środa, 13 lutego 2008

1. "Miss Mend" (1926)



"Miss Mend", reż. Fjodor Otsep, ZSRR 1926. Prawie 4 i pół godzinny film sensacyjny, podzielony na 3 części. Przeczytałem gdzieś, że ten film pełen jest propagandy. Cóż, musi to być bardzo subtelna propaganda, na pewno nie tak kłująca w oczy, jak na przykład w "Chjortowo koleso" Grigorija Kozintcewa i Leonida Trauberga też z 1926 roku. Pierwsza i druga część "Miss Mend" rozgrywa się w Londynie, gdzie Arthur Storn (Iwan Kowal-Samborski) ratuje tytułową pannę Vivian Mend (Natalia Glan) przed policją. Panna Mend wstawiła się za strajkującym robotnikiem i wpadła w sam środek strajku. Świadkami całego zajścia (z zamieszkami robotnicy-policja włącznie) było trzech reporterów, którzy zainteresowani jej postawą, postanawiają dowiedzieć się o Vivian czegoś bliższego. Wszyscy oni zadurzają się w Vivian. Tymczasem Vivian zostaje odwieziona do domu przez Storna, ten bawi się z jej kilkuletnim synkiem. W największym skrócie: Storn okazuje się być zaplątany w intrygę sfałszowania testamentu. Pieniądze pozyskane w ten sposób maja posłużyć tajemnej organizacji na przeprowadzenie ataku biologicznego na ZSRR. Trójka reporterów i panna Mend będą starali się temu zapobiec. Nie uważam tego za jakąkolwiek propagandę, bo po pierwsze i Bond i superman też ratowali swoje kraje, a po drugie ZSRR w tym przypadku ratują obywatele angielscy. Trzecia część filmu rozgrywa sie w Leningradzie. Tu dopiero widać nędzę, obskurne knajpy, żałośnie ubranych ludzi, umorusane dzieci ulicy... Dziś zresztą nikt chyba nie zwraca uwagi na niedociągnięcia, niekonsekwencje i absurdy na ekranie, gdyż kino z Hollywood na tym się głównie opiera (a także na pazernej, pozbawionej skrupułów chęci zysku); dlatego nikt chyba nie potraktuje nawet najwyraźniejszej agitacji w filmie sprzed 80-ciu lat poważnie, prawda? Na te filmy należy patrzeć z przymrużeniem oka. I nie przegapić tego, co najciekawsze: obrazu nieistniejącego już świata. Patrzy się na ówczesny Leningrad tak samo, jak patrzyłoby się na film z początku wieku, pokazujący nasze rodzinne strony - żadne z tych miejsc już nie istnieje w swojej dawnej postaci (ulicami nie jeżdżą już także takie fajne dostojne samochody). Obraz minionego czasu jest dla mnie najbardziej interesujący. Film Otsepa nie stroni od plenerów. Dlatego można zobaczyć w nim, jak wyglądały na przykład drewniane chodniki. Takich ciekawostek jest wiele. Nie można też zbyt poważnie traktować filmu "Miss Mend", ponieważ fabuła zbudowana jest na wielu nieprawdopodobieństwach. Dla przykładu: panna Mend pod koniec pierwszej części zostaje na molo uderzona w głowę przez opryszka, który wrzuca ją do wody. Na początku drugiej części okazuje się, że cała reporterska trójka akurat łowi w pobliżu ryby; widząc jak wpada do wody, rzucają się jej na ratunek. Po obejrzeniu filmu można powiedzieć: świat jest jednak mały, skoro Anglicy w nie małym przecież Leningradzie wciąż wpadają na ukrywających sie przecież członków organizacji, a panna Mend cały czas ma szczęście "przypadkowo" spotykać Arthura Storna. W sowieckiej rzeczywistości mamy przedstawioną zatem sporą dawkę czegoś, co nie sposób nazwać inaczej niż przeznaczeniem. Tak czy owak, nie przypisuję filmowi Otsepa czegoś, czego prawdopodobnie nie posiada; intryga filmu jest po prostu niezbyt logiczna, ale to znów może świadczyć o guście ówczesnego widza, któremu podobnie jak dzisiejszemu, nie przeszkadzają niedociągnięcia w scenariuszu. Czyli wychodzi na to że, widz - oglądając w 1926 roku film Otsepa - patrzył jednak pobłażliwie na nieprawdopodobieństwa, ponieważ magia kina nie zna granic i barier - i świetnie się po prostu bawił? Wydaje mi się, że tak. Nie należy także zapominać, że film "Miss Mend" powstał w okresie Nowej Polityki Ekonomicznej (новая экономическая политика, NEP). Niech każdy zresztą myśli jak chce, mnie się podobało. (Film widziałem na włoskim kanale RAI Edu, a że nie rozumiem włoskiego, więc wicie-rozumicie, wszystkiego w nim nie zrozumiałem; moja niewiedza nie przeszkodziła mi absolutnie w cieszeniu się z obcowania z zapomnianą sztuką i z poznawania).