Jak ja lubię to stare kino z okresu klasycznego, chyba coraz bardziej. Zawsze prosty i czytelny przekaz, fabuła uporządkowana w konwencję, ale nic z nudy, brak epatowania i szokowania (chociaż jest scena, w której żona wchodzi pod prysznic do męża i co z tego, ze pokazane są tylko drzwi łazienki, skoro każdy człowiek ma do dyspozycji wyobraźnie?). Jest to komedia muzyczna, więc mamy sporo piosenek i na końcu wystawną choreografię. Ambitny kompozytor próbuje napisać operę, podczas gdy jego żona jest wokalistką i pianistką w kobiecym jazz-bandzie Wróbelki. Nie trzeba dodawać, że opera przynosi klapę, za to Wróbelki mają się wyśmienicie. Film o miłości, radości, jaką niesie muzyka. Należy jeszcze dodać, że w filmie, który został nakręcony w czasie wojny w III Rzeszy pojawia się tylko raz w tramwaju umundurowany żołnierz i na sam koniec jest aluzja do zaciemnienia, to wszystko; film jest całkowicie apolityczny. Takie są zresztą z grubsza wszystkie filmy Helmuat Käutnera nakręcone w okresie wojny, które znam. Apogeum tego jest nakręcony w ostatnich dniach wojny w oblężonym i bombardowanym Berlinie film "Pod mostami", w którym trudno doszukiwać się jakichkolwiek oznak okoliczności, w których był kręcony...
"Wir machen Musik", reż Helmut Käutner (Niemcy, 1942)
piątek, 17 lipca 2020
niedziela, 5 lipca 2020
Diagnoza
Literatura współczesna upadła już tak nisko, że coś takiego jak "Małe życie" uważane jest za objawienie, większość czytelników nie jest obecnie w stanie - o czym dobitnie świadczą grupy książkowe - przeczytać ambitnej książki, wyłączone jest myślenie, no czyta się na akord, nie ma porównania do książek porządnie napisanych, bo te w komercyjnych kręgach prawie nie istnieją w świadomości czytelnika, blogerzy nie tkną książki z antykwariatu nawet palcem, większość czyta do znudzenia jedno i to samo, książki napisane kilka dekad temu, z wyjątkiem kilku nazwisk, są odrzucane na starcie, argument, że czytanie ma dawać przyjemność i drugi, że odprężać mają definitywnie zamykać usta tym, którzy uważają, że przy czytaniu trzeba myśleć. Jest źle, jest bardzo źle. I wcale nie jest prawdą, że w kraju, w którym prawie nikt nie czyta książek, dobrze jest już czytać cokolwiek. Lepiej już nie czytać wcale, niż czytać bzdury. A, i ludzką wrażliwość na przemoc też jest jakoś bardziej tolerancyjna, to znaczy przestaję być wrażliwością. Ewidentne bzdury nie wzbudzają protestu, a kiedy autor traktuje czytelnika jak idiotę, tłumacząc mu łopatologicznie uznane elementarne fakty znane każdemu wykształconemu człowiekowi, nie wzbudza to protestu, to znaczy że nie ma świadomości, że autor traktuje czytelnika niewłaściwie, czyli czytelnik sam siebie nie szanuje, więc powracamy do punktu wyjścia, do braku refleksji w trakcie lektury.
