Poziom nocy wzbiera jak rzeka
zjemy kolację, pójdziemy spać
czas nie przygotował nic lepszego
pies zwinął się już jak wąż w doskonałość
odwierty we wspomnieniach piętrzą gruzowiska
zmęczenie świata jest zbyt wielkie
cztery żółwie niosą płaską ziemię w nieskończony wszechświat
ja sięgam jednak najdalej jak mogę
tylko do nocnego stolika
i gaszę lampkę
zimny ogień współczesności
ciepło twej doskonałej skóry, która więdnie
to najbliższa przystań
ale już odpływają nasze wielogodzinne rozmowy
pozbawione zmęczenia
zostaje cisza dookoła
i nasze milczenie
rozpaczliwie szukam słów, które mógłbym wypowiedzieć
które są w stanie zmienić
ażurową miłość w postument
była nim niegdyś
w osobistej legendzie
ta siła, która nas zespoliła
gdy odkryliśmy źródła elementarnych wyznań
lecz żółwie zaszły już daleko
noc nabiera ciemności
i zmęczenie zamyka drzwi
percepcji
kiedy nadchodzi świt
wszystko zaczyna się od nowa
[11.II.2026 r.]
środa, 11 lutego 2026
Od nowa (644)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)