piątek, 10 lutego 2017

Jo Nesbø "Syn"


Kolejna świetna książka Jo Nesbø. Rozkręca się nieco powoli, jednak początek jest niezwykle istotny dla przebiegu akcji. Nesbø jak zwykle lubi pokomplikować i pościemniać, tworzy żywe postaci, pełne emocji, wahań, ludzkich reakcji, refleksji. Nic nie jest całkowicie czarne, nic nie jest całkiem białe i nic nie jest d końca tym, na co wygląda. I jak zawsze pozostaje niedosyt, że już koniec, że historia dobiegła końca. Nie bez przyczyny - wbrew pojedynczym opiniom malkontentów - Nesbø cieszy się tak wielką estymą - jest całkowicie zasłużona.

Jo Nesbø "Łowcy głów


Książka została napisana pomiędzy "Pierwszym śniegiem" i "Pancernym sercem", czyli w okresie szczytowej formy autora. Zaczyna się spokojnie, banalnie wręcz, korporacyjnie i hjumanriserczowo ;) Roger Brown odpowiedzialny jest za poszukiwanie kandydatów na wysokie stanowiska w norweskich firmach i posiada opinię fachowca w tym co robi. Jak sam mówi, nie zna się zbyt dobrze na ludziach i nie posiada zbyt rozwiniętej empatii, posługuje się natomiast bardzo skutecznie metodą Reida i Buckleya. Posiada piękną zonę i żyje ponad stan, zmuszony jest więc sobie radzić "na własną rękę". Po tym wstępnym uśpieniu czytelnika Nesbø przyspiesza i to przyspiesza momentami karkołomnie. Bardzo dobrze skomponowany jest narastający rytm książki, Czytelnik powoli odkrywa, że za drobnymi niezgodnościami z literą prawa czają się większe, bardziej ponure, bezwzględne i śmiercionośne. Nie ma czasu na nudę, nie ma chwili na zastanowienie się, akcja pędzi, zmieniają się punkty widzenia, status polującego na zwierzynę łowną, przykra staje się świadomość tego, że jest się czymś w rodzaju robaka na wędce, przynętą. Bardzo dobra książka zarówno pod względem konstrukcyjnym, jak tez i fabularnym. :)

Swietłana Aleksijewicz "Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłośc


Mocna, bardzo mocna książka. Słuszny Nobel dla autorki. Jak mało który pisarz, Aleksijewicz opisuje bez ogródek naszą rzeczywistość, z wielką troską o przyszłość. W tej książce paradoksalnie sama tragedia w Czarnobylu jest jedynie tłem, jest punktem wyjścia - głównym tematem jest los człowieka, jego uczucia, strach, zagubienie, bezradność, wola życia, przywiązanie do bliskich. Aleksijewicz nie pisze swoich książek, pisze je życie. Autorka jest wytrawna słuchaczką i potrafi zadawać odpowiednie pytania, reszta to opowieść ludzi o swoim losie, doli-niedoli. Autorka w mistrzowski sposób buduje obraz całości, układa go z poszczególnych rozmów, z relacji. Książka zaczyna się niczym film Hitchcocka, od wielkiego wybuchu, a potem napięcie tylko rośnie. Taki literacki suspens. Książka jest wielowymiarowa; czytamy opowieści żon, pracowników, likwidatorów, polityków, filmowców, dzieci, naukowców, filozofów, dziennikarzy, opozycjonistów, matek, prostych ludzi i inteligentów. Aleksijewicz we wspaniały sposób łączy całość klamrą, którą są dwie opowieści o niesamowitej miłości i wielkim poświęceniu. "Czarnobylska modlitwa" jest też książką o świadomości radzieckiego i rosyjskiego społeczeństwa. O radzieckim człowieku, o indoktrynacji, o fałszu, o wielkim kłamstwie, o wysyłaniu ludzi na śmierć. Wielu rozmówców porównuje Czarnobyl do wojny, mówi o swoim obowiązku poświęcenia życia dla sprawy, o bohaterstwie, pragnie rządów twardej ręki, tęskni za Stalinem. To wszystko nadal tkwi w rosyjskich duszach i wciąż stanowi ogromne niebezpieczeństwo. Radziecki kolos runął, ale na zgliszczach wciąż grasują jego zwolennicy. Ponura, niepokojąca konkluzja.Świat zmienił się po Czarnobylu, nie jest już taki sam, ale nie zmienił się na lepsze. Czarnobyl pokazał światu, że wszystko wisi na cienkim włosku, że mimo zakończenia zimnej wojny, wciąż śpimy na bombie.

