sobota, 24 lutego 2018

Marcin Wicha „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”

      Kiedy ktoś odchodzi, cos po nim pozostaje, to wszystko, co gromadził przez swoje życie. Zostają po nim miejsca i rzeczy, świadomość pamiętających go osób, rzeczy, z którymi obcował. Kiedy ktoś odchodzi, przekracza próg i niknie, ktoś go wspomni, ktoś o nim pomyśli. Ktoś go pożałuje, komuś będzie go brakować. Znajomi będą smutni, jakiś czas, bo trzeba dalej żyć, przez chwilę, przez ułamek wieczności. Dla jednych ten, kto odchodzi, będzie kimś dalszym lub bliższym, człowiekiem, którego spotkał na swojej drodze. Będą też ludzie, dla których strata stanie się ogromną wyrwą, czymś definitywnie niepowetowanym. Będzie to rana, która siłę wprawdzie kiedyś zabliźni, ale nigdy nie zniknie, pozostanie na zawsze. Po jakimś czasie złagodzi się ból, na myśl o tej osobie, ale zawsze myśli o niej wzbudzać już będzie smutek i nostalgię, wspomnienie. Wspomnienie osoby wywołać mogą sytuacje, w których kiedyś z nią się znalazło, a teraz jej nie ma, albo przedmioty, które po tej osobie pozostały, właściwie już nie przedmioty, ale pamiątki, artefakty, święte rzeczy pozostałe po najbliższych.
      Marcin Wicha, po pożegnaniu ojca, w podobny sposób żegna matkę — pisze o niej książkę. Punktem wyjścia dla tej książki-wspomnienia są porządki, które autor robi pośród rzeczy pozostawionych przez matkę. Musi zdecydować, co zostawi, a co wyrzuci. I w trakcie podejmowania decyzji rzeczy ożywają albo wywołują wspomnienia. Jest to książką przejmująca, piękna w swej wymowie, w ludzkim ujęciu, pozbawiona brązu, daleka od rzeźbienia pomnika. Ów brak idealizowania jest w niej szczególnie wartościowy, gdyż to, co ludzkie, jest nam przecież bardziej swojskie, niż to, co postawione na cokole. Rzeczy matki w jakiś tajemniczy sposób pokonują śmierć, na chwilę wprawdzie, ale mają taka moc. Bo żyjemy nie tylko do czasu, kiedy umrzemy, ale żyjemy aż do chwili, kiedy ktoś nas jeszcze pamięta. Kiedy nie będzie na świecie nikogo, kto nas znał i kto może sobie przypomnieć chwile z nami związane, wtedy umrzemy definitywnie, naprawdę, na wieki, ostatecznie. Książki i piosenki stracą cząstkę nas, wkradnie się pomiędzy nas obcość i chociaż wszystko zmierza do tego samego końca, to my okazujemy większa kruchość, mniejsza podatność na upływ czasu, większa bezbronność, mniejszą odporność na przeznaczenie.
      Polecam tę małą książkę o miłości i śmierci, o przywiązaniu do matki, o wspominaniu, o godzeniu się z koniecznością, o przemijalności świata i ludzi.