sobota, 4 lipca 2020
165. "Jo ieško" (1980)
Awangardowy film Artūrasa Barysysa, litewskiego filmowca i muzyka. Film jest na pewno niewygodny dla sowieckich władz, chociaż jest raczej apolityczny. W Internecie nie można za bardzo znaleźć informacji, czy film był wyświetlany gdziekolwiek, raczej chodzi o kina studyjne, bo w normalnych kinach raczej nie miał na to szans. Jednak czy to film całkowicie apolityczny? Na mieście pojawiają się listy gończe; poszukiwany jest mężczyzna z długimi kręconymi włosami, z wąsami, brodą, wysoki, szczupły. Nie ma jasnego wyjaśnienia, dlaczego jest ścigany. W każdym razie zgadzają się długie na 50 cm włosy i opis. Poszukiwaną postać gra Barysas. Po przeczytaniu listu gończego w męskiej toalecie miejskiej goli on wąsy i brodę oraz przebiera się za dziewczynę. Film jest groteską pozbawioną w dialogi, w zamian okraszoną wyśmienitą ścieżką dźwiękową, w której litewski outlaw w kobiecym przebraniu doznaje wielu przygód; jest podrywany, oskarżony o przywłaszczenie pieniędzy, uczestniczy w szalonej imprezie, zatrudnia się jako pomoc domowa, bije się w parku napastującym go seksualnie typem, wreszcie trafia na śmietnik jako śmieć, co ma na pewno symboliczną wymowę. "Jo ieško" obfituje w sporo wieloznaczności. Wiele w tym filmie jak na "kinematografię" sowiecką jest golizny, impreza z nagim torsem tańczącej kobiety (na stole polska Wódka Wyborowa), prostytutka obnaża pierś w parku, gospodyni zajmującą się szyciem (maszyna do szycia marki Radom) w trakcie przymiarki jest całkiem goła, nie wiedząc,ze za gospodynię ma przebranego mężczyznę. Film pokazuje też warstwy niezbyt mile widziane w ZSRR, obiboków, chuliganów, prostytutki, hipisów, leje się wódka, kradnie się pieniądze (i książki), zdarzają się pobicia. Nie jest to zatem idealny obraz kraju, w którym film został nakręcony. Sam film za to, ze posłużę się grą słowną, nakręcił mnie do poznania innych dokonań Artūrasa Barysasa. Jak wiadomo, czuję tożsamość z buntownikami i szanuję oryginalność oraz nonkonformizm.
Artūras Barysas za kamerą
Na jednej z nielicznych stron internetowych, na których można przeczytać jakiekolwiek informacje o Barysasie znalazłam taką krótką notkę:
Artūras Barysas, lub Baras - kontrowersyjny twórca, buntownik, wizjoner, iluzjonista, skandalista, reżyser, muzyk, malarz, aktor… magik. Według Algimantasa Lyvy, postrzegającego świat w podobny sposób, kamera filmowa Artūrasa Barysasa zamieniła się w okno w nowy, spadzisty świat. Ale najbardziej paradoksalną rzeczą jest to, że Bar celowo nie oferując żadnego pozytywnego rozwiązania, stworzył nową banalność, bezsensowność, maskę i uśmiech. Bar zawsze lubił przeciwstawiać się wszystkim, nawet sobie. Szedł ciemnym korytarzem, każdą klatką filmu, jakby zamykał drzwi, aby nikt nie mógł wejść, wtargnąć do jego wewnętrznego świata. Ale dokładna kamera utorowała drogę nowym przestrzeniom wyrazu. Odkryj coś nowego, bez względu na wszystko, otwieraj drzwi, wybij słodkie, „fałszywe” witraże rzeczywistości, zerwij piękną maskę ułudy. (1)
Myślę, że powyższy cytat doskonale charakteryzuje sylwetkę reżysera, której cechy łatwo można odszukać się w filmie. Sam zresztą w udzielonym przez siebie wywiadzie (2), do którego także udało mi się dogrzebać, Barysas wyznaje, ze film "Jo ieško" jest mu najbliższy. Zachęcam do skopiowania tekstu wywiadu i przetłumaczenia go w Google Tłumaczu, co wychodzi w tym przypadku całkiem przyzwoicie. Zachęcam też do obejrzenia filmu, który znajduje się na serwisie YouTube. (3) Dziękuję za uwagę, jeżeli ktokolwiek przeczytał.
(1) Artūro Baryso antologija
(2) wywiad z A. Barysasem
(3) film
Artūras Barysas za kamerą
Na jednej z nielicznych stron internetowych, na których można przeczytać jakiekolwiek informacje o Barysasie znalazłam taką krótką notkę:
Artūras Barysas, lub Baras - kontrowersyjny twórca, buntownik, wizjoner, iluzjonista, skandalista, reżyser, muzyk, malarz, aktor… magik. Według Algimantasa Lyvy, postrzegającego świat w podobny sposób, kamera filmowa Artūrasa Barysasa zamieniła się w okno w nowy, spadzisty świat. Ale najbardziej paradoksalną rzeczą jest to, że Bar celowo nie oferując żadnego pozytywnego rozwiązania, stworzył nową banalność, bezsensowność, maskę i uśmiech. Bar zawsze lubił przeciwstawiać się wszystkim, nawet sobie. Szedł ciemnym korytarzem, każdą klatką filmu, jakby zamykał drzwi, aby nikt nie mógł wejść, wtargnąć do jego wewnętrznego świata. Ale dokładna kamera utorowała drogę nowym przestrzeniom wyrazu. Odkryj coś nowego, bez względu na wszystko, otwieraj drzwi, wybij słodkie, „fałszywe” witraże rzeczywistości, zerwij piękną maskę ułudy. (1)
Myślę, że powyższy cytat doskonale charakteryzuje sylwetkę reżysera, której cechy łatwo można odszukać się w filmie. Sam zresztą w udzielonym przez siebie wywiadzie (2), do którego także udało mi się dogrzebać, Barysas wyznaje, ze film "Jo ieško" jest mu najbliższy. Zachęcam do skopiowania tekstu wywiadu i przetłumaczenia go w Google Tłumaczu, co wychodzi w tym przypadku całkiem przyzwoicie. Zachęcam też do obejrzenia filmu, który znajduje się na serwisie YouTube. (3) Dziękuję za uwagę, jeżeli ktokolwiek przeczytał.
(1) Artūro Baryso antologija
(2) wywiad z A. Barysasem
(3) film
piątek, 3 lipca 2020
Dziś Franz Kafka miałby 137 lat. Szkoda, że żył tak krótko (mimo że oparł się hiszpance) i zostawił po sobie tak skromną spuściznę. Ale jaka to jest niesamowita twórczość! Zdania niczym labirynty, myśli wspomagane skrajnie precyzyjnymi określeniami, profetyczne wejrzenie w przyszłość, nowatorstwo formalne i fabularne. Tajemniczy świat, zarazem inspirujący i przerażający. Człowiek już nie otoczony, a osaczony światem zewnętrznym. Pasja pisania, niesamowita miłość do literatury. Pisanie to krew i życie, to powietrze, przestrzeń, świat, wreszcie przyjazny, w końcu okiełznany, twórczy, nieskończony.
środa, 24 czerwca 2020
Jarosław Kamiński "Tylko Lola"
Ciekawe ujęcie okresu historycznego o niechlubnej wymowie. Autor pokazuje jak niepozorne wydarzenie może w państwie komunistycznym zmienić losy człowieka, coś jak w "Żarcie" Kundery. Niewinna impreza i rzucone w jej trakcie nieopatrzne zdanie poruszam mechanizmy, które nie dają się łatwo zatrzymać, a co więcej, zaczynają zataczać coraz rozleglejsze kręgi. Mnie bardzo podoba się zastosowany w książce strumień świadomości; pomimo groźnie brzmiącej nazwy książkę czyta się płynnie. Może i można całą fabułę streścić w kilku słowach, ale tak można streścić i całe życie, a za tym kryją się wydarzenia, zdania, odczucia, wnioski, westchnienia, gniew, ironiczne uwagi, strach, radości, gorycz, no i ostateczność dla bohatera, czyli konsekwencje marca 1968, więc nie jest to takie proste. Nawet najprostsze wydarzenia mają przyczyny, kiedy się dzieją, wywołują emocje, refleksje i reakcje u tych, którym się dzieją, mają też swoje konsekwencje. Kamiński umiejętnie, aczkolwiek nie do końca jasno, wszystko to opisał w swojej książce.
