze swoich reportaży kończy znamiennymi słowami: „Czy naprawdę kiedyś państwa będą się rozumiały między sobą tak, jak rozumieją się poszczególni ludzie? Czy padną granice między krajami, tak jak padają w kontaktach między ludźmi? Jak pięknie byłoby tego dożyć”.
      Niestety, w listopadzie 1939 roku Milena Jesenská zostaje aresztowana i ostatecznie trafiła do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, gdzie zmarła w maju 1944 roku. Świadomość, że czytelnik ma przed sobą ostatnie teksty wolnej kobiety, że każdy kolejny artykuł, każda następna data publikacji przybliża autorkę do końca, przed którym w swoich artykułach przestrzega, nadaje nowy wymiar reportażom Jesenskiej. Wymiar tragizmu i nieuchronności Losu. Książkę kończy dodatek z czerwca 1924 roku. Jest to nekrolog, jaki Milena Jesenská napisała po śmierci jej dawnego adoratora, człowieka, w którym wzbudziła miłość, którego pozbawiła lęku i któremu mogła odmienić całe życie, gdyby w odpowiednim czasie porzuciła dla niego męża-kobieciarza. Chodzi oczywiście o dr. Franza Kafkę. Milena pisze o nim z wielką przenikliwością, z ogromnym zrozumieniem i, mimo iż ów dodatek pozornie nie przystaje do tematyki reszty książki, stanowi jednak idealne podsumowanie; łączy bowiem ze sobą dwoje ludzi, nad których losem nieustannie czuwała bogini Ananke, równie nieuchronna, jak nieuchronne były prorocze wizje Kafki, które, gdy urzeczywistniły się, przyniosły koniec jego muzie, Milenie.
      
Warto przeczytać tę książkę, warto poznać teksty Mileny Jesenskiej. Znajdziecie w nich tę atmosferę konkretnego wycinka czasu, której trudno szukać gdzie indziej. Znamy bowiem niewiele książek opowiadających o tamtych czasach, o fermencie panującym w Czechosłowacji tuż przed wojną. Mnie na myśl przychodzą jedynie fragmenty Obsługiwałem angielskiego króla Hrabala, ale to przecież proza o całkiem innym nastroju. „Ponad nasze siły” jest książką bogatszą, pełniejszą w fakty. Jest o wiele bardziej precyzyjna i bliska prawdzie. Bardzo polecam.