Nie mam doświadczenia w czytaniu kryminałów, a tym bardziej kryminałów z okresu PRL-u. Dawno temu czytałem tylko zeszyty z kapitanem Żbikiem. Przeczytałem jednak, że Anna Kłodzińska była bardzo poczytną autorką prozy sensacyjnej w Polsce Ludowej i napisała nawet scenariusz do jednego odcinka „07 zgłoś się”. Po lekturze „Czy pan pamięta, inżynierze?” muszę stwierdzić, że książkę czytało się płynnie i lekko, że wciąga, że mimo kilku braków w logice daje radę. Nie jest to raczej arcydzieło na miarę Chandlera, jednak ma coś w sobie, mimo że bohaterami są esbecy i milicjanci. Nie wyczułem też zbytnio propagandy na poziomie wychwalania milicjantów, jeżeli propaganda tam jakaś jest, to na bardziej ogólnym poziomie, ale o to można się spierać. Tematem książki jest bowiem szpiegostwo przemysłowe w dobie gospodarczego boomu w okresie Gierkowskim (wiemy, jakim kosztem był ów boom), więc można odczytać między wierszami, że Polska była wtedy tak rozwiniętym krajem, że wysyłano do nas szpiegów mających kraść nasze bezcenne super nowoczesne technologie. Taka interpretacja jednak zahaczałby równocześnie o fantastykę naukową. Pozostańmy przy tym, że Zachód pragnie wykraść polską myśl techniczną przeznaczoną dla wojska, więc będąca ściśle tajną. Nie chcę tu się zbytnio pochylać nad fabułą, ponieważ w czytaniu kryminałów nie pomaga uprzedzanie wydarzeń (od razu wyznaję, że nienawidzę zwrotu „spojler”, które nasz język czyni uboższym i stereotypowym), a ja nie za bardzo wiem co mam napisać o książce bez zdradzania fabuły. Mamy w niej kilka wyrazistych postaci, historia jest skonstruowana w sposób starający się zwodzić czytelnika, wydarzenia przedstawia z kilku perspektyw, które się mieszają, autorka potrafi też przemycić do kryminału nieco humoru. Okazało się, że kryminał z PRL-u nie taki straszny (chociaż starszy już tak) jak go malują, ale nie chcę do końca oceniać, czy książka podobała mi się, ponieważ nie znam się na kryminałach i nie jestem w związku z tym w tym temacie wybredny, czy rzeczywiście jest dobra. Każdy musi ocenić sam; w moim odczuciu „Czy pan pamięta, inżynierze?” to niewymagająca przyjemna lektura na jeden dzień, bez większych ambicji i bez spektakularnych potknięć. Jedyna kontrowersyjna sytuacja może zostać uznana za trudną do uwierzenia, ale nie za niemożliwą. Ja przynajmniej innych takich potknięć nie wyłapałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz