wtorek, 15 września 2015

Książki, książki, książki...



















Książki, które w jakiś sposób odmieniły moje życie:

"Mieć czy być" Fromma - uzmysłowiła mi, po której jestem stronie; "Listy do Felicji" Kafki - pokazała mi całkowicie świadomego człowieka i pisarza jednocześnie, co wpłynęło na moje postrzeganie ludzi i pisarzy ("Dzienniki" też można tu podać jako przykład); "Podróż na wschód" Hessego - książka która uczy, że nie należy zapominać, kim się jest; "Ferdydurke" Gombrowicza - doskonałe wprowadzenie w awangardę, surrealizm, groteskę, czyli w nowoczesną literaturę zanim jeszcze Beckett i Ionesco stali się sławni; "Elegie Duinejskie" Rilkego - uratowała mnie przed banalną literaturą o niczym; autobiograficzna trylogia Canettiego - pokazała mi, jak wnikliwie i z pokorą obserwować świat, ludzi oraz wydarzenia; "Archipelag GUŁag" Sołżenicyna, "Mój wiek" Wata i "Nadzieja w beznadziei" Nadieżdy Mandelsztam - nauczyły mnie, że świat jest okrutny i bezwzględny, ale trzeba w nim jakoś przetrwać (także "Biesy" Dostojewskiego); trylogia podróżnicza Zbigniewa Herberta - nauczyła mnie, że wszędzie znajduje się coś ciekawego do zobaczenia, zawsze pozostaje ślad minionych wieków i sztuka jest wszędzie; Bruno Schulz - dał mi bezcenną wskazówkę, że warto być ortodoksyjnym i nie warto chodzić na kompromisy, że prawdziwa sztuka nie jest tworzona na pokaz, dla pieniędzy i pod czytelnika, ale powstaje z wewnętrznej potrzeby; "Przesłanie pana Cogito" Herberta - komentarz zbędny.