Louis-Ferdinand Céline "Podróż do kresu nocy"





Pesymistyczna, pełna niewiary w ludzi i w życie, w świat powieść napisana językiem zawierającym elementy języka potocznego, pełna kolokwializmów, napisana bez ogródek i zbędnej pruderii. Ponury obraz nędzy egzystencjalnej i materialnej, degrengolady, pustki, zwątpienia, obojętności, Posiada podobno sporo wątków o charakterze autobiograficznym. Sięgając po nią, nie ma nawet co brać pod uwagę czegoś takiego jak "polubię" albo "nie polubię"; ta książka wychodzi poza tak prymitywne sposoby oceny. Trzeba się przygotować, że będą fragmenty, które mogą czytelnikiem porządnie wstrząsnąć. Kierując się zasadą, że nic co ludzkie nie jest mi obce, Céline ukazuje obnaża ludzkość w jej permanentnym dążeniu do samozadowolenia, do zdobywania szczytów egoizmu, do rozdeptywania po drodze innych. Dla zamkniętych pod kloszem w ciepłych pantoflach lektura "Podróży" na pewno będzie szokiem. Zdziwiłem się podczas lektury opisem wojny, ponieważ Céline ukazuje jej bezsens, opisując ją jak jedną wielką absurdalna groteskę; dziwne to z tego względu, gdyż dekadę później autor nie krył się ze swoją sympatią do przywódcy III Rzeszy... Cóż...

143. "Walka z górami, część 1: W burzy i w lodzie. Alpejska symfonia w obrazkach" [1921]


"Im Kampf mit dem Berge - 1. Teil: In Sturm und Eis - Eine Alpensymphonie in Bildern", reż. Arnold Fanck [Niemcy, 1921] 

Piękny wizualnie film sfotografowany na dużych wysokościach w Szwajcarii. Bohaterem jest góra Lyskamm, 4527 m n.p.m, którą zamierza zdobyć para alpinistów. Góra nosi wśród alpinistów potoczna nazwę Pożeracz ludzi. Fabuła jest banalnie prosta. Hannes Schreider (gra samego siebie) proponuje swej przyjaciółce Ilse Rohde zdobycie szczytu Lyskamm. Para o świcie wychodzi z małej chatki, z trudem wspina się zboczem góry, by pod koniec dnia osiągnąć cel. W świetle księżyca rozpoczynają długie zejście stromym zboczem, długo błądzą po lodowcu, aż wreszcie udaje się im zejść bezpiecznie do chatki, z której wyruszyli. jak już wspomniałem magia tkwi w zdjęciach, w sile oddziaływania surowej, groźnej przyrody, jej ogrom, fascynujące piękno, niezwykłe surrealistyczne formy lodu wyrzeźbione przez wiatr i mróz, często wręcz nierzeczywiste, fantasmagoryczne, księżycowe bardziej, niż ziemskie. Dla miłośników gór jest to niewątpliwie uczta wizualna i pozycja obowiązkowa. Fanck planował nakręcić drugą część filmu, niestety jej realizacja nigdy nie doszła do skutku.
    

sobota, 3 grudnia 2016

142. "The Man and the Moment" [1929]


