czwartek, 1 kwietnia 2010

68. "Babel" (2006)















"Babel", reż. Alejandro González Iñárritu (Francja, Meksyk, usa, 2006). Akcja filmu rozszczepiona jest na trzy wątki. W Maroku para uesańskich turystów próbuje wyciszyć się po stracie dziecka, w usa meksykańska opiekunka wybiera się do Meksyku na ślub swego syna, a w Japonii głuchoniema dziweczyna szuka akceptacji w swoim otoczeniu.
Bardzo dobre kino. Świetna fotografia, muzyka, gra aktorów, budowanie napięcia, splatanie wątków w przyczynowo-skutkową całość. Do tego pesymistyczna wymowa o kondycji współczesności, samotności człowieka, jego nikłości. Reżyser porzucił pseudo teorie o wadze duszy i zaraz wyszło mu to na dobre; aż trudno uwierzyć, że ten sam człowiek nakręcił oba filmy - "Babel" i ileś tam gramów.
Myślę, że w tym filmie ogromną rolę odgrywa ślepy traf i pod tym względem (a także pod względem formy) "Babel" koreluje (albo przynajmniej odnosi się) z "Przypadkiem" Kieślowskiego. Dwa wątki (meksykański i japoński) mają konstrukcję od wesela do pogrzebu, oczywiście metaforycznie. marokański wątek zaczyna się od pogrzebu i zmierza - mimo wszystko - do szczęśliwego zakończenia (oczywiście to szczęśliwe zakończenie odnosi się jedynie do historii uesańskich turystów). Tematem splatającym wszystkie wątki - oprócz przypadku - jest rodzina. Zakończenie filmu sugeruje, że porozumienie jest możliwe, ale trzeba się spieszyć, bo wciąż znajdujemy się na krawędzi...