piątek, 5 czerwca 2020
Jaume Cabré „Głosy Pamano”
Książka dobra, miejscami bardzo dobra, ale czasami też wlokąca się zbytnio. Autor stosuje wiele technik literackich jak James Joyce, akcja nie rozgrywa się chronologicznie i toczy się w dwóch okresach czasu. Wytrawny czytelnik nie będzie miał z tym problemu, bo czasem nawet w jednym akapicie mamy przeskok w przyszłość bądź w przeszłość. Tematem książki jest miłość, śmierć i dyktatura, ale wątków i postaci jest sporo i można doszukać się i innych tropów. Wątek z radiostacją w szkole według mnie mocno naciągany, ponieważ trudno uwierzyć, ze nikt się nie zorientował. Jest to niewątpliwie jedna z bardziej interesujących i oryginalnych książek współczesnych. Można psioczyć na wymyślny styl autora, ale zawsze można sobie zadać pytanie, dlaczego nie próbować szukać czegoś nowego, zamiast pisać jak większość? Forma w sztuce była zawsze istotna i niestety nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Cabré pisze o wydarzeniach z przeszłości, które zamiast zostać zapomniane, staje się po kilku dekadach czymś zupełnie niespodziewanym; a równocześnie zostają fałszywie oświetlone; czytelnik poznaje krok po kroku prawdę i przyczyny, a wszystko jest zależne od punktu patrzenia, od perspektywy, ale i od dobrej woli tych, którzy znają fakty. Jest to frapująca powieść z zagadką historyczną, która sięga do współczesności, tak samo, jak nieustannie ciągnie się w świadomości współczesnych cień faszystowskiego reżimu generała Franco. Przy okazji współcześnie toczy się, jakby inaczej, współczesne życie wypełnione współczesnymi problemami (ale czy aby niektóre z nich nie są tylko zmodyfikowaną wersją problemów z połowy lat 40-tych?) i dwie warstwy czasowe mieszają się ze sobą, przy czym przeszłość walczy o wpływ na teraźniejszość, a ta nie jest pewna, czy pragnie ingerencji przeszłości. Jak to sie wszystko połączyło i rozwiązało, tego już nie zdradzę. Zapraszam do lektury, bo to jedna z tych książek powstałych w XXI wieku, które warto z czystym sumieniem polecić.
poniedziałek, 25 maja 2020
164. "Amator" (1979)
"Amator", reż. Krzysztof Kieślowski (Polska,1979)
Cóż, wieloznaczność tego filmu powala i za każdym kolejnym seansem powstają nowe pytania. I nowe horyzonty. Ujęciu odjeżdżającego pociągu, wraz ze znikaniem maszyny odsłania krajobraz, na który składają się cztery kominy Huty Kościuszko i z prawej strony charakterystyczna kopuła neogotyckiej Poczty Polskiej w Chorzowie. To przecież obraz z mojego dzieciństwa z miasta, w którym się urodziłem! Nawet doskonale wiem, gdzie mniej więcej Kieślowski ustawił kamerę. No i kilka ujęć wcześniej estakada prowadząca do nieistniejącego już dworca w Katowicach. Mam to wryte w pamięci na zawsze. Sam film posiada co najmniej trzy warstwy jawne i jedną intertekstualną, bo to jest film o filmie. o fascynacji kinem, ale i o kontroli państwa nad obywatelem, o zmianie optyki bohatera pod wpływem jego nowego hobby, o wpływie tego na życie rodzinne, czyli jak by to nazwał Peter Watts o "ślepowidzeniu", o ludzkim dążeniu do szczęścia i o różnych sposobach jego spełnienia (dziecko-film). Czyż nie jest to też doskonała historia szkatułkowa? To przecież nie tylko film w filmie, ale temat w temacie, które spina inny temat? Nieprzypadkowo chyba tematem jednego z filmów Mosza jest fasadowość rzeczywistości (on pojmuje ją jako niegospodarność władzy), ale jest to przecież doskonały przykład na uwypuklenie pozorów, pod którymi czai się inna rzeczywistość (pachnie już Brunonem Schulzem, prawda?). A jest to przedstawione w najprostszy z możliwych sposób