"The Man and the Moment", reż. George Fitzmaurice [USA, 1929]
Sympatyczna komedia romantyczna, z tym że należy pamiętać, że to co dziś jest wyświechtane, wtedy jeszcze takie nie było. Jest to produkcja First National, która wsławiła się swego czasu takimi arcydziełami, jak "The Kid" i "A Dog's Life" Chaplina i jako pierwsza w historii podpisała milionowe kontrakty z aktorami (z Chaplinem właśnie i z Mary Pickford). W 1929 roku wchłaniana była już powoli przez Warner Bros. (proces ten zakończył się w 1936 roku). Był to też okres wprowadzania do filmu dźwięku. Jest to film w większej części niemy, ale wprowadzono do niego kilka dialogów. Ścieżka dźwiękowa to dużo muzyki ilustracyjnej, ale też znalazło się miejsce dla hawajskiego zespołu, dla jazz bandu i wyeksponowane zostały efekty dźwiękowe, których pozbawione było kino nieme: pukanie do drzwi, zapuszczanie motoru samochodu, klakson, dźwięk dzwonu itp.
Film zaczyna się od efektownej sceny gry w polo z użyciem motorówek. I kiedy widz zaczyna się zastanawiać, kiedy wreszcie w tym tłoku łodzi motorowych walczących o piłkę nastąpi wreszcie nieuchronne zderzenie motorówki z motorówką, następuje zderzenie, ale motorówki z... samolotem! :) Ech, te stare, dobre, oryginalne, zaskakujące rozwiązania :) Inne ciekawe pomysły zastosowane w filmie to małżeństwo dla wolności i impreza w klubie, w którym ściany to wielkie zbiorniki wody,a w nich podczas balu pływają skąpo odziane nimfy. Film, jak na tamte lata, jest też w kilku miejscach śmiały erotycznie. Joan mieszka u swego - jak go nazywa - opiekuna ('my guardian"), który jest od niej starszy spokojnie o 35-40 lat. Nieodparta jest sugestia, że Joan jest jego utrzymanką. Milioner Michel stara się uwolnić od Violi, której marzy się jego fortuna, Joan natomiast źle czuje się pod opieką swego despotycznego opiekuna. Postanawiają więc wziąć ślub dla wolności. Jednak zaraz potem Michel zakochuje się w Joan. Tuz po ślubie na efektownym statku Michela udekorowanym w stylu modernistycznym i art deco dochodzi do stosunku płciowego małżonków, co tez w tamtych latach musiało być odważne, nawet jeśli był on tylko sugerowany. Joan, dla której małżeństwo było tylko formalne, ma za złe Michelowi, że wykorzystał ją w ten sposób (trochę to nielogiczne zważywszy, ze Joan żyje ze swoim opiekunem, ale da się przeżyć) i odsuwa go od siebie. Reszta filmu to starania Michela o odzyskanie zaufania Joan i wzbudzenie w niej prawdziwego uczucia do siebie. Erotyzm przejawia się też w zwiewnych, skąpych, niewiele zasłaniających strojach, w odkrytych bardzo wysoko nogach Joan od powiewu śmigła samolotu i w ogóle w swobodnej modzie kobiecej końca lat dwudziestych. 

niedziela, 25 września 2016

Jo Nesbø "Pancerne serce"

Nie jestem pewny, czy "pancerne serce" to najlepsza część serii, ale na razie tak mi się wydaje. Jest w tej książce wszystko. zwroty akcji, odpowiedni poziom zawikłania, wielowarstwowość, nawiązania do innych części, rozpiętość akcji na kontynenty, mrok, ciemność, bliskie potępienia ludzkie dusze, bezkompromisowa zbrodnia, ogień i lód, lawiny i wulkany, ocieranie się o śmierć i miłość. Harry jest bardzo starannie nakreślony, coraz mniej papierowy, bardziej osobisty, równocześnie staje się jeszcze bardziej bezwzględny w finałowej scenie książki; można by zaryzykować stwierdzenie, że do końca nie wiadomo, po której stoi stronie. Lub że w swoim fachu nie ma czegoś takiego, jak kurczowe trzymanie się litery prawa i wobec zła, z którym się Harry mierzy, musi sam dopuścić do siebie niektóre metody działania przeciwnika, aby nie ponieść porażki. Tam, gdzie Harry jest, nie ma podziału na czerń i biel.

poniedziałek, 12 września 2016

141. "Miljonär för en dag" [1926]

     "Miljonär för en dag", reż. Edvard Persson [Szwecja, 1926]
     Śladów po potędze szwedzkiego niemego kina tu niewiele. Jest to konwencjonalna komedia z happy endem. wszystko rozgrywa się w filmie szybko i niezrozumiale w dzisiejszych czasach, na przykład kilka dni spędzonych z przystojnym nieznajomym wystarczy, żeby ogłosić zaręczyny. 
     Dwóch trampów wędruje sobie beztrosko po świecie, aż pewnego razu jeden z nich ratuje dziewczynę, którą poniósł koń (oczywiście w ostatniej chwili tuż na przejeździe kolejowym przed rozpędzonym pociągiem). Zanosi nieprzytomne dziewczę do najbliższej chaty, po czym obaj ruszają dalej przed siebie. Mijając zastawiony w ogrodzie stół i słysząc wołanie służącej, że śniadanie gotowe, nie zastanawiając się przeskakują przez ogrodzenie i zabierają się za konsumpcję. Gospodarz ich nakrywa i każe się wynosić, ale pozwala dokończyć posiłek. Odchodząc, gubi pugilares, który jeden z trampów oddaje mu w nienaruszonym stanie. Zdumiony jego uczciwością proponuje mu, aby przez tydzień zamienili się rolami, gdyż ma przyjechać do niego prawnik, którego nie chce spotkać. Spodziewa się także wizyty dziewczyny, córki jego kolegi szkolnego, z która miałby się ożenić. On jednak nie pali się do ożenku ze względu na sporą różnicę wieku, stąd ta mistyfikacja. Widz jednak nie do końca rozumie postępowania gospodarza, a szczególnie tego, jaki chciałby osiągnąć efekt w chwili, gdy wszystko się wyda, co wydaje się dla widza nieuchronne. Jak łatwo się domyślić, ową córką okazała się być dziewczyna uratowana przed startowaniem przez pociąg. Wybucha miłość i para się ze sobą nie rozstaje.
     Tymczasem drugi tramp, którego gra reżyser filmu Edvard Persson, jowialny grubasek, bez kompleksów znajduje sobie partnerkę o mniej arystokratycznej naturze i cieszy się życiem pozbawionym gierek, którym sprostać musi jego młodszy i przystojniejszy towarzysz wędrówki.               Kontrast pomiędzy charakterami trampów to najlepsze fragmenty filmu. Można znaleźć w nim 
także oryginalne fragmenty, takie jak na przykład ten, gdy towarzysze wędrówki schodzą po tej 
samej drabinie (zawsze trzeba szukać w filmie takich perełek, których nigdzie przedtem się jeszcze nie zobaczyliśmy w innych filmach).
     Konwencjonalna komedia z zapożyczeniami kina amerykańskiego, jednak warto zobaczyć, poznać, dowiedzieć się, jak to kiedyś wyglądało. Dać szanse temu, co samo już nie potrafi się bronić i tonie w powodzi czasu.

140. "It' [1927]

"It', reż. Clarence G. Badger [USA, 1927]
Komedia romantyczna oparta na micie od pucybuta do milionera, czyli od anonimewej sprzedawczyni w wielkim sklepie do żony nowego właściciela. Zabawny i sympatyczny film z Clarą Bow, która miażdży. Grana przez nią Betty zakłada, że usidli nowego właściciela domu towarowego, ten jednak nie zwraca na nią uwagi. Jego przyjaciel Monty twierdzi jednak, że jest to jedyna dziewczyna w sklepie, która ma to "coś". Monty zabiera Betty na ko...lację do Ritza, gdzie spotykają Cyryla. Betty i Cyryl spotykają się następnego dnia w wesołym miasteczku, ale udany wieczór kończy się spoliczkowaniem Cyryla, gdy ten kradnie jej pocałunek. Od tego wydarzenia Betty zaczyna igrać z Cyrylem i zwodzić go. Wesołe miasteczko z ludycznymi zabawami skontrastowane z elegancką restauracją Ritza wprowadza do filmu aspekt społeczny. Nie jest to jedyny taki fragment; chorująca współlokatorka Betty walczy z opieka społeczną, by ta nie odebrała jej dziecka. Film mimochodem krytykuje bezduszność urzędników, biedę, wszędobylskość i bezwzględność prasy, kontrasty w życiu społecznym. To wszystko sprawia, że film wychodzi poza kanon gatunku i czyni go mniej konwencjonalnym.