w metaforycznej scenie, w której Mosz filmuje wspaniale odnowiona fasadę budynku i nie wyłączając kamery, przechodzi przez klatkę schodową kamienicy na jej obskurne zaplecze. To jest genialne w swej prostocie, czysta poezja. Filip Mosz grany doskonale przez Jerzego Stuhra jest postacią rozdartą i tragiczną, wręcz Szekspirowską, bo przecież do jego przegranej przyczyniła się nie tylko polityka, z która Mosz zadarł, ale żona, która miała całkiem inne oczekiwania od życia. Tu też ukrywa się dysonans postaw: bezpieczeństwo i, jak mówi o tym Irena, żona Filipa, spokój kontra działanie, które niesie z sobą niepewność. Mosz przecież chciał pokazywać życie takim jakie jest, bez upiększeń, a to nie było w smak uosabiającej władzę dyrekcji, która nie chciała pokazać niczego, co źle by świadczyło o niej samej. Jest to oczywista aluzja polityczna, dzisiaj niezwykle czytelna, i aż dziw bierze, że wówczas cenzor to puścił. Mosz zaczyna odnosić gorzkie sukcesy, gorzkie w kontekście ich późniejszych konsekwencji. To jeszcze jeden wspaniały wątek, który prowadzi do przebudzenia Mosza i obudzenia w nim ludzkiej wrażliwości. Dyrektor za niepoprawność polityczną Mosza postanawia zwolnić z pracy jego kierownika Stanisława Osucha; to jest dla Filipa jak uderzenie młotem w głowę i powoduje przejrzenie na oczy. Jest już wprawdzie za późno, żeby cokolwiek uratować, ale nigdy nie jest za późno, żeby zacząć od nowa. To w konsekwencji prowadzi do słynnej sceny końcowej, w której Mosz kieruje obiektyw kamery na samego siebie.
Zapewne kiedy znowu po jakimś czasie obejrzę "Amatora", odkryję w nim cos nowego, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.
niedziela, 24 maja 2020
163. "Dziewczęta w mundurkach" (1931)

Tuż obok koszar, z których dobierają dźwięki marszowej muzyki, znajduje się pensja dla dziewcząt, która niewiele różni się od koszar. Prowadzi ją surowa, despotyczna kobieta, wszystkie dziewczęta podlegają srogim rygorom i ostrym zasadom, których złamanie grozi nieprzyjemnymi konsekwencjami. Dziewczętami są jednak nastolatki, którym nie w głowie dawać ustawić się bez szemrania w szeregu. Do pensji trafia wrażliwa Manuela. Pomiędzy nią, a nauczycielka panną von Bernburg rodzi się emocja, cos zaczyna iskrzyć. Nie, nic jawnego, tylko sugestia, ale czyż sugestia nie potrafi być silniejsza od dosłowności? W każdym razie ich zakazana elektryczność stanowi groźbę wysadzenia systemu od wewnątrz, jest jawną (chociaż skryta) niesubordynacja wobec koszarowych rygorów pensjonatu. Film powstał pod koniec Republiki Weimarskiej i kto wie, czy piętnowanie żołnierskiego drylu nie jest po prostu zapowiedzią nadchodzących czasów. Bez wątpienia film opowiada o ludziach uwięzionych w szponach drastycznych zasad i powinności, a że są to 14-letnie małe kobietki, tym bardziej jest to sytuacja szokująca. W latach 50-tych powstał remake z Romy Schneider, ale wówczas film pozbawiony był już kontekstu politycznego. Warto obejrzeć oryginał, ponieważ jest to bardzo dobry film, opowiadający o izolacji, kontroli i przymusie. Kiedy Manuela przybywa do pensji, odebrano jej cywilne ubranie i zastąpiono mundurkiem. Przy rozpakowaniu zarekwirowano książki, które były zabronione podobnie jak pieniądze. Wszystkie musiały być ubrane tak samo. Dziewczęta nie dojadały, ale nie mogły poskarżyć się rodzinie, ponieważ ich korespondencja była cenzurowana. Czy to Wam czegoś nie przypomina? Właśnie, właśnie tak, to totalitaryzm. Tak w każdym razie dziś można odczytywać ten film, może nie aż tak dosłownie, ale jednak ze wskazaniem na tych, którzy byli wrogami wolności.