czwartek, 8 września 2016

Stefan Themerson "Generał Piesc i inne opowiadania"

Są takie książki, na które podświadomie się czeka i wierzy, że w końcu się na nie natrafi. Oto taka książka dla mnie! Themerson pisze językiem pozornie prostym i zrozumiałym, co sanowi ogromną zaletę zważywszy, że jego opowiadania pełne są rozważań na temat życia, świata, przyrody, ludzi, demokracji, lingwistyki, polityki i sztuki. Jego spojrzenie jest głęboko analityczne i sceptyczne. nie ufa w to, co oczywiste.
1 + 1 = 2, ale jedna kropla wody plus jedna kropla wody nie dają już tego samego wyniku. Themerson opiera się na prawach natury, na fizyce i matematyce. większość opowiadań pełna jest inteligentnego humoru, bystrych obserwacji i aforystycznych zdań. Na pierwszy rzut oka widać, że mamy do czynienia z autorem myślącym i oryginalnym. Themerson, jako ojciec polskiego kina surrealistycznego w przedwojennej Polsce, opowiadania swe okrasza także na surrealizmie. Nie można go posądzić o nadużywanie ironii, jednak potrafi bardzo biegle łączyć ze sobą fakty bądź zestawiać je, kontrastować. Głównym zadaniem opowiadań Themersona jest opisywanie rzeczy nie takimi, jak się je widzi, ale takimi, jakie są. Już pierwsze opowiadanie, w którym opisany jest wieczór poezji semantycznej mówi o tym wymownie. Książkę ilustrowała Franciszka Themerson, żona autora; jej rysunki przywodzą na myśl Jeana Cocteau.

piątek, 2 września 2016

Arthur Rimbaud "Ja to ktoś inny. Korespondencja Artura Rimbaud"

Tytuł wskazuje dobitnie na treść książki. Wprawdzie zamierzeniem było, że tytuł będzie mówić o poetyckiej stronie Rimbauda, jednak sama treść wskazuje, ze miłośnicy poezji oraz poety mają tu niewiele do szukania. Listy do Verlaine'a są nieliczne, okres poetycki obejmują w niewielkiej części. Najwięcej listów pochodzi z Afryki i żaden z nich nie mówi kompletnie nic o poezji. Każdy natomiast pełen jest cyfr, kwot, nazw towarów, wyszczególnienia interesów, utyskiwań na problemy ze sprzedażą oraz zbyt małe przychody. Wyjątek stanowią listy do Iliga, zaufanego króla Menelika, w których pojawia się swobodniejszy ton i humor. Drugim wyjątkiem są listy po amputacji nogi, w których Rimbaud z niepewnością patrzy w przyszłość i opisuje swoje cierpienie. Trzecim wyjątkiem są nieliczne relacje z podróży w nieznane afrykańskie tereny, ale i tak pisane są z myślą o korzyściach handlowych. Zaczynając lekturę każdy miłośnik poezji Arthura Rimbaud zapewne będzie przeklinał, że to tylko wybór korespondencji, na koniec będzie ów fakt błogosławił. Nie wiem, czy możliwa jest lektura tych listów wyłączając ze świadomości, że pisał je jeden z najkreatywniejszych poetów, ale na pewno taka mała amnezja pomogłaby w czytaniu tych zestawów i rozliczeń.