niedziela, 12 kwietnia 2020
162. "Szanghajski dokument" (1928)
"Шанхайский документ", reż. Jakow Blioch (ZSRR, 1928)Jak przystało na sowiecki film, pełno w nim zakłamań i propagandy (a raczej przejaskrawień, bo trudno powiedzieć, ze nie było społecznej niesprawiedliwości). Dokument zaczyna się w szanghajskim porcie, gdzie trwa ruch okrętów, załadunek, wyładunek (podkreślenie ciężkiej pracy), podczas gdy amerykańscy turyści bawią się na łodziach motorowych, na których chłodzą się trunki. Potem film przechodzi na stały ląd i na przemian ukazuje trud pracy, koloryt miasta i kontrast z życiem elit. Następnie mamy dosyć przykre w oglądaniu ujęcia egzekucji, co ma przypomnieć o kotłowaninie poglądów politycznych i jawnej niesprawiedliwości ukazanej w nowym aspekcie. Nie jest nowością, że sowieci stosowali u siebie tak samo drakońskie metody, w filmie je jednak - co jest wymowne - krytykują. Ten niespełna godzinny film dokumentalny kończy się scenami buntu robotników i rewolucjonistów przeciw władzy i kapitalistom, nie pokazuje jednak tego, że była to udana rozprawa rządu z przeciwnikami ideologicznymi. Zielony Gang w 1927 roku krwawo rozprawił się z komunistami, podczas gdy film przedstawia przegranych jako masę powstającą i posiadającą inicjatywę, zaś przez niedopowiedzenie końca widz odnosi wrażenie przedstawienia początkowej fazy burzenia się ludu, które to poczucie jeszcze wzmagają odpowiednio ułożone napisy, podczas gdy w dniu premiery filmu (1 maja 1928) sprawa była już przegrana. Wiedząc to wszystko, film ogląda się z zawartym tchem i z ogromnym zainteresowaniem, gdyż wszelka manipulacja budzi zainteresowanie, a odgadywanie jej metod i celów jest zawsze interesujące, podobne do rozgryzania ciekawej łamigłówki. Obok propagandy i przekłamań film obrazuje życie wielkiego miasta i żyjących w nim ludzi, pokazuje pracę, rozrywkę, port, ludzi których już nie ma. Podczas sekwencji schodzenie pasażerów z okrętu na ląd, usiłowałem szybko policzyć, ile mają/mieliby dziś lat te niemowlęta znoszone trapem na rękach rodziców. Albo w punkcie widokowym na miasto ten po europejsku ubrany w garnitur z muszką młody elegancik z wąsikiem, w słomkowym kapeluszem i z aparatem fotograficznym. Już na pewno nie żyje, a na filmie jest taki witalny. To jest wielką siłą tych starych filmów, pokazywanie życia sprzed lat. Dla mnie to jest zawsze niezwykłe; mogę nawet oglądać przez godzinę turbiny kręcące się u Wiertowa, bo wiem, ze one się teraz już nie kręcą i jestem świadkiem tego wyjątkowego momentu, kiedy były jeszcze "żywe". I zawsze myślę sobie, dlaczego ci ludzie nie mają/nie mieli szansy zobaczyć i rozpoznać siebie sprzed już prawie wieku? Co by sobie wtedy pomyśleli? Co by poczuli?
środa, 25 marca 2020
Sándor Márai „Dziennik 1943-1948”
Czego nie ma w tej bogatej książce? Jest historia, jest faszyzm, okupacja sowietów, formowanie się węgierskiego stalinizmu, jest emigracja. Wszystko to obserwuje pisarz i człowiek, więc mamy spostrzeżenia z perspektywy autora i z perspektywy męża i ojczyma. Jest literatura i jest radość z życia, z ładnej pogody, z narodzin wiosny, z butelki wina, z przedpołudnia spędzonego na pływalni i jest groza, kiedy Márai ogląda ruiny zbombardowanego Budapesztu i kiedy nowa komunistyczna władza uniemożliwia mu utrzymywanie się z pisania, ponieważ Márai staje się twórcą niemiłym moskiewskim sługusom. Książka jest pełna trafnych spostrzeżeń, obserwacji, przemyśleń; Márai posiada niezwykły talent zwięzłego, aforystycznego wręcz ujmowania swoich myśli, trafnego doboru słów, ten walor czyni z "Dziennika" fascynującą lekturę. Książka ta to także zapis zmagań i skłębionych dylematów humanisty, który tkwi w okach kilku cyklonów: węgierskiego faszyzmu, hitlerowskiego po inwazji Niemiec na Węgry, sowieckiego "wyzwolenia"i w końcu stalinizmu. Ten ostatni cyklon pozbawił Máraia wszelkich nadziei na egzystencję w ojczyźnie i zmusił go do wyjazdu na stałe za granicę. Do Węgier Márai nigdy więcej już nie powrócił. Dziennik jest świadectwem tego ostatniego okresu pobytu pisarza w swoim kraju. Dla mnie ze względu na walory literackie i celność obserwacji ta książka jest po prostu piękna.
niedziela, 22 marca 2020
Marta Mazuś "Historie dziwnych samotności"
Napisana nieco suchym, a może raczej bardzo konkretnym, wyzbytym z niepotrzebnych ozdobników językiem książka to ciekawy fabularyzowany zbiór reportaży. Po pewnym czasie zapomina się o stylu, bo zostaje się wciągniętym w fabułę. Autorka opowiada o różnych kolejach losu swoich bohaterów w sposób symultaniczny, a konkretnie historia matki Darka jest osią poprzecinana kilkoma innymi historiami, ale nie od razu czytelnik to odgaduje. Wszystkich bohaterów łączy tytułowe poczucie samotności, które jednak nie jest jednolite. Każda samotność posiada inne natężenie i odmienne przyczyny. Czasem bohater jest sam sobie winny, a czasem samotność nad nim ciąży. Książka Marty Mazuś posiada też wiele krytycznych uszczypliwości na temat życia społecznego, administracyjnych układów, no i oczywiście wymierzonych w politykę oraz w odciśnięte przez nią piętna w życiu jednostek. Przede wszystkim Mazuś przedstawia pokręcone losy swoich bohaterów, starając się o zrozumienie, wyjaśnienie przyczyn, o analizę psychiki, uwypuklenie wpływów. Jest to książka napisana - to moim zdaniem należy podkreślić - z miłością do ludzi, którzy są inni, którzy nie potrafią stanowić integralnej części społeczeństwa, którzy zawsze się od niego różnią, nie czują się w nim komfortowo i często nie wiedzą, jak mają nazwać swój stan. Ale nie jest to książka o nieudacznikach. Bohaterowie Mazuś mają swe pasje, cele, szukają zmian, nie poddają się. Najlepsze opowiadania według mnie to "Piękna i bestia" oraz "Obgryzanie paznokci".
Subskrybuj:
Posty (